14.4.15

O szarżowaniu na krakowskich (zakorkowanych) drogach i o związanej z tym karierze, która stoi przede mną otworem

weheartit

Siadając dziś za kierownicą białej eLki, byłam gotowa na wszystko. Na to, że jaśnie samochód zgaśnie mi na światłach, kiedy będę chciała kulturalnie przez nie przejechać, że pewnie na najstraszniejszym-rondzie-którego-się-boję zamiast skręcić w prawo pojadę w prosto/w lewo (zgodnie z tym, że czasem mam problem z ogarnięciem kierunków), a w ogóle to pani instruktor (tak, pani!) będzie jędzowata i będzie kaszana

Cóż, muszę Was rozczarować, bo nic z tych rzeczy się nie zdarzyło. Z rozwianym włosem, niemal urwaną łepetyną, kaszląca i załzawiona i zasmarkana dotarłam na umówione miejsce (ówcześnie źle lokalizując ‘garaże’) pewna, że dziś umrę. Czy to alergia, czy przeziębienie, czy okres, czy wszystko razem wzięte, czułam się wyprana zupełnie. Po formułce „dzień dobry-dzień dobry” wsiadłam ci ja za kierownicę, ustawiłam wszystko, co trzeba było ustawić, podwyższyłam fotel, przysunęłam, poprawiłam lusterka, usadowiłam się mym tyłkiem wygodnie, trzykrotnie poprawiłam grzywkę, która i dziś nie chciała współpracować (bo po co) i można było jechać. HA – HA. 

Cofać do tyłu. No zaśmiałam się ja dobitnie i wybitnie głośno, gdyż ludzie!, jam nie jeździła od półtora roku i co, już na głęboką wodę? W najgorszym scenariuszu ktoś walnął nam w zadek i to ja musiałam ponosić koszty naprawy samochodu (nowiusieńkiego!), jednak i to okazało się nieprawdziwe. Gdyż – wyjechałam! Ładnie wyprostowałam, pojechałam przed siebie i nawet nami nie rzucało! Byłam  pod takim wrażeniem samej siebie, że o mało się z racji tej nie popłakałam. 

Jadąc na plac, na którym to miałam poćwiczyć łuk (bardzo ładne jeżdżenie prosto i do tyłu pomiędzy liniami i durnymi słupkami), przejeżdżałyśmy przez  to najstraszniejsze-rondo-którego-się-boję. Dowiedziałam się o tym dopiero w momencie, kiedy je przejechałam, bezbłędnie, a miałam poinformować panią, że właśnie to to mi spędza sen z mych pięknych powiek. I tak się rozglądam, o, tu siedziba Gazety mej, ale ej… Skoro siedziba gazety to czyżby… O matusieńko! Ja to przejechałam!! Pani śmiać się zaczęła, ja też… I wiecie, z powrotem też mi się udało! Chyba nazwę to rondo mym najulubieńszym, gdyż skręcając – teraz już nie pamiętam czy w prawo, czy w lewo – sama zgadłam, w który pas mam wjechać tak, by później go nie musieć zmieniać, boska jestem!

A plac to znowuż inna historia, gdyż, nie chwaląc się, robię go bezbłędnie. No, prawie. Bo jak podjeżdżam przodem, i ustawiam auto do cofania to na początku, zawsze na tym durnym zakręcie, za bardzo mi ten samochód leci. Choć popuszczam sprzęgło jak najdelikatniej potrafię tak, żeby mi się samochód nie zgasił, i nie pojechał za szybko. No i raz mi pojechało za szybko. Drugi raz niemal za wolno. A za trzecim razem tak zaczęłam do siebie mruczeć, że nieomal wjechałam w samochód (któż u licha trzyma samochody ciężarowe przy samych słupkach na placu?!) wobec czego musiałam zmienić miejscówę.

W drodze powrotnej zaś spotkały nas korki niesamowite, wobec czego jazda była bardzo dynamiczna. Sprzęgło-hamulec – trochę gazu – znów hamulec – sprzęgło i tak przez dobre dwadzieścia minut. W tak zwanym międzyczasie samochód przed nami wyraził chęć skręcenia to w prawo, to w lewo, a koniec końców pojechał prosto, inny nieomal się przede mnie wbił, a później skręcił w lewo, a kolejny znowu – bez pardonu wjechał przede mnie, dzięki czemu ładnie na niego zatrąbiłam. Już widziałam, jak wystawia rękę, już liczyłam, że pierwszy raz ktoś pokaże Lu-kierowcy fuck’a, a tu nie!, pomachał tylko. Beznadzieja.

Dojechałam jednak na miejsce, z którego ruszałam bez uszczerbku na ludziach, samej sobie, samochodzie i pani instruktor, która wydawała się być w dobrym humorze. Poza tym okazało się, że Kie Rio są bardzo fajnymi samochodami! Serio, na komputerku za kierownicą, tam, gdzie wyświetla się liczba przejechanych kilometrów, wyświetla się informacja (w odpowiednim momencie), coby zmienić bieg na wyższy/mniejszy (uprzedzając: tak, wiem, kiedy zmieniać biegi), a światła do jazdy dziennej (których ma osoba zapomniała włączyć… a przynajmniej jej się tak wydawało… i przypomniałam sobie o tym po godzinie jazdy), włączają się… SAME, po tym, jak przekręcę kluczyk w stacyjce. Szok i niedowierzanie!

 Na żywo, z Krakowa  relacjonowała Lusia. 
Mistrz Krakowskich Dróg, Przyszły Kierowca Formuły 1. 


92 comments:

  1. Gratuluję! :)))
    Mnie zawsze przeraża myśl o prawku, więc na razie mi się nie spieszy ;p

    ReplyDelete
    Replies
    1. e tam, nie jest tak strasznie ;p

      Delete
    2. Mnie to przeraża. Poważnie! :)

      Delete
    3. najgorsza pierwsza jazda, pierwsze - serio pierwsze - spotkanie z samochodem, a później to już leci :)

      Delete
    4. Mówisz?
      Mi Szary powiedział, że jak coś to mnie najpierw poduczy ;p

      Delete
    5. Nie polecam poduczania ;p bo ktoś, kto Cię w rodzinie będzie uczył, ma już nawyki, a Ty masz je nabyć sama, po tym jak insntruktor Ci objaśni ogólnie co i jak :-) ja juz mam ten problem, ze co poniektóre rzeczy robię 'po swojemu" przez co mogę mieć problem z egzaminatorem ;)

      Delete
  2. Przypomniałam sobie jak 6 lat temu sama siedziałam za eLką, a teraz bez auta to ani rusz :p

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja mam to samo :D aż niemożliwe że to już 6 lat, jak to leci :P

      Delete
    2. no ja wiem, ze bez samochodu ani rusz, temu w końcu się wzięłam za siebie :D

      Delete
    3. Poczekaj, poczekaj, to dopiero początki, zobaczysz co będzie później :)

      Delete
    4. Początki to ja miałam trzy lata temu :P teraz to już przykra rutyna xD znaczy nie przykra, ale ponowne zaczynanie od nowa, zza eLki, to wkurzające jest ;)

      Delete
    5. No niby tak, ale ja jak się za coś biorę to wolę zakończyć. Jak widać z pozytywnym skutkiem :)

      Delete
    6. Też wolę zakończyć :) ale przez egzaminatorów, maturę, później pierwszą sesję jakoś mi bylo nie po drodze :)

      Delete
    7. No ja też miałam po drodze maturę :p

      Delete
    8. Tak czy siak, jakoś mi było nie po drodze :) ale za to jestem bardziej obyta z samochodami :-)

      Delete
    9. Oj tak, to dużo daje, że nie zaczynasz od zera. Dzisiaj to dodatkowy plus w cv :)

      Delete
    10. mówię o wprawie do jazdy pod względem kursu :) że nie jestem żółtodziobem, siadającym za kierownicą po raz pierwszy :)

      Delete
    11. Co nowego u Ciebie? Jak tam idzie kurs? :)

      Delete
    12. A dopiero jazdy będę miała w piątek :-) bo w zeszłym tygodniu się rozłożyłam chorobowo i nie dało rady...

      Delete
    13. Oj to szkoda. To się kuruj! :) Mnie z miesiąc temu załapała choroba, ale jakoś z niej wyszłam :)

      Delete
    14. Już wyzdrowiałam! :D ileż można :)

      Delete
  3. ja prawko zdałam w lutym tego roku za ... 8 razem. najgorszy, przeokropny stres jakiego nigdy więcej bym nie chciała doświadczyć... trzymam kciuki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. oj ja już dużo razy podchodziłam do egzaminów, z marnym skutkiem, może teraz się uda.. nie dzięki!

      Delete
    2. ja się zawzięłam dopiero w tym roku że muszę bo się zduszę;p walczyłam walczyłam i zdałam. ale co z tego skoro od 2 miesięcy - prawie 3 - nie jeździłam już..

      Delete
    3. ej no, to trzeba to zmienić :) moja koleżanka zdawała X razy, i co z tego, skoro po zdaniu ani razu nie wsiadła? tak bardzo jej zazdroszczę, bo ja chciałabym pomykać po drogach.

      Delete
  4. Jakie fajne były te jazdy, jak fajnie mi się prowadziło auto. Jakie to były przygody, mogłabym na kurs wrócić. Do egzaminu jakoś mi się nie chce 7 raz podchodzić...

    ReplyDelete
    Replies
    1. na kurs mogłabym wrócić, gdybym nie musiała zdawać egzaminu ;P dlatego wzięłam się za to teraz, bo od 2016 wchodzi, że prawko dostajesz na 2 lata i po tych 2 latach podchodzisz jeszcze raz do egzaminu (:

      Delete
    2. Od 2020 ponoć większość aut ma być już bezobsługowa, kierowca będzie pasażerem. Więc poczekam do tej daty ;)

      Delete
    3. Bez sensu, jeżdżenie jest takie fajne! :)

      Delete
  5. trzymam kciuki! ;) jak już zdasz to prawko to zobaczysz jaka to satysfakcja jeździć bez tzw. nadzoru instruktora :) coś pięknego!

    ReplyDelete
    Replies
    1. nie mogę się doczekać! :)
      (dlatego lubię tą wolność, że na placu pani wysiadła i sobie sama jeździłam)

      Delete
    2. patrzenie na ręce nikomu dobrze nie robi, niektórzy bardziej się stresują. np. ja. dlatego wiem co to znaczy :)

      Delete
    3. póki ktoś tego nie komentuje i siedzi cicho, to może mi się na łapy patrzyć, ale jak do tego dołączają się durne komentarze, to nóż w kieszeni mi się otwiera :)

      Delete
    4. ja na egzaminie miałam takiego gościa, który tylko chrząkał i sapał jakby biegł za samochodem - doprowadzało mnie to do szału! efektem czego u tego Pana egz nie zdałam.

      Delete
    5. oj ja na samych dziwaków trafiłam. nawet, jak się nie odzywał, to nie zdawałam, także u mnie chyba zasady nie ma jako takiej XD

      Delete
  6. Strach ma zazwyczaj wielkie oczy ;)
    Mnie też czeka robienie prawka, póki co odkładam to w czasie jak tylko mogę, ale fajnie byłoby je mieć..

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie było to moje pierwsze spotkanie z eLką, więc panicznie się nie bałam :)
      ej, ale to naprawdę nie jest takie straszne!

      Delete
  7. Kolejna pierwsza jazda za Lusią i Kraków żyje! :D Widzisz, będzie dobrze. Tym razem zdasz od razu. :)
    Luksusy masz w tej eLce! Ja jeździłam wyhuśtanym Renault Clio :D Hamulec był tak zużyty przez użytkowanie, że podczas egzaminu, gdy zahamowałam z taką samą siłą, jak na eLce, to myślałam, że z egzaminatorką wylecę przez przednią szybę. xD

    ReplyDelete
    Replies
    1. jak to brzmi "kolejna pierwsza jazda" :C no muszę!! już za dużo forsy ode mnie dostali! :)
      Ja jak zaczynałam to jeździłam Toyotą Yaris, gdzieś w międzyczasie mitsubishi, które było strasznie wysokie i nie widziałam linii na placu (XD) a no, te są najfajniejsze! :D ja raz na egzaminie nie mogłam sobie z ręcznym poradzić, i ciągnę i ciągnę i ciągnę i nic, a koleś do mnie, że okej, widzę, że wie pani co ma pani robić, to ja pani ten ręczny wcisnę XD żal :D

      Delete
    2. Jakoś tam brzmi - oryginalnie, o! I tego się trzymajmy. :P
      Ło matko, to już zaliczyłaś tyle aut, co kierowca z dziesięcioletnim stażem! (albo osoba wrabiana w kierowce na imprezach :P)
      Hahaha, ale Ty nie wcisnęłaś tego "guzika" czy nie miałaś tyle siły? :P

      Delete
    3. No bo ja jestem jedyna w swoim rodzaju :D :P
      No ja mówię, że jak ja zdam, to będę miała mega doświadczenie i dlatego będę kierowcą formuły 1 ;p heloooł ;p
      Nie, guzik wcisnęłam, ale nie byłam w stanie go szarpnąć do góry :P

      Delete
    4. Najjedyńsza! (o ile takie słowo w ogóle istnieje xD) :*
      To chyba zacznę to wtedy oglądać i ani słówkiem nie pisknę, że to nudy! :P
      Może zardzewiał, tak dawno go nikt nie używał. xD

      Delete
    5. Kto powiedział, że nie możemy słów nowych tworzyć :D
      mam swoją pierwszą fankę/kibickę! jak fajnie! :P
      Albo jak zobaczył że wchodzę do samochodu to stwierdził, że mi pokaże ;P

      Delete
  8. też mnie to czeka w najbliższej przyszłości... aczkolwiek nie wyobrażam sobie powrotu za kierownicę po 5 latach przerwy :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. myślałam, że będzie gorzej, jak wsiadłam to mnie oblał zimny pot, ale jak ruszyłam to jakóś poszło:P

      Delete
    2. podobno to tak jak z jazdą na rowerze - nie zapomina się :P ale śmiem w to powątpiewać ^^

      Delete
    3. dżizas, ile ja na rowerze nie jeździłam :P ale wydaje mi się, że to prawda ^^

      Delete
    4. ja właśnie czekam, aż ta idiotyczna pogoda się jakoś unormuje wreszcie i będę mogła śmigać na rowerze :D
      a prawko chyba w wakacje wielki come back :D

      Delete
    5. znając życie to do jesieni się będzie formować i nic się nie uformuje :D
      jupi! życzę powodzonka :D

      Delete
    6. cii, nie mów nawet takich strasznych rzeczy, bo ja mam rozległe plany na cieplejsze dni :P
      na wszelki wypadek na razie nie podziękuję :P

      Delete
    7. nie Ty jedyna! wiesz ile sukienek zwiozłam i nie mogą się swojej kolei doczekać, a tu zimno i nieprzyjemnie :D

      Delete
    8. u mnie też sukienki są bardzo pożądane ^^ ale cóż z tego, skoro pizga złem :<

      Delete
    9. oj pizga... choć dzisiaj, aż boję się mówić, bo zaraz wychodzę i nie chcę, żeby lunęło, dosyć ładnie jest!

      Delete
    10. nie no, dzisiaj akurat całkiem spoko ;) aż mi żal, że w pracy siedzę :P

      Delete
    11. zrzuciłam szalik, niedowierzam! ;p
      żeby już tak zostało :P

      Delete
  9. A mówiłam Ci, że Kia to fajny samochód, to nie chciałaś mnie słuchać, o! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wybacz! Ale miałaś rację :D

      Delete
    2. Wiem, zdarza mi się :D

      Delete
    3. Ty za mądra jesteś po prostu :D :*

      Delete
  10. No to się okazuje, że zupełnie nie musisz bać się egzaminu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Egzaminu bać się będę tak czy siak, bo nigdy nie wiem na jakiego wariata-egzaminatora trafię :)

      Delete
  11. Ja jeździłam jeszcze Yariską, raz grande punto. Kia to dla mnie wielka niewiadoma :P Pamiętam jak się stresowałam skrzyżowaniami, rondami na jazdach...A teraz mam już półtoraroczne doświadczenie własnym autem po Krakowie, prawie dzień w dzień ^^

    Zresztą, z tego co czytam, naprawdę dobrze sobie radzisz ;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Monique! Jak ja Cię dawno nie widziałam!! Ojej! Jak się cieszę, że jesteś! ja też zaczynałam na Yariskach ;p ale to już były podstarzałe i w kazdym osobnym aucie coś nie działało :D już się tego nie mogę doczekac! choc pewnie będę jeździłą tylko w domu samochodem rodziców :D

      Zobaczymy na następnych jazdach :))

      Delete
  12. Czyli nie ma co się bać egzaminu! Trzymam za Ciebie kciuki, na pewno dasz sobie radę ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Egzaminu nadal się boję, bo nie wiem na jakiego czuba - egzaminatora trafię ;) ale dzięki :)

      Delete
  13. Specjalnie napisałaś cofać do tyłu? Czy mam się czepiać ?:D
    Ale masz zadatki na tego mistrza, jakby nie patrzeć :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety nie specjalnie :D Zaraz poprawię, dzięki Sherlocku! :D
      Jupika jej! Szkoda, że żaden z egzaminatorów dotąd się na mnie nie poznał :(

      Delete
    2. Nie ma za co:D Po prostu rzuciło mi się to w oczy, bo mi stale za to cisnęli swojego czasu, przewrażliwienie przez własne traumy i błędy:D
      Spoko, jeszcze im pokażesz :D

      Delete
    3. Ja mam manię poprawiania, niektórych jak widzę, jak piszą i czasem mi już za siebie wstyd :D
      się wie :D

      Delete
    4. No to tak zawsze, jak samemu się byka strzeli to głupio :D

      Delete
  14. dasz radę, przyzwyczaisz się do samochodu i potem jeżdżenie będzie dla Ciebie oczywistą oczywistością ;) pozdrawia Bina, która prawko zrobiła za drugim razem, jak Hołowczyc i Kubica :D :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. nie będę mówiła, ile sama miałam juz podejść do egzaminu XD
      oby! chociaż tyel, że te samochody nowe, w mordorze tez, więc moze nie będą się rozpadać :)

      Delete
  15. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie chcę na razie o tym myśleć, na razie bardzo chcę zdać i może chociaż trochę się tym faktem pojaram :D
      Oj, ja mam wyjebane, bo inaczej po tych X podejściach to zeszłabym na zawał z nerwów, albo poszła do ciupy za to, że któremuś przywaliłam.

      Delete
  16. Gratuluję tak pomyślnego szarżowania ;D. Widzisz, nie taki diabeł straszny jak go malują ;D.
    No te samochody takie mądre w dzisiejszych czasach :D. Jak czasami sobie jeżdżę samochodem rodziców to właśnie uwielbiam ten komfort samozapalających się świateł, o, albo ręcznego, którego nie trzeba opuszczać ;D. A z ręcznym miałam też przygody na kursie, począwszy od nie opuszczenia i tajniackiego sprawdzania czy osoba z tyłu zapięła pasy ;D, do opuszczania go - na dwie ręce, bo jedną nie dawałam rady ;D. Ogólnie kurs wspominam bardzo dobrze, z bardzo dużą ilością śmiechu na nim ;D. I oby Ci to szarżowanie dalej szło z taką przyjemnością i zadowoleniem! :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. To wiadomo :D
      Oj, ja na pierwszym egzaminie, prawdopodobnie z nerwów, nie miałam siły sobie z ręcnzym poradzić, guzik wcisnęłam, ale szarpałam i szarpałam, aż pan egzaminator mi pomógł :D innym zaś razem, pół placu przejechałam po czym skapnęłam się, że ręczny wbity, udało mi sie jednak na miasto wyjechać, a później szybko wrócić z powrotem. oby! obym zdała :D to wtedy będzie przyjemność i zadowolenie największe :D

      Delete
  17. To w takim razie gratuluję udanych jazd i życzę powodzenia na kolejnych :D Wiesz, Kraków to już nie byle co, więc tym bardziej należą Ci się wyrazy uznania ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A dziękuję ;) E tam, od początku po Krakowie jeżdżę i komunikacyjnie też tak strasznie - według mej osóbki - nie jest :)

      Delete
  18. My mamy służbową Kię Picanto - to tak a propos XD
    Cieszę się, że dałaś radę, bo kto miałby to zrobić jak nie Ty? :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. pozwoliłam sobie wygooglować i zalatuje tym śmiesznym samochodem, z którego internety tak się śmieją XD
      niby się wie no ale jednak :P

      Delete
  19. Się ciesz, że przynajmniej na pierwszy ogień pojechałaś na plac. Z racji tego, że ogarniam samochód, to mnie wzięli na... centrum Warszawy. W godzinach szczytu. Myślałam, że zemrę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na jaki pierwszy ogień! Żeby dojechać do placu, to jechałam 40 minut przez same centrum miasta, nie pierwszy raz, w ogóle! :D A na pierwszej jeździe trzy lata temu koleś wpakował mnie pod moim domem do eLki i kazał mi jechać... wtedy to nieomal umrzyłam.

      Delete
    2. Po cholerę jechać na plac manewrowy, jak się przejechało kawał miasta? O.o Gdzie tu sens, gdzie logika?

      Delete
    3. Żeby poćwiczyć jazdę między pachołkami? :D Sens i logika dawno zniknęły ^^

      Delete
  20. Jesteś wspaniała po prostu :) Super napisałaś ten post i aż kurcze zaczynam się bać jak mi będą szły jazdy, ale póki co.. powodzenia mistrzu F1!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki! E tam, jeżdżenie jest fajne :D jak tylko odrzucisz od siebie stres i skupisz się na znakach to będziesz szusować, że aż miło :D nie dzięki!

      Delete
    2. Odrzucić stres? To w moim przypadku niemożliwe!

      Delete
    3. Jak wsiądziesz za kierownicę musisz go odrzucić - wiem to po sobie, nie zauważam znaków, a to się źle skończy prędzej czy później :)

      Delete
    4. Dobra, postaram się zapamiętać :)

      Delete
  21. Jazda L-ką, stare dzieje ;) Osobiście nie denerwowałam się przed swoimi jazdami. Ufałam instruktorowi ;) To, że są korki uznaj jako za okazję, do nauki ruszania.

    ReplyDelete