20.5.15

Więc chodź pomaluj mi życie, niech świat mój się zarumieni

Dzisiaj jest dobry dzień, myślę sobie, siedząc  na mega niewygodnym krześle przy biurku, pijąc ciepłą herbatę i gadając z Ktosiem, który akurat się gdzieś przed siebie zapatrzył.  Nawet wieczorna burza, której umknęłam a nuż, humoru mi nie pogorszyła (choć jak spylałam z parasolem przed siebie, to do śmiechu mi nie było xd). Ale od początku.

Kiedy Koleżanka odwiedziła mnie w październiku, idąc spacerkiem z Galerii Krakowskiej nad Wisłę, na Plantach spotkałyśmy młodego mężczyznę, który stał tam i zachęcał ludzi do przeczytania swojej książki. Cóż,  spieszno nam wtedy było, więc wymieniliśmy kilka kurtuazyjnych zdań  i poszłyśmy dalej. O sytuacji zapomniałam. Koleżanka przyjechała na Juwenalia, znów kroczymy tą samą trasą nad Wisłę, bo przecież spacer to zdrowie.  Znów nas zaczepił. Koleżanka wypaliła więc, że „się już widzieliśmy”, czego w sumie pewne nie byłyśmy.  Ale okazało się, że to prawda. Znów chciał nam książkę swą zaproponować, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, ogólnie spoko, ale nie wzięłyśmy w dalszym ciągu. Poszłyśmy nad tą Wisłę i snułyśmy plany, że jak go w drodze powrotnej spotkamy, to już u licha, weźmiemy tą książkę. Spytamy się go, czy pamięta miejscowości, z których jesteśmy (bo się pytał, żeby stwierdzić, że nas i tychże miejscowości nie lubi), i jak zgadnie, to okej. Cóż, tego i następnego dnia go już nie spotkałyśmy i znów o sytuacji zapomniałam.

Dzisiaj znów będąc na rynku stwierdziłam, że do Galerii Krakowskiej, a właściwie pod nią, na autobus, z koleżanką przejdziemy się pieszo. W międzyczasie opowiedziałam jej wszystkie te historie z Pisarzem w roli głównej, by po chwili… go zobaczyć. No co jak co, ale nawet ja, osoba dość nieśmiała, nie mogłam takiej sytuacji przegapić. Zwyczajem podszedł do nas, i nie zdążył się jeszcze odezwać, gdy Pewna Siebie Lu odrzekła:

Lu: myśmy się widzieli! Dwa tygodnie temu!
P: i co?! Wzięłaś książkę?! 
L: no nie!
P: wstyd i hańba!

W tym momencie odezwała się koleżanka, prosząc go o krótkie streszczenie swojej powieści, jeśli już mamy ją w swoje łapce złapać.  W dobrym jednak guście stwierdził, że streszczając ją,  narzuci nam swój tok myślenia, a on chce poznać nasze odrębne opinie. W tak zwanym międzyczasie (lubię to słowo!) przekomarzałyśmy się z koleżanką, on stwierdził, że się dogadujemy (we dwie), i że z pewnością ze sobą mieszkamy. Kiedy odparłyśmy chórem, że nie, spytał się koleżanki, jak może nie chcieć ze mną mieszkać, skoro robię takie dobre pączki. Dołączyłam się do tegoż pytania, koleżanka, zaś z wyrzutem w głosie  stwierdziła, że jej jeszcze nie poczęstowałam. Dyskusja nad powieścią sprawiła, że wybuchłam mym pięknym śmiechem, przez co dziwnie się na nas popatrzono. Zgodnie z prawdą powiedziałam, iż mamy spaczone umysły z racji pracy na zajęcia, którą piszemy, na co to właśnie Pisarz wybałuszył oczy ze zdziwienia.

P: przepraszam, powiedziałaś, zajęcia?  
Oho, już czułam pismo nosem. Pomyślał, żem niepełnoletnia.
J: tak, zajęcia, studiujemy.
P: przepraszam, no…
J: wiem, wiem, nie wyglądam, ile byś mi dał lat?
P: który rok studiów? Pierwszy czy nie wiem, trzeci?
J: drugi…
P: oooo, no to nieźle zaawansowane!
J: spoko, dawali mi już dwanaście i piętnaście lat!

Kilka minut później, kiedy ów Pisarzyna spytał się nas, czy chce się nam pić. Wybuchłam takim śmiechem, że o mało się przez to nie udławiłam własną śliną. Chodzi bowiem o to, iż wczoraj wieczorem, zapijając pewne smutki (okej no, niezdane prawko), wystarczyło jedno piwo, żeby mi się w głowie zaczęło kręcić, więc jak tylko usłyszałam „picie” to miałam wyrąbane.

P: co taki dobry humor?
J: a bo wczoraj opijałam prawko, niezdane
P: z radości?
J: nie, zapijałam smutki!

Rozmowa tliła się jeszcze przez kilka dobrych minut, wobec czego musieliśmy się sunąć na bok, żeby nie zostać stratowanym przez zgraję dzieci z wychowawczynią. Dzieci znowuż nas nie zauważały, więc to było najrozsądniejsze wyjście. By ujść z życiem. Stoimy więc tak, coś tam gadamy, ja jak zwykle co drugie zdanie wybucham śmiechem. Samo tak jakoś. 

Przechodząc do sedna, w pewnym momencie Pisarz zapatrzył się we mnie, zapanowała cisza i odrzekł (nie pamiętam dokładnie, więc mniej więcej swoimi słowami przytoczę) :

P:  Wiesz co, jesteś niesamowita. Cały czas się śmiejesz. Masz takie pokłady radości w sobie, że mogłabyś nimi obdzielić chyba z dziesięć osób, a i wciąż by i dla ciebie starczyło.  I jeszcze ten niesamowity śmiech, normalnie jak się śmiejesz, to tak radośnie, że człowiek sam się zaczyna śmiać. […] i chwilę później, gdy tą książkę wzięłyśmy, po piątaku mu dałyśmy i już miałyśmy iść. To jak przeczytacie, to tu na odwrocie napiszę wam mój adres e-mail, to napiszcie, co sądzicie. A ty – popatrzył na mnie – wpadnij czasem, to sobie pogadamy! Bo jesteś takim poprawiaczem humoru, no, nie śmiej się! Tylko przyjdź czasem, jak mnie zobaczysz, okej? To sobie pogadamy o bzdurach. A, no i miłej lektury!

Odeszłyśmy, wcześniej jednak zapewniłam, że jak tylko go tu ujrzę, to podejdę – serio, wydawał się być miłym człowiekiem, a książka, którą to zaczęłam czytać dziś, dobrze się zapowiada, bo toć to chyba kryminał, tak mi się przynajmniej na chwilę obecną zdaje.

Czy mogę nazwać przypadkiem to, iż spotkałam go po raz trzeci w tym samym miejscu, choć krakowskie planty są długie i szerokie, i o tej porze mógł stać gdziekolwiek indziej, tylko nie tu? Czy mogę nazwać przypadkiem to, że po raz trzeci rozmawiało się rewelacyjnie, i naprawdę miło? I, w końcu, u licha, jak mógł, po zaledwie kilku minutach rozmowy powiedzieć o mnie tyle.. dobrych słów? Ja wiem, z jednej strony mógł się chcieć podlizać, żeby ktoś tą książkę łaskawie w końcu wziął. Niestety, wierzę w ludzi dosadnie i czasem za bardzo, więc przyjmuję wersję, że jest po prostu dobrym człowiekiem, który tymi dobrymi słowami sprawił, że uśmiech do końca dnia mi nie schodził.

Co więcej, będę teraz miała motywację, żeby tam się czasem przespacerować, bo cóż, jeżeli mogę komuś poprawić humor, czemuż bym miała nie skorzystać? ;)

Książkę czytam, gdy przeczytam, napiszę do niego, wszak mam jego adres e-mail… Jeju, naprawdę, jestem tym wszystkim tak podekscytowana, że naprawdę nawet i w tym momencie, pisząc to, bezczelnie śmieję się sama do siebie.  I cóż no, muszę przyznać, że te słowa mnie ucieszyły… bo skoro mówi mi to osoba, która mnie nie zna, która po kilku wymienionych zdaniach wysnuła taki wniosek… to może to prawda? ;)

Jeszcze słówko wtrącenia. Ktoś nie wyraził kiedyś chęci uratowania mnie spod mostu w razie, gdybym zamarzła, później przyjął na klatę to, iż przez niego nie zdałam owego egzaminu, a przed chwilą śmiał się, iż jestem pędiztyłkiem i co chwila zmieniam pozycję na krześle. Sobie nieźle poczyna, ja wam to mówię, że on jeszcze nie wie, na co się pisze, a jeśli wie, to nieźle udaje, że nie wie. Koniec końców wydaje mi się, że jest coraz fajniej i mam nadzieję, że tak będzie dalej!

Z tym Was zostawiam i wracam do nicnierobienia, choć powinnam na przykład uczyć się angielskiego na jutrzejszy kolos, albo czytać książkę, która wczoraj do mnie dotarła. Albo tą, którą dzisiaj mi podarowano. No ja nie mogę, tyle rzeczy ciekawych do robienia, a tu nauka mi się wciska, bez sensu!


79 comments:

  1. Taka historia, o! I Ty mi tu nie wciskaj, że to słowa rzucone w celu przekupstwa, bo to, że tryskasz energią, obdarzasz śmiechem to nawet ślepy (intelektualnie) zauważy! :) Zresztą, nie muszę Ci tego tłumaczyć skoro na sam widok Twoich literek na ekranie leżę pod krzesłem ze śmiechu :D
    No, i jestem ciekawa, jak Ci się ta książka spodoba. Może podzielisz się recenzyją po jej przeczytaniu? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! <3 kurde, jednak jestem fajna! :P
      No w sumie przeczytałam juz, ale chyba zrobię to po raz kolejny, zanim wystosuję do niego e-maila :D a książka przyjemna, bo wchodzi na kryminalne pole więc jestem w niebie ;>

      Delete
  2. Ja się nie dziwię, że był w stanie powiedzieć o Tobie tyle dobrych rzeczy. Ja Cię w życiu na oczy nie widziałam i powiedziałabym o Tobie pewnie to samo, jak nie więcej. Cała emanujesz radością, każde Twoje słowo, ba! Każda literka napełniona jest pozytywną energią i nie dość, że człowiek przez te Twoje posty szczerzy się do monitora, jak nienormalny, to jeszcze czuje, jak mu się przyjemnie ciepło na serduchu robi! <3
    Co do przypadków - jak już pewnie wiesz, nie wierzę w nie. Szerze za to wierzę w to, iż ludzie których spotykamy w naszym życiu mają coś do tego życia wnieść. Może coś nam uświadomić, czegoś nauczyć, coś pokazać. A może czasem to my jesteśmy im potrzebni. Tak jak Ty temu pisarzowi, by zaczął się śmiać. ;) A może zacznie się przez to nowa ciekawa znajomość? Dobrych znajomych przecież nigdy za wiele!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki za tak miłe słowa, naprawdę <3 To znak, że musimy się kiedyś spotkać, jeżeli byś chciała oczywiście! :)
      Ej no, chciałabym! Koleżanki dziwnie się na mnie patrzą, jak o tym opowiadam, że niby naiwna itp, ale ten koleś naprawdę coś takiego w sobie miał, czego hm, nie potrafię nazwać, ale hej, trzeba być zawziętym, żeby nie dać się jakimś wydawnictwom omamić, tylko no, próbować na własną rękę! Jak tylko przeczytam, to do niego napiszę, hm... to wiadomo. Jeszcze takich, powiedzmy, "po fachu", co się zajmują pisaniem, to już w ogóle! :)

      Delete
    2. Pytasz! Pewnie, że bym chciała! Bardzo, bardzo, bardzo! :D
      No po prostu miał to coś. :P Widocznie nie miał nic lepszego do roboty albo to faktycznie jakiś idealista jest i nawet to jego stanie i sprzedawanie książki na własną rękę ma coś pokazać światu! :P
      No jestem ciekawa co tam napisał, mam nadzieję, że nie będziesz się długo wahać w przypadku pisania recenzji, bo ciekawość mnie pożre żywcem :D

      Delete
    3. To trzeba nad tym pomyśleć :D
      Możliwe! :D
      Hahahahahah zobaczymy :D

      Delete
    4. Pomyślimy, pomyślimy. :) Ty się ostatnio kręciłaś w moich rejonach z tego co pamiętam, więc zapraszam ponownie. :D
      :)

      Delete
    5. I z pewnością jeszcze w wakacje się zakręcę :D

      Delete
    6. A więc w tym momencie łapię Cię za słowo i nie puszczam aż do Twego przyjazdu! :D

      Delete
  3. To sama czysta i prawdziwa prawda... nawet w Twoich notkach jest tyle energii i radości, więc Pisarz ma całkowitą rację! :D Poza tym fajna przygoda z nim.
    nicnierobienie jest bardzo uzależniające, mój licencjat też krzyczy do mnie że czasu mam mało ale jakoś tak inne rzeczy są fajniejsze :)
    Jestem ciekawa jaka będzie ta książka :>

    ReplyDelete
    Replies
    1. Noo, wciąż nie wierzę, w to co się stało. I dziękuję <3
      oj wszystko jest fajniejsze, jak trzeba coś robić.
      a nawet spoko :)

      Delete
  4. Nie ma co, niezła reklama ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. To też ;p ale naprawde wydawał sie byc milym człowiekiem!

      Delete
  5. "niezdane prawko" "z radości?" zaskoczyła mnie ta odpowiedź :D
    spoko, jeszcze zdaaasz :>

    ReplyDelete
    Replies
    1. hahah moze nie dosłyszał ;p
      no wiem, ale mnie to już wkurza ze tyle się męczę ;p

      Delete
  6. Nie ma to jak udana promocja książki :D Próbował i próbował aż w końcu sprzedał :P Przeczytałaś ją już? :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. doceniam to, że stoi z ta książką i ją wciska ludziom, zeby przeczytali, że nie zgadza się na czasem bzdurne umowy z wydawnictwami i przede wszystkim, ze robi to co lubi - pisze, i nie wydaje mi się, zeby te wszystkie słowa mówił na siłę ;) a książka wydaje się fajna, choc zamierzam ją jeszcze raz przeczytac :) 20 kartek, długie to to nie jest ;)

      Delete
    2. To jak za 5 zł 20 kartek to ceni się :D Chociaż ja bym to raczej nazwała opowiadaniem nie książką :P Ale i tak jestem ciekawa co tam za perełkę odkryłaś :D

      Delete
    3. dychacz ;p bo każda z nas po piątaku rzuciła ;p a żebyś wiedziała, że perełka! :D

      Delete
    4. To za jedną książkę tyle zapłaciłyście, czy wzięłyście w końcu dwie? :D

      Delete
    5. Nie, za jedną książkę zapłaciłyśmy dziesięć złotych, czyli każda po połowie dała ;P żeby było sprawiedliwiej :D

      Delete
    6. Rozumiem;p Myślałam, że każda wzięła dla siebie egzemplarz :) Złotówka za stronę mu wyszła. Aż pomyślę o karierze samowydającej się pisarskiej xD

      Delete
    7. toż to niewdzięczna praca stać i podchodzić do ludzi, ktorzy patrza na Ciebie wilkiem xD dychy byłoby mi żal :)

      Delete
    8. Niewdzięczna praca to telemarkter wciskający babciom umowy na trzy lata ;p Przeszłam przez to ;p

      Delete
    9. Tak, ale za to jakąś kasę dostaje. Tutaj robi to z pasji, dla samego siebie, więc odbieram to zupełnie inaczej.

      Delete
    10. Ale ja też lubię pisać :)

      Delete
  7. Właśnie, od niektórych ludzi zawsze aż energia bije:) Ponoć mam podobnie...oprócz dni dołów. Ale takie zdarzają się najlepszym, co nie?:) Ale nawet wtedy od niektórych czuć, że to chwila, że staną na nogi...ludzie jak żaróweczki :D
    I wiesz, ja w przypadki nie wierzę. Właśnie Kraków duży a....patrz. Tak na siebie wpadacie:) A wiem z doświadczenia już, że takie wpadanie na siebie przeradza się czasem w piękne, zawirowane historie, które się dobrze wspomina:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Taka nasza piękna natura, skoro tak zostałyśmy "obdarzone" musimy to rozprzestrzeniać :) I wiadomo jestesmy wciąż tylko ludźmi, którzy mają gorsze dni :)
      Dokładnie ;) wiec mam nadzieje, ze jeszcze go spotkam, albo drogą e-mailową parę słów zamienimy :)

      Delete
    2. Samo się niesie:D Jasna sprawa. Ostatnio usłyszałam że wyglądam na szczęśliwego człowieka w ogóle. I taka refleksja mi się pojawiła...szczęśliwy człowiek. Jestem ciekawa, co ta osoba wie o wszystkich rzeczach, które się stały? Ale nie wiedząc tak stwierdza więc...może i dobrze. Szczęście zależy od tego, co w środku, nie od tego, co przychodzi z zewnątrz, właśnie jak mówisz, taka natura i może trzeba z nią iść dalej:)
      Zawsze przez maila można się umówić na kawę, o. Już jest metoda :D Jestem ciekawa, jak to się rozwinie:)

      Delete
    3. Zdarzają się rzeczy dobre, zdarzają się złe, płaczemy, później się śmiejemy, to wszystko nas w jakiś sposób zmienia, ale chyba właśnie naszą siłą jest to, że mimo tych przeciwności losu... dalej lecimy przed siebie :)
      Ano racja :) Zbieram się do napisania od wczoraj i jakoś się wstydzę. Gasz :)

      Delete
    4. Dokładnie. Poobijane kolana, ale chodzić można, no nie?:)
      Czemu? Nie ma czego. Recenzuj go :D

      Delete
    5. Ależ oczywście :)
      Tak zrobie :D

      Delete
    6. A jesteś ostrą recenzentką?:D

      Delete
    7. Hah czy ja wiem xD jak mi się nie podoba to więcej potrafie powiedzieć niż wtedy kiedy jestem zauroczona :D

      Delete
    8. To ja mam podobnie:d Swoją opinię np. publicznie wyrażam częściej, jak mi się coś nie podoba, niż jak jestem zachwycona...bo zachwyt brzmi nieraz aż banalnie, co?:D Ale oby się spodobało:)

      Delete
    9. Banalnie... i często wchodzi w patos, co jest już przereklamowane na starcie, bo "pewnie zapłacono za reklamę" itp :D wiadomo :)

      Delete
  8. Bycie pozytywnym to jest coś cudownego, nie ma niczego lepszego, bo dzięki temu lepiej się znosi jakieś tam przeciwności czy doły - szybciej się z nich wychodzi i jakoś nie da rady długo pogrążać się w smutku. A historia świetna, to chyba jakieś zrządzenie losu z panem Pisarzem. Może to przeznaczenie! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Może nie cudownego, ale rzeczywiście czasem jest lepiej - no chyba, że ma się "przyjemność" obcować z ludźmi, którzy zawsze człowieka do pionu ustawią. Z pewnością tak! :D

      Delete
  9. Tą energią trzeba zarażać innych. A ja właśnie zaczynam nic nie robienie :p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cały czas się staram :)

      Delete
    2. Mi by się ona przydała i to bardzo!

      Delete
  10. No i popatrz, zupełnie obcy facet stwierdził, że super z Ciebie dziewczyna, więc ci, którzy tego nie widzą, muszą być naprawdę ślepi. :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hah, rzeczywiście, co z nimi nie tak? :D

      Delete
  11. Ten facet miał rację absolutną! I nie, że nie, bo tak jest i już :D można kogoś w ogóle nie znać, można znać go tylko trochę, można rozmawiać z nim tylko raz i stwierdzić, tak ogólnie, jakim kto jest człowiekiem. A po Tobie od razu widać, że masz w sobie pokłady pozytywnej energii, nawet nie musisz nic mówić :D to widać w oczach, ot co ;-) a jak czasem nie będziesz miała z kim się przespacerować po tych plantach, to daj znać, pospaceruję z Tobą ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ajajajaj, dziękuję za tak dobre słowa <3 Ależ oczywiście, poinformuję!: )

      Delete
    2. a nie ma za co, za szczerość to Ty w ogóle nie powinnaś dziękować :D okej! ;-)

      Delete
  12. Wrażliwy człowiek z artystyczną duszą, do tego dogadany. Jakbym słyszała o Tobie, więc... trafił swój na swego :) Może to nie przypadek, skoro historia dzieje się w naszym magicznym Krakowie? :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojej, tak na to nie spojrzałam. Ale mnie tu wszyscy dobrymi słowami raczycie! Kraków, Kraków.. magiczne miasto, chcąc nie chcąc :D

      Delete
    2. A ja od razu, samo się nasunęło :) Też bym chciała przeżyć podobne spotkanie, ale chyba nikogo takiego nie przyciągnę.

      Delete
    3. Nie zakładaj tak z góry :) na pewno spotkasz :)

      Delete
    4. W sieci nie zamierzam, a w realu na razie nie bywam :P

      Delete
    5. no to jak wybędziesz w swoim czasie na Kraków to może i tego pana spotkasz :)

      Delete
  13. Mądry facet ;D eh mi dają 20 lat... a za ponad tydzień kończę 29 ... nie wiem czy śmiać się, czy płakać ... a co do książek to hmmm mam ładni urodzinowy stosik i nie wiem od której zacząć ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. e tam, lepiej być wiecznie młodą :D hah, ja zgrałam sobie na czytnik ksiażke i tak znosze kolejne z biblioteki a o tamtej zapominam :D

      Delete
    2. z biblioteki to mam tyle książek... dobrze, że pani bibliotekarka mnie zna i lubi ;D

      Delete
    3. u mnie w domu biblioteka mnie wkurza, bo nie mogę sobie samodzielnie podejśc do półek i pooglądać, ale jak tu w Krakowie pójdę to potrafię przepaść :)

      Delete
  14. Jaki poczciwy koleś ^^ Ale fakt faktem, Twój śmiech potrafi rozwalać bejb :*
    Mi się ostatnio o dowód pytali xD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahahah jest aż tak tragicznie? :*
      no i prawidłowo!

      Delete
  15. ech jak można pić z radości że nie zdało się prawka... chyba nie pomyślał, zadając do pytanie. Tak czy siak... wydaję się fajny z tego co piszesz... a Ty że jesteś poprawiaczem humoru to ja już wiem :* żadna nowość! ale posypał komplementy nie ma co...

    ReplyDelete
    Replies
    1. hah, a może nie dosłyszał, jak mówiłam, ze nie zdałam :) ano, taki sie wydaje ;) dziękuję bardzo za dobre slowo ! :> ano...

      Delete
    2. może, ale wybuchłabym śmiechem też :D

      Delete
    3. ja też wybuchłam :D i podziękowałam i pewnie się zarumieniłam jak truskawka :D

      Delete
  16. Widocznie los chciał żebyś z nim pogadała ;p A co do wieku, to zazdroszczę, że wyglądasz na mniej ;p To całkiem fajne :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. najwidoczniej :P ciekawe co jeszcze (los) dla mnie planuje ;p fajne, ale denerwujące :)

      Delete
    2. Tego nikt nie wie ^^ Ja w sumie zawsze wyglądałam jakoś dojrzalej. W wieku 17 lat bez problemu kupowałam piwo w knajpie i nikt nie zapytał mnie o dowód. Za to jakiś czas temu (a mam już 22 lata) kupowałam siostrze fajki i babeczka z całodobowego mnie o dowód poprosiła. To się zaczęłam śmiać, bo to była dla mnie nowość ;p Ciebie pytają?

      Delete
  17. nie wiem czy też nie spotkałam przypadkiem tego pana parę razy :D na pewno podczas juwe dwa lata temu ucięliśmy sobie z nim pogawędkę w drodze z UEKu na AGH :D ech, to były piękne czasy ;D ale przez książkę nie udało nam się przebrnąć :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. czyli długo już z tą książką chodzi, może wtedy była jakaś inna :D w sensie w ogóle nie zaczęłaś czytać, czy Ci się nie spodobała? :P

      Delete
  18. Widzisz... A jeszcze niedawno narzekałaś na ludzi ze studiów, może to coś z nimi nie tak, bo tu obcy człowiek dostrzegł w Tobie to co tak naprawdę Cię charakteryzuje :). I ja to bardzo lubię. Usłyszeć od człowieka, który prawie nas nie zna, coś takiego prawdziwego, o nas, czego np. ludzie ze studiów nie potrafią dostrzec i wtedy robi się tak przyjemnie i uśmiech nie schodzi z twarzy :). Bo to pokazuje, że jednak to jest takie nasze, jednak w nas tkwi i przez nas, a raczej o nas mówi i nas kształtuje :).
    No i to cholerne prawko! W końcu się uda, prawda...? ;D Moja koleżanka też aktualnie zdaje i zdaje, no i przed nią 11 raz, może tym razem jej się uda, ale nie tylko jej, Tobie tez! :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. niestety nadal na nich narzekam, ale w sumie może mniej, bo się do tego stanu rzeczy przyzwyczaiłam. ponownie potrafili ostudzić moj zapał, gdy z wypiekami na twarzy opowiadałam im o spotkaniu Pisarza - znów wyszłam na tą naiwna itp. Ale te słowa dla mnie wiele znaczą - jeju, nawet jeśli nie są szczere (w co wątpię), wierzę w ludzi, wierzę w siebie... ach, no naprawdę, dobre słowa od obcej osoby smakują jeszcze lepiej : )

      daj spokoj, dobrze że okulary przeciwsłoneczne mialam na nosie i koleś nie widział, jak mu się tam rozpłakałam. szkoda gadać. za to parkowanie ideallo mi poszło!

      Delete
  19. zbyt długo mnie tutaj nie było i nie bardzo ogarniam kto to jest Ktoś, a kto Pisarz, ale mam nadzieję, że niebawem i to się wyklaruje :D btw. śliczny masz tutaj szablon <3

    ReplyDelete
  20. pewnie, że jesteś fejmem jeżeli wydawnictwa ślą Ci książki! :D ale chyba nie piszesz w samych superlatywach o powieści, która Ci się w ogóle nie podoba, czy coś :P a wrogowie... no tak, każdy ich ma :D

    ReplyDelete
  21. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chyba powoli w przypadki wierzyć przestanę :P omg, czuje się obserwowana :P

      Delete
  22. czyli pan Ktoś, jest Kimś Ważnym... nonononono! życzę wytrwałości <3

    ReplyDelete
  23. Sama się uśmiechałam czytając ten wpis. Niesamowity człowiek, a spotkać teraz kogoś takiego to naprawdę rzadkość. Może jeszcze nie raz się spotkacie :)

    ReplyDelete