14.7.15

O własnej naiwności, o weselu i zabawie w doborowym towarzystwie



Zmiany chodziły za mną od jakiegoś czasu, od czasu, kiedy wszystko definitywnie się skończyło, kiedy zrozumiałam, że ‘nie warto’, i że może ‘tak miało być’. Umocniłam się w przekonaniu, co do zmian, kiedy jedna z osób z mojego bliskiego otoczenia dopominała się o nową notkę. Nie. Idea była taka, że nikt nie wie o tym miejscu. Nicku nie zmienię… adres mogę. Witajcie więc na Niemarudniku! (Jednocześnie proszę o zmianę adresu, jeśli macie mnie u siebie na blogach zapisaną).

Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, że pewnych spraw nie da się już naprawić, a niektórych ludzi nie da się do siebie z powrotem przekonać. Choć może to drugie zdanie powinno raczej brzmieć „nie da się z powrotem przekonać do tych osób, które okazały się być zupełnie inne”. Nie wiem, czy to jakieś fatum nade mną ciąży, że zawsze na początku jest fajnie, a po jakimś czasie szydło z worka wychodzi, i ten ktoś w całej okazałości mi się pokazuje. Zupełnie innej, niż tą, jaką ten ktoś kreował doszczętnie przez X czasu.  Nie wiem, czy powinnam pogratulować wytrzymałości, pozazdrościć talentu, czy jedynie zaśmiać się z własnej naiwności. Hej!, nie martwcie się, swoje już przetrawiłam,  zastanawiam się jedynie, ile razy można powtarzać ten sam błąd. Dwa tygodnie temu zakończyłam coś, co jeszcze na początku lutego wprawiało mnie w niesamowite poczucie szczęścia i wyjątkowości.  Może, gdybym mogła powiedzieć, że to z mojej „winy”, byłoby mi łatwiej przejść z tym do porządku dziennego; z racji jednak, że znowu ktoś pokazał swoje inne oblicze, nie jestem w stanie wybaczyć sobie tego, że byłam naiwna. Że potrzeba kogoś u swojego boku jak zwykle przysłoniła mi racjonalne myślenie, a koniec końców i tak wyszło jak zawsze. Śmieszy mnie teraz udawanie, że nie znamy się zupełnie, że jesteśmy dla siebie obcymi osobami, choć może tak i lepiej – trzeba ruszyć do przodu, a nie cofać się do tego, co było.

Tymczasem w sobotę miałam wytęsknione wesele (nie moje, rzecz jasna), a mojej kuzynki i jednocześnie chrześnicy mojego Taty. „Zabawa” ciągnęła się więc od samego rana,  i tradycyjnie wszystko szło nie tak, jak miało. Wizyta u fryzjerki i kosmetyczki przeciągnęła się o dwie godziny, przez co po powrocie do domu miałam czas jedynie na to, by wskoczyć w sukienkę i wypatrywać nadjeżdżającego partnera. Tata, jak nigdy nie ma dylematu, którą koszule włożyć, na tą okazję sprawił sobie dwie (i dwa krawaty), więc oczywiście stał i się przebierał i się przymierzał. Już miał wychodzić, już był w niebieskiej koszuli, a chwilę później widzę go w białej. Nikt się, rzecz jasna nie odezwał, coby mu nie wpadł do głowy pomysł pójścia i przebrania się.

Zjawiskowa Pani Młoda wprawiła mnie w osłupienie; Tata ponoć rozśmieszył wszystkich, którzy podczas błogosławieństwa płakali; prawdopodobnie rzucił jakimś żartem, ale nadal nic nie zdradził. Ja się dowiem! Pod kościołem przypinanie dróżbówek naszym partnerom, bieg ze świadkową po bukiety dla druhen, ustawianie się pod kościołem, aż w końcu wejście nań, w trzeciej parze za młodymi, uśmiechniętymi od ucha do ucha. Z powodu duchoty w małym kościółku zrobiło mi się duszno i słabo, wobec czego resztę mszy spędziłam w krzakach, w cieniu, przegapiając tym samym przysięgę, w czasie której Młody ponoć się pomylił.

Najprzyjemniejszą częścią było wejście do restauracji, która była „jakby luksusowa”. Klimatyzacja, wielka sala i wygodny parkiet – to wszystko zauważyliśmy w drodze do stolika, by odnaleźć swoje plakietki. Wyczekiwanie na obiad (była niemal dziewiętnasta!), gdzieś pomiędzy życzenia, obietnice zabawy do białego rana…

I rzeczywiście zabawa aż do wschodu słońca. Fajna muzyka, dobre jedzenie, ale najważniejsze – doborowe towarzystwo. Mój Partner, któremu (podobnie jak mi) nie dali tylu lat, ile mamy. Sukienka wirująca w tańcu, czasem plączące się nogi. Uśmiechy, miliony zdjęć, przebieranki w specjalnej budce do zdjęć aż w końcu wyczerpanie i siedzenie przy stoliku. Wschodzące słońce, spacery i zdjęcia nad mini-jeziorkiem.

No i różowe skarpetki Pana Młodego, których nie mogę zapomnieć. Obstawiam, że miały pasować do różowej muszki, gdyż innego powiązania racjonalnego nie odnajduję XD

Wszystko to układa się w idealną całość, której cieszę się, że mogłam być częścią. O Ktosiu staram się zapomnieć, choć to nie jest takie łatwe. Odsuwam od siebie myśli na temat tego, co było… i hej przygodo! Wszak co ma być, to będzie, prawda?


A u Was co tam, moi drodzy?  


'roztrwoniła miłość ziemską
odsprzedała przeniebieską
nie spostrzegła nic jak cała
śmierci się podobna stała..'

51 comments:

  1. Jak ja bym poszła na jakieś wesele! :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hah, zapraszam, kolejne mam w październiku :)

      Delete
    2. no proszę, to będziesz hulać ;D
      a Twój weselny partner to jakiś fajny?

      Delete
    3. hah, jak jest cisza od wesel, to przez kilka lat, a jak się hajtają, to w jednym czasie XD
      Tak :-) Kolega z liceum, byliśmy razem na studniówce ;)

      Delete
    4. No to fajnie ;D u mnie jest zastój ;D
      ooo ;D jak bywałam na weselach to zawsze sama bo żaden "szanowny pan" nie chciał iść...

      Delete
    5. Ja stwierdziłam, że sama nie pójdę, ogólnie nie iść nie wypada... więc pod wpływem chwili napisałam, zaznaczając, że nic na siłę, jednakowoż byłoby mi miło. Zgodził się. W międzyczasie dowiedziałam sie, że jego koledzy w tym samym czasie planowali weekendowy wypad, jednak "został mi wierny", jeśli tak mogę się wyrazić ... :D
      Ech, nic im to nie robi, szliby , zjedliby, napili się i potańczyli...

      Delete
    6. ogólnie faceci są dziwni ;D
      ale dobrze, że ten Twój kolega Cię nie wystawił ;)

      Delete
    7. nie zaprzeczę ;D
      też się niezmiernie cieszę :)

      Delete
    8. szkoda, że ja nie mam takiego kolegi ;)

      Delete
    9. wiem, że zabrzmi to strasznie banalnie, ale może dopiero pojawi się na Twej drodze? :)

      Delete
    10. tak to było banalne ;D ale może masz rację :))

      Delete
  2. Czekam na moment, aż zaczniesz tutaj marudzić i będę mogła Ci wypomnieć adres, huehuehue XD

    Wiesz, z jednej strony czasem ktoś przed nami coś ukrywa i wychodzi to szydło z worka. A czasem my też koloryzujemy pod wpływem uczuć, sympatii, wiesz, klapki na oczach. Więc nie miej wyrzutów sumienia, żeś naiwna, bo to ludzkie po prostu, że na początku pewnych rzeczy nie widzimy :) Naiwność to dać się wciągnąć do tej samej rzeki po raz drugi.

    A relacją z wesela narobiłaś mi smaka na jakąś huczną zabawę :D Gratulacje dla Młodej Pary :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. (Wybacz za usunięcie tego poprzedniego :*)

      Oby do tego nie doszło! XD

      No a nie wciągnęłam się, niejako wtedy, kiedy sama do niego, u licha, napisałam? Głupota nie boli jak widać i w moim przypadku.

      Nie chwal dnia przed zachodem, jak Ci się hurną wesela to zobaczysz :D

      Delete
    2. (Noł problemo, rozumiem jak nikt inny ;*)

      Staraj się, a ja będę czyhać ^^

      Nie, bo wtedy się nie zrozumieliście. On myślał, że nie ma się odzywać, a Ty czekałaś, aż się odezwie XD

      Z moich danych wynika, iż nikt z bliższych osób ślubu nie planuje :D

      Delete
    3. Logika faceta: powiedz jej, że nic z tego nie będzie, ale czekaj, aż sama się odezwie <3

      Szkoda!

      Delete
    4. E tam, takie małe nieporozumienie XD

      Delete
  3. Jest teraz moda na kolorowe skarpetki ;) Mój kolega miał czerwone :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie nadążam za modą :D Prawie tam umrzyłam, jak zdjął te buty :D

      Delete
  4. Zastanawiam się, czy wyraz "druHIEN" napisałaś złośliwie, czy to tylko pomyłka xd

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hah, dzięki za czujne oko :) Przyznam sie bez bicia - miałam trudności z odmianą tego słowa i dlatego wkradł sie bład :)

      Delete
  5. Szkoda mi Twojej relacji z Ktosiem, ale może faktycznie tak miało być, a na Twojej drodze niedługo pojawi się ktoś wspaniały, kto nie wylezie w pięknej otoczki i nie okaże się być złym wilkiem. :P Czas pokaże i podoba mi się Twoje nastawienie - co by nie było - byle do przodu. Tylko nie zapominaj o uśmiechu! :)
    Jejku, za każdym razem gdy ktoś pisze o weselu to mi się tak bardzo chce na nie iść. XD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie śmiałabym zapomnieć! :) Jakoś to będzie :)
      Kurcze, to życzę Wam żebyście miały okazję tak się ubawić xD

      Delete
  6. No to widzę, że kolejna osoba, która zakończyła relację/ związek. Ale cóż takie jest życie i może nie warto po prostu się nad tym zastanawiać ... Mam jedynie nadzieję, że nam się poszczęści w kwestii miłości.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Co miałam przemyśleć to przemyślałam, ale nie mam ochoty nadal się nad tym użalać. Dla niektórych osób nie warto. Musi... kiedyś w końcu :)

      Delete
    2. Dokładnie tak, to samo tak jak ja. Nie warto myśleć o osobach, o których już się nie powinni. Po każdej burzy podobno jest słonce, więc nie tracę nadziei.

      Delete
    3. Może i w końcu los się do nas uśmiechnie :)

      Delete
    4. No ja myślę, bo jak nie to pożałuje :p

      Delete
    5. myślę, że niestety tak to nie działa :P

      Delete
    6. Wszystko się da jak się chce :p

      Delete
    7. A ja jestem jednak zdania, że nie wszystko ;p

      Delete
  7. ojtam, koniec końców zabiegane wesele to lepsze wesele niż żadne wesele xD dobrze, że ja nie muszę się takie coś bawić, nienawidzę tych imprez XD

    ReplyDelete
  8. szkoda, że potoczyło się tak jak się potoczyło, ale może lepiej wcześniej niż później. Widocznie to nie był ten. Twoja druga połówka gdzieś tam na Ciebie czeka, tego jestem pewna :D

    Super, ze wesele się udało. Ja mam taką wielką ochotę na wesele, a tu nie słychać nic, żeby jakieś było w rodzinie :( Liczę na chłopaka, bo kiedyś coś wspominał o jakimś weselu, więc może akurat :D

    6czerwca - blog

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oby, oby! :D

      Może akurat sie uda :D Dawno sie tak nie ubawiłam.

      Delete
  9. Silna babka jesteś, przetrwasz. Bo kto, jak nie Ty :* A co do drugiej połówki z komentarza powyżej, to sprawdź, czy nie ma w lodówce XD Wiem, że jestem okropna, ale wierzę, że właśnie się uśmiechasz - o taaak, właśnie :D :)

    I jak Ci zazdroszczę weselicha ^^ Sama bym się na jakieś przeszła, ale coś czuję, że wybawię się dopiero na swoim :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ależ jesteś okropna do granic możliwości, hahahahahaa. Ale dziękuję :* (Swoją drogą, przypomniała mi się teraz nasza rozmowa, kiedy opowiadałam Ci jak mi mleko w mikrofali wybuchło, hahahahaha XD ) :D

      No i też prawidłowo! :) A może gdzieś, coś, po drodze :)

      Delete
  10. mało zawału nie dostałam jak nie mogłam wejść na Twojego bloga... więcej tak nie rób! o to weselisko było eleganckie z tego piszesz...i te różowe skarpetki, ja mojego Lubego w życiu bym nie przekonała do różowych ale u nas to o tyle dobrze,że ja nie lubię różowego - bardziej choruję na niebieski... ale to już temat na notkę... hehe
    pozdrowionka i uściski :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. najmocniej przepraszam! myślałam, że tak jak ja większość z Was wchodzi przez profil bloggera i mnie odnajdziecie! ufff, dobrze, że jednak trafiłaś <3 hahaha, ja nie wiem na jakiej to zasadzie było: czy Pan Młody rzeczywiście jest taki szalony, że sam to perfidnie włozył, czy może zapomniał o czarnych :D obstawiam jednak, z tego na ile go znam, że wkradło się szaleństwo :D
      wobec tego czekam na tą notkę! cieszę się, jeszcze raz, że tu trafiłaś :*

      Delete
  11. Ale miałaś fajnie!
    Też bym się wybawiła na jakimś weselu! :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Może kiedyś się uda :)

      Delete
    2. Póki co u moich znajomych się nie zanosi. ;)

      Delete
  12. Ostatnio byłam na weselu Agusi, tej wstrętnej dziołchy :P Wspomnień dobrych nie mam, syf, kiła, mogła - jak na tę rodzinkę przystało. Poza tym bez partnera zawsze chodzę, a do tanga trzeba dwojga xD Jak mi się zdarzy fajne weselisko, uznam to za cud.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja parokrotnie bez partnera byłam i w końcu znudziło mi się samotne siedzenie przy stoliku :P poza tym, Kolegę zaprosiłam będąc na haju pokroplówkowym, inaczej pewnie odwagi bym nie miała :P oj, zdarzy się!

      Delete
    2. Miałaś odwagę i Kolegę, a ja jestem tych czynników pozbawiona :P

      Delete
  13. W mojej rodzinie nikt nie chce brać ślubu. No tak, w sumie teraz powinien być czas na śluby moje i mojej siostry, ale jakoś nam nie idzie przecieranie szlaków ;) Kiedyś uwielbiałam śluby,ale jak byłam świadkiem to jakoś mi ta miłość zelżała. Dziwne doświadczenie to było ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj, macie czas na przetarcie szlaków. A nuz ktoś Was wyprzedzi :P Być świadkiem to potężna odpowiedzialność - sama na podstawie tych kilku wesel, na których byłam, widziałam takich świadków, którzy udawali, że nie o nich chodzi, Ci, teraz akurat byli fajnie we wszystko zaangażowani, i co najważniejsze, pary młodej przyćmić nie chcieli :)

      Delete