8.3.15

O tym jak uczelnia powolutku sprawia, że chcę sobie strzelić w mą łepetynkę

Czasem wydaje mi się, że moja uczelnia nie może mnie bardziej wkurwić. Wtedy najczęściej okazuje się, że jednak może, że dla niej to nic wielkiego przyprawić studenta o zawał serca. Ale od początku. Jak zwykle w planie mam jakiś arcy-ważny przedmiot, którego zaliczenie okazuje się być tragedią, a on sam – zupełnie niepotrzebny jest dla nas, studentów, którzy wiążą swoją przyszłość z mediami a nie z polonistyką. Na tym tle dochodzi do największych nieporozumień, gdyż dla wszystkich mylące jest to, iż moje kulturoznawstwo podlega wydziałowi filologii polskiej, w związku z czym raz na jakiś czas w planie zajęć pojawia mi się polonistyczny zapychacz, który z każdym kolejnym tygodniem coraz bardziej mi nasz rodowity język obrzydza. Przedpołudnie, arcy-ważny wykład, rozmawiamy o tym, jak przebiegał będzie egzamin (ustny), omawianie wiersza, okej, losowanie go z pewnej puli, to jeszcze da się znieść. Ktoś pyta więc, czy zostanie udostępniona nam lista tych wierszy, żeby jako-tako móc się do tego przygotować. Cóż, okazało się, że nasza nadzieja na dogadanie się była co najwyżej bezpodstawna, gdyż nie dość, że nam się niesamowicie oberwało z tytułu, iż „jesteśmy chyba niepoważni, prosząc o coś takiego”, wszak naszym „obowiązkiem jest znać się na tym, skoro w przyszłości chcemy być polonistami” (fakt, że jesteśmy kulturoznawcami, powtarzany po stokroć, nie został usłyszany). Kilka jeszcze obelg w naszym kierunku poleciało, nie wiem jakich, bo się wyłączyłam, jednak wystarczyło, żeby koleżanka „nie tak” się popatrzyła i już była awantura. Na swoje (nie)szczęście, osoba prowadząca wykład zastrzegła sobie, że obecność nie jest obowiązkowa, a on nie wyciągnie żadnych konsekwencji. Z wielką chęcią z tego przywileju skorzystam, gdyż wystarczy, że pójdę na ćwiczenia z tego przedmiotu i coś zrozumiem, a nie mam zamiaru wysłuchiwać nieprawdziwych obelg w swoim kierunku, gdyż ja tu po pierwsze nic nie zawiniłam, podobnie jak reszta roku, a po drugie wystarczy odrobinę nas posłuchać i zrozumieć, że żadne z nikt z nas polonistami nie będzie, bo jakby ktoś miał takie zapędy (a wcale nie mówię, że to źle) to prawdopodobnie by go tu nie było. 

Swoją drogą, udało mi się przeżyć wuef, choć miałam odnośnie tego złe przeczucia. Tu jednak otwierają się drzwi na salę, a ja niedowierzam – sala zupełnie jak z „Tańca z Gwiazdami”! Wszystkie trzy ściany od podłogi do sufitu pokryte lustrami tak, że niezależnie od tego, gdzie staniesz, to się widzisz. I wszyscy inni ciebie też. Więc tak trochę desperacją zajechało, gdy sobie pomyślałam wtedy, że jak legnę na tej karimacie, to się nie pozbieram i wszyscy będą mieli ubaw. Co, jak się później okazało, mogło się stać. Bo jak zaczęliśmy się rozciągać, wyciągać nogi do przodu, ręce na boki, a głowę – w pozycji leżącej – do góry, to byłam święcie przekonana, że jak mi zaraz coś nie strzyknie, jak nie strzeli, albo pęknie, to mnie tylko zbierać będą i usilnie w kawałki składać. W międzyczasie wyszło na jaw, że nie jestem w stanie: kręcić lewą ręką do tyłu, a prawą do przodu (jednocześnie), ani wyciągać lewej nogi i prawej ręki (jednocześnie), bez uprzedniego sprawdzania, która to prawa, a która lewa. Do tej pory mam z tym problemy.  Najgorzej było jednak wtedy, kiedy to rozłożone na tychże karimatach miałyśmy za zadanie zamknąć oczy i wsłuchać się w relaksacyjną muzykę. Gdyż albowiem okazało się, iż to jest całkiem przyjemne. I przy okazji sprawia, że ja – tak leżąc błogo – ziewam,  a od ziewania do uśnięcia (w takich warunkach) droga niemała, więc gdy tylko wszyscy zamknęli oczęta, ja je otworzyłam, co by nie usnąć. Toż by było, pierwsze zajęcia wuefu, a ta już usnęła. Choć w sumie lepszy sen niż połamanie się, no nie?  Koniec końców źle nie było, ale jakaś taka rozciągnięta przez cały dzień byłam… Będzie ciekawie… Lusia po pięciu latach weszła na salę od wuefu i przeżyła. A wychodząc z niej, zmęczona po stokroć… udała się do cukierni. Po pączusia. Wszak kalorie trzeba wyrównać, c’nie? ;)


Grey stares beneath the moon
Tonight I’ll be dreaming of you
People and rhythm instead
And there you’ll be, there you’ll be inside my head


92 comments:

  1. Studia </3 Jak chcesz posłuchać, jakie ja ciekawe przedmioty miałam na EKONOMII, to jutro aż sięgnę po indeksy, bo teraz już mi się nie chce ich szukać. Ale też czasem było wesoło.
    A taki wf to akurat mogłabym mieć! Oprócz tego leżenia i relaksowania się, bo jakby trafiło mi się, że wf mam po zajęciach na uczelni (zawsze tak sobie wybierałam), to bym chyba naprawdę tam spała. Ale z tym kręceniem rękami i innymi to kwestia wprawy - za parę zajęć będziesz ogarniać :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moja współlokatorka ekonomię studiuje, i czasem aż mi uszy więdną jak mi recytuje :D
      Ja mam o 9.30 więc czasem mogę być niedospana XD ej ale ja zawsze mam z tym problemy XD

      Delete
    2. Dobra, to nie będę zaczynać, ale powiem Ci, że akurat niektóre przedmioty miałam całkiem przyjemne :D
      Rozumiem, ale i tak lepiej mieć wf tak jak Ty niż o 8 albo nawet o 7:30... Tak miała moja koleżanka i nie wiem, jak ona tam w ogóle się zjawiała i ćwiczyła :/

      Delete
    3. Wiesz, jak się coś, przynajmniej w teorii, lubi, to powinno być łatwiej... powinno :D
      Moje koleżanki chodzą na fitnes na 7.45.... w sumie daleko nie mam, chociaż tyle, bo to oczywiśćie nie moze być w siedzibie UP, tylko na jakimś mega zadupiu xD

      Delete
    4. Wiele też zależy od wykładowcy/osoby prowadzącej ćwiczenia. Bo nawet jeśli ma się fajny przedmiot, to wykładowca może go obrzydzić ;/
      Że też im się chce... Ale wiedziały na co się piszą, bo to same sobie wybrały. Hahaha, ja to miałam szczęście, że wf miałam w AOSie, jakieś kilka minut piechotką od większości wydziałów mojej uczelni xD

      Delete
    5. No właśnie o to chodzi, że ćwiczenia mamy z inną osobą i jest niebo ;P
      Ano, wiadomo ;p ja mam bezpośredni autobus, ale to wciąż nie siedziba gdzie mam reszte zajęć :P

      Delete
  2. Jedna z moich przyjaciółek studiuje obecnie kierunek ,,Nauczanie j.polskiego, jako drugiego'' i jak sama twierdzi, im dłużej tam zabawia tym więcej błędów w naszym ojczystym języku zdarza się jej popełnić przez co również ma dość. Osobiście współczuję wykładowcy.

    I wuefu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masakrejszyn jakaś.

      E tam, nie jest źle. Zawsze mogłam iść na ogólny, i bawić się piłką. W wolnym tłumaczeniu; uciekać przed nią. Leżenie na karimatkach nie jest złe.

      Delete
    2. Leżenie owszem, całkiem przyjemna czynność, natomiast rozciąganie imho już niekoniecznie C=

      Delete
    3. Cóż, w moim wypadku nawet leżąc i się rozciagając mogę poczynić sobie krzywdę, więc w sumie żadna różnica :D dopóki nie pęknę w pół XD

      Delete
    4. Mamy azaliż podobne predyspozycje, powiem Ci =3

      Delete
    5. Miło wiedzieć, iż na tym wyrwidołku istnieją jeszcze ludzie tak połamani ruchowo, jak ja <3

      Delete
    6. Optymalnym skłonem jest dla mnie dosięgnięcie koniuszkami palców kolan- przebijasz stawkę? ♥

      Delete
    7. Podrzucanie piłki do góry, w międzyczasie klaśnięcie w dłonie i złapanie tej piłki okazało się dla mnie zbyt trudne - obrywałam po twarzy, albo ganiałam za piłką po sali :3

      Delete
  3. Uczelnia ma swoje uroki :)
    Co do tego przedmiotu to powiem Ci, że nie dziwię Ci się, bo ja pewnie też bym na niego nie chodziła. Myślę tylko, że skoro ten wykładowca (ona czy on?) jest tak szurnięty i wredny że was wyzywa nie wiadomo od kogo to jak zobaczy ile osób chodzi to może jednak zrobić jakąś listę. Ogólnie to macie tylko wykład czy ćwiczenia też z tego przedmiotu?
    Zaś co do wuefu to na co dokładnie chodzisz? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Och, i to jakie ;)
      Mamy ćwiczenia i wykłady - ćwiczenia są na najwyższym poziomie, a to... no nie wiem. Boję się w tą środę iść, więc zobaczę, co doniosą - ile będzie ludzi, jeśli mało, w następnym tygodniu pójdę ;)
      Chodzę na gimnastykę korygującą ;) nie chciałam iść na normalny wf, na aerobik nie miałam szansy się zapiać, iż zgrywa się z moim planem zajęć... więc się rozciągam :) i powracam do formy po pięciu latach obijania się ;)

      Delete
    2. Masz rację, na wszelki wypadek lepiej sprawdź, bo wredni ludzie to jednak różnie mają w głowie :)
      Przydałaby mi się taka gimnastyka bo mam problemy z kręgosłupem :( Jakbyś zapamiętała jakieś proste ćwiczenia na kręgosłup, daj mi znać :)

      Delete
    3. Szkoda słów ;)
      Spoczko loczko! Jak tylko będzie coś "ciekawego", i jeżeli uda mi się wyjść z tego cało - no problemo! :D

      Delete
    4. Na pewno się uda, tylko nie uśnij :D

      Delete
    5. Chyba powinnam zacząć dłużej spać ;p ale jakoś na to nigdy nie ma czasu :D na spanie :D

      Delete
    6. Bo na spanie tak naprawdę szkoda czasu :D

      Delete
    7. Dokładnie:D ale za to błogie uczucie jak przykładam głowę do podusi ;p

      Delete
    8. Ja usypiać nie lubię, ale za to ciężko mi wstać :P I wtedy rano tak miło z tą podusią :P

      Delete
    9. Serio? :P ja uwielbiam, słucham jakiś spokojniejszych piosenek, gaszę światło i leżę sobie, leżę, aż w końcu odpływam ;P a rano budzę się z dźwiękiem budzika xD

      Delete
    10. Podsunęłaś mi pomysł, by przed snem słuchać muzyki relaksacyjnej. Może to mi pomoże w usypianiu :)

      Delete
  4. O rety...faktycznie idzie się wkurzyć. Jaki wf wybrałaś? Fitness?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety nie, bo terminy fitnessu zgrywały się z planem moich zajeć... poszłam na rehabilitację korygująco-ruchową :)

      Delete
    2. Wow. To jest taki odłam wf'u? Jestem zaskoczona. Nie wiedziałam...

      Delete
    3. Nie ma :-) załatwiłam sobie skierowanie od doktora na takąż rehabilitację, bo kilka lat temu chodziłam prywatnie na korekcyjną, więc mi się udało załatwić i tym razem :)

      Delete
    4. Rozumiem. :) Dziękuję za wytłumaczenie!

      Delete
    5. Spoczi loczi. W sumie nie nadmieniłam tego w notce, bo pisałam na szybciutko. Ogólnie fajnie się zapowiada, o ile się.. nie połamę jakoś :D

      Delete
    6. Hahah :D Nie przejmuj się, ja też nie znoszę wfu. Nie polubiłam nigdy w szkole, a jak będzie na studiach to tego nie wiem ;p

      Delete
    7. ja nie wiem kto wymyśla wf na studiach, porażka ;p

      Delete
  5. Mnie na studiach dziwiło na niektórych przedmiotach to, że jak prosiliśmy o listę zagadnień tzn tematów, które powinniśmy znać, to wykładowcy się dziwili, że o coś takiego prosimy. Z tym, że nikt nie chciał dokładnych pytań, chcieliśmy poznać obszar treści, z jakim należało się zapoznać do egzaminu. Niektórzy mówili - powinniście wiedzieć wszystko na ten temat, przedmiot brzmiał psychologia społeczna, no i weź naucz się wszystkiego :D hehe Teraz to śmiać mi się z tego chce..

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przecież to żadna zbrodnia chciec się dowiedzieć, czego mamy się nauczyć. Przy milionie innych prezentacji, zaliczeń nie jest możliwością, abyśmy opanowali wszystkie epoki ot tak. oj mam nadzieję, że i ja się z tego kiedyś będę śmiać :)

      Delete
  6. Bardzo nie lubię tych zapychaczy, a też ich trochę mam. One tylko dezorganizują pracę na moim kierunku. Filozofia na dziennikarstwie, serio? No, ale zczegoś musza się wziąć te przeklęte punkty ECTS :/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hah, filozofia <3 zmagałam się z nią w czerwcu, myślałam że zaszlachtuję się papierowym nożykiem *.*

      Delete
    2. Skąd wiesz, że ten nożyk będzie istniał, mimo, że trzymasz go w dłoni? Dalej nie rozumiej zagmatwanej polityki tego przedmiotu :/

      Delete
  7. Wiadomo, każdy przedmiot na studiach jest najważniejszy... Filozofia na matematyce (bo bez filozofii nie byłoby matematyki!) i tak dalej. :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahahaha serio, filozofia jest i na matematyce? :O

      Delete
  8. Ja szczerze nienawidziłam wuefu i wszystkiego co z nim związane przez trzy lata gimnazjum przez nauczycieli, teraz podczas drugiej klasy technikum naprawdę lubię te godziny i chętnie z nich korzystam - no chyba że akurat gramy w piłkę nożną haha :d
    Co do wykładowcy to tacy ludzie doprowadzają mnie do szału - czemu oni w ogóle zdecydowali się uczyć tak poza chęcią uprzykrzania innym życia?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja w gimnazjum tylko podawałam piłkę, albo coś, bo nigdy mi się ćwiczyć nie chciało. W liceum miałam zwolnienie i było pięknie, teraz też o tym myślałam, ale musiałabym stawać przed komisją, a moje "skrzywienie" takie skomplikowane na szczęście nie jest. Więc udała się rehabilitacja :)
      Nie mam zielonego pojęcia. Na półorej godziny wykładu, wykładał może z 20 minut, reszta to się darł. Ugh.

      Delete
  9. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem. Najmniej ważne przedmioty stają się arcy-ważne. I kompletnie tego nie rozumiem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też. Najbardziej podobaja mi się ci wykładowcy, którzy sami przyznają, że są takie zajęcia, muszą się odbyć, zrobimy to, to i to, ale bez spiny, bo to nie jest dla nas najważniejsze. I wtedy da się wszystko na spokojnie dogadać, a nie darcie.

      Delete
    2. Wiesz są przedmioty, które po prostu nie da się bez nich i to na mnie powinniśmy mieć najwięcej czasu. Ale tą sytuację trzeba rozumieć i się dogadać, że są kwestie, które są mało istotne tylko po prostu muszą się odbyć bo kiedyś gdzieś ktoś mądry wsadził ten przedmiot i tyle.

      Delete
    3. No tak, ale kiedy wykładowca ma takie podejście to super, najczęściej jest jednak tak, że my jesteśmy źli i niedobrzy. I nam nic nie wolno. A powtarzanie X tematu po raz pierdylionowy staje się już nudne.

      Delete
    4. Wiesz studenci przeważnie są Ci anty-dobrzy :p Ale nie ma się co przejmować jakimiś bzdetami.

      Delete
    5. Pamiętam jak dałam koleżance indeks do wpisu, żeby wzięła z całą grupą to kierownik jednej z katedr się zdenerwował, i na nią nawrzeszczał, że na pewno nie mam zaliczenia haha :p

      Delete
    6. U nas babka takie jaja robiła, że kazała nam przyjść o 12.30, po czym jak przyszliśmy, wygoniła nas i zaprosiła na 15.30, wtedy przyszła o 16, dokładnie piętnaście minut później się ewakuowała.. bo nie miała czasu...

      Delete
  10. najlepiej jakby student tylko słuchał i nie zadawał pytań... bo i tak oberwie nawet za samo patrzenie. U mnie na uczelni też tak było... wykładowcom można wszystko, a studentowi NIC.
    to przynajmniej wf okazał się być nawet fajny :) a pączuś to tak w nagrodę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. W rzeczy samej to byłoby najlepsze dla wykładowców, oni by odwalili to, co mają do odwalenia a my cóż.. Nie musimy nic umieć. Nawet spojrzeć nie wolno, o zadaniu pytania nie wspomnę. Szkoda słów.

      Ależ oczywiście! W nagrodę za to, że wyszłam cało i się zmęczyłam XD

      Delete
    2. chyba w większości uczelni tak jest. Ta sytuacja w ogóle nie jest mi obca :)

      Delete
  11. U mnie też sporo zapychaczy, więc rozumiem, co masz na myśli.
    Czyżbyś chodziła na pilates albo stretching? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masakrejszyn.
      Nie :-) chodzę na rehabilitację ;)

      Delete
  12. Matko, jak Ci profesorzy uwielbiają się mądrzyć. Udają, że wiedzą wszystko najlepiej, a koniec końców pewnie nie mają pojęcia na jaki kierunek przyszli wykładać.
    Mnie tak irytuje czasami, jak ktoś nam zaczyna tłumaczyć jak krowie na rowie, coś co mamy już powtarzane trzeci raz, bo przedmioty się nakładają na siebie. I weź tu siedź i słuchaj po raz setny, co to jest przychód, a co to koszt, bo na TRZECIM ROKU NA PEWNO JESZCZE TEGO NIE WIESZ! Masakra do sześcianu. :P
    No a tą babkę, co Wam pojechała od polonistów, to bym wyśmiała na głos. :P
    Ooooo... Wuefik? Ja nie musiałam chodzić całe szczęście, ale teraz mam takie odchyły, że chętnie bym sobie na takiej sali z prawdziwego zdarzenia poćwiczyła. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No dokładnie, dokładnie! Czyli to nie tylko moja taka uczelnia jest nawiedzona? Coraz bardziej utrzymuję się w przekonaniu, że za żadne skarby świata nie bd robić tu magisterki... (wcale nie przez to, że na IV roku jest WF ) XD

      A, to to już nagminnie, jak ja mam trzy socjologie w ciągu semestru, które różnią się tylko jakąś pierdołą, i na wszystkich jest to samo, to ja się już wyłączam totalnie ;p
      *kolesia xd w ogóle nie przyjmował do wiadomości że my nie poloniści ;P boję się go, dlatego na te zajęcia jutro raczej nie idę ;p
      WF <3 jak weszłam na sale to myślałam że umrzę ze śmiechu :D ale udało mi się przeżyć. jeszcze. w czwartek ma już nas na grupki podzielić, więc będzie ciekawie xd mam nadzieję, że jedyny koleś jaki jest to nie do tej mojej trafi xD

      Delete
    2. No nie, jednak ja u siebie zostaję na magisterce. Porównałam już program studiów na "konkurencyjnym" uniwersytecie i okazało się, że tam na magisterce jest powtórka wszystkich przedmiotów, które już miałam tutaj - chyba bym totalnie na głowę dostała. :P

      Jeeeejku, co tam jest z tym wuefem?! xD U mnie mogłaś wybrać czy go chcesz czy nie. :P I oczywiście tylko panowie poszli na piłkę nożną.

      Aaa... No ja też miałam gościa co wszyscy się go bali, ale NIESTETY miałam z nim ćwiczenia i chodzić trzeba było. :P A jak wykład to pół biedy. Spotkacie się na zaliczeniu. :D

      Macie tylko jednego kolesia na wuefie??? I dlaczego nie chcesz mieć go w grupie? :D

      Delete
    3. na UJ jest podobny kierunek, bo zarządzanie kulturą i mediami, poza tym, mam jeszcz czas zeby się rozejrzeć :)

      Żal. Powinno tak być, ale nie, UP musi wszystko komplikować <3

      Dokładnie. W tą środę nie byłam (kawa darmowa w macu do 10.30... więc wiadomo co wygrało), i podobno takie darcie niesamowite zrobił, że połowa osób zdeklarowała, że nie idzie na to.

      Jest w trójeczkach a ja w dwójeczkach (takie mini-grupki) <3 bo jest niepociumany!

      Delete
    4. No to masz czas, żeby przeanalizować wszystkie za i przeciw. :P

      Ja jutro nie idę na wykład i chyba już więcej się na nim nie pojawię. Poza siedzeniem i gadaniem z koleżanką, niczego z ostatniego wykładu nie wyniosłam. :P

      "niepociumany" ??? :D Nowe słowo w moim słowniku. :P

      Delete
  13. Ja nie chciałam chodzić na wf, nie znosiłam go przez wadę wzroku-muszę nosić non stop okulary,a do tego mam astmę. Wybrałam zajęcia dla łamag, jakaś rehabilitacja koedukacyjna. Jaki mnie wstyd naszedł jak połowy ćwiczeń nie umiałam zrobić, oj zapuściłam się wtedy. Ale jakoś zaliczyłam, chociaż nie powinnam bo chyba programu nie zrealizowałam :) Teraz widzę,że mamy tańce, nordic walking, zumbę, tenis. A za moich studiów siatkówka albo rehabilitacja, czuję się pokrzywdzona :)
    Powodzenia na tych dziwnych zajęciach:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja to w większości się śmieję na tym wfie, że zachowuję się jak pokraka, która nie porafi złapać piłki, tylko dostaje nią po mordce xD u nas też było to wszystko, do wyboru, tylko nadmienię - zapisy na takie właśnie ćwiczenia były podane wtedy, kiedy nie miałam oficjalnego planu zajęć, więc jak zapisałam się na fitness, to musiałam się wypisać, gdyż godzinowo zupełnie mi nie pasował :) a rehabilitacja.. może się ciut rozciągnę :)

      Delete
  14. Nie ma jak kochane uczelniane absurdy, wpajanie że musisz się uczyć czegoś co zupełnie nie wiąże się z twoją działka czy...wf. Bogowie, jak ja nie znosiłam wf-u na ...7 rano :D Ale wam chociaż puścili relaksacyjną muzykę, a nie jak nam, vivę w tv na sali :D
    Mimo tego, że teraz masz ochotę sobie w łeb palnąć, to ja mam nadzieję, że za jakiś czas i tak studia, podobnie jak ja, będziesz wspominać i tak jako coś wspaniałego:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tym razem też nam puściła muzyczkę i serio serio poprzedniej nocy spałam tylko 4h i dlatego leżałam z pół-otwartymi oczyma gdyż bałam się, że seryjnie odpłynę :D porażka. ale choć trochę się rozciągnęłam :D
      ależ cały czas dobrze o nich myślę (w miarę), tylko takie absurdy przysłaniają rzeczywisty pogląd :)

      Delete
    2. No to się nie dziwię:) Musisz więcej spać, ot co :D
      W sumie też bym się za rozciąganie musiała dzisiaj na nowo zabrać, jak tak pomyślę :D
      Nieraz wkurw po prostu bierze górę, co?:)

      Delete
    3. Oj wypadałoby, ale zawsze jest coś do zrobienia i tak jakoś czas za szybko leci :D
      Polecam xD
      Ojjj dokładnie.

      Delete
    4. Wiesz, sen jednak też jest ważną rzeczą, musisz się regenerować :D Ale ok, doskonale wiem o co chodzi, sama potrafiłam choćby na studiach wiele nocy zarwać...ale potem odsypiałam to w dwójnasób :D
      Już się zabrałam :D Joga była już załączona do mojego życioirysu wczoraj, teraz tylko stękam :D

      Delete
    5. Gasz, tak sobie wczoraj wykrakałam brak snu, że pól nocy nie spałam i budziłam się co godzina... No masakra :D
      Oo, myślałam nawet swojego czasu o jodze, jako wuefie, bo była taka możiwość, zumbie, a wylądowałam jak wylądowałam!

      Delete
  15. Nie jesteś sama, na moich studiach też miałam kilka takich zapychaczy, zupełnie bezsensownych i nieprzydatnych do kierunku, ale cóż zrobić, oni wierzą, że to potrzebne, więc chociaż odbębnić trzeba. Chyba każdy kierunek ma takie swoje absurdy, zapychacze:) Co do wfu ja bardziej przeżywałam go w gimnazjum, kiedy to zawzięcie nie chciałam wiązać nań włosów, na studiach trafiła mi się super pani to i wf się przeżyło :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja w gimnazjum udawałam, że ćwiczę, a koniec końców grzałam ławkę, w liceum miałam zwolnienie... a tu proszę, teraz na moją rehabilkę chodzi nawet pani w ciąży, nie wiem, nie mogła iść przed komisję, zwolnienie na pewno by dostała...

      Delete
  16. Hmm, ja jestem na Zarzadzaniu i Inżynierii Produkcji, a musialam miec zwykla fizyke, nawet optyke ktorej na serio nie uzyje wcale! No, ale tak jest na studiach, trzeba przywyknac i tyle :) Ale tak ogolnie to uwazam, ze nawet ten zapychacx moze byc interesujący :) Wyobraz uczyc sie o budowie szprzegla i eysowac je na papierze milimetrowym?! Ja rowniez jestem humanistka wiec sientam mecze i ,,zazdroszcze" Tobie :)
    Odkrywajzalicja.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie mówię, że nie mogą być interesujące - w moim wypadku zupełnie nie są ;) ale jak kto woli :D ojjj to poleciałaś z motyką na słońce, skoro jesteś - jak mówisz - humanistką. Pozdrawiam!

      Delete
  17. Zgadnij co zaczęłam robić jak przeczytałam o tym, że nie jesteś w stanie: kręcić lewą ręką do tyłu, a prawą do przodu? :D Tak, oczywiście, zaczęłam kręcić rękami, aż musiałam wstać od biurka ;p.
    Wf jeszcze przede mną i mam na dzieję, że będę mogła wybrać coś co mi podpasuje i nie będzie narzekania ;). Bo w sumie jak dla mnie wf nie taki straszny ;).
    O uczelnianych absurdach tez bym mogła opowiadać i tak, czasami to nauczanie jest mało praktyczne, a wręcz tylko i wyłącznie mające na celu zapychanie czasu niestety.... ;p.
    Końcówka o pączusiu rozbrajająca ;p. I jeszcze London Grammar się pojawiło to już wgl ;D.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No i co, udało Ci się chociaż? :D ha, przyczyniam się do tego, że ludzie zaczynają ćwiczyć XD
      Mam nadzieje, ze Ci się uda wybrać to, co chcesz - ja też na to liczyłam, ale moja uczelnia pokrzyżowała mi zacne plany :) Ogólnie nie jest źle, nie narzekam na ten wf.
      Ojjj też mi sie tak wydaje. No ale co zrobić, trzeba sie uzbroic w cierpliwość :D
      Ostatnio wpadli mi na youtube, i się zakochałam :D

      Delete
  18. Oj rozumiem Cię doskonale ;) jakiż to polonistyczny zapychacz masz? :) studiowałam polonistykę, ale 1/3 moich zajęć to były zajęcia typowo kulturoznawcze np. filozofia kultury, socjologia kultury itd... i też nie rozumiałam ilości i potrzeby tych zajęć bo tematyka zupełnie nie dla mnie co innego literatura, analiza poezji itd... :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. analiza tekstów literackich :O po kij mi to, nie mam pojęcia :D ojjj, socjologia kultury <3 jakie to nudne było XD

      Delete
  19. No niestety na studiach tak jest od zawsze i trzeba jakoś z tym żyć !Szkoda, że tych niektórych arcyważnych przedmiotów nie można sobie odpuścić ;)
    http://www.khatstyle.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj to byłoby chyba za piękne ;)

      Delete
  20. spoko, lepiej nie będzie, to Ci mogę zagwarantować :P wręcz przeciwnie, u mnie co sesja, to większy absurd :D i łączę się w bólu jak chodzi o wf - przywalili mi go jeszcze raz na ostatnim semestrze, jakbym nie miała nic lepszego do roboty...

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja wiem, że może być już tylko gorzej ^^ no ja właśnie widziałam na planie swoich studiów, że na magisterce też, i straszą, że wtedy to obowiązkowy BASEN, co mam nadzieję, nie jest prawdą, bo o ile to zniosę, to na basen za chiny ludowe chodzić nie będę..

      Delete
  21. Heh, no ja tylko czekam na to jakie mnie uczelniane absurdy spotkają na studiach... cóż, chyba muszę być na to jednak przygotowana :) A Tobie życzę mocnych nerwów :D
    Całkiem fajna sprawa z tą muzyczką, o ile, tak jak mówisz, nie jest się bardzo śpiącym :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojj słuchaj, przygotuj się na wszystko :D Przydadzą się! I jeszcze kaski na warunek możesz mi też życzyć :D
      No właśnie... W ten czwartek znów niemal odleciałam:C

      Delete
    2. W takim razie życzę i kaski ^^

      Delete
  22. Ja bym chyba nieźle ześwirowała na tym wuefie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja to raczej leżałam i kwiczałam ze śmiechu, jak się łamałam :)

      Delete
    2. Czyli w sumie ze wszystkiego jesteś w stanie się śmiać :) Zazdroszczę i podziwiam :)

      Delete
    3. Mam po prostu do siebie dystans :) I tyle... Szkoda życia na smuty :) a to, że jestem nieporadna ruchowo, i przy każdym ćwiczeniu wyglądam jak kaleka, cóż.. :)

      Delete