7.4.13

Żyj pełnią życia


Każdy zna pewnie powiedzenie, że lepiej żałować czegoś, co nam nie wyszło, niż rozwodzić się nad tym, że w ogóle nie podjęło się próby działania. Tyle, że brzmi to ładnie jedynie w teorii, a jakiekolwiek próby podjęcia jakiejkolwiek decyzji spełzają na przysłowiowym niczym. Ale... Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego odpychamy od siebie to, co może nas spotkać za rogiem? 


BOIMY SIĘ PORAŻKI... 

 Znów ktoś nam powiedział, że porażka jest oznaką słabości. Przecież powinniśmy wygrywać zawsze, nawet wtedy, kiedy szanse na wygraną są wręcz nierealne i niemożliwe. I gdy nadchodzi ten moment, przykry moment, kiedy dochodzi do nas, że niestety nie wygraliśmy, jest katastrofa. Ogólnie życie wali się nam na tysiąc kawałeczków, a my siedzimy i patrzymy się przed siebie, jakby nam to miało w jakiś magiczny sposób pomóc. Zamiast działać, mówić sobie że następnym razem będzie dobrze (bo może być!), wolimy żyć w przekonaniu, że jesteśmy beznadziejni i do niczego się nie nadajemy. Brawo! Nasza psychika leży i kwiczy, brak nam pewności siebie. Ale nie, mimo wszystko nie zaczniemy zmieniać własnego życia, tylko w kółko, niczym mantrę, będziemy sobie powtarzać że nie wyszło, bo ktoś tak chciał. Chodzi o to, że ktoś chce, żeby nam wyszło, tylko bez wiary w siebie nic nie zdziałamy.

...CHOĆ ZWYCIĘSTWO JEST BLISKO...

Tylko po prostu nie umiemy po nie sięgnąć. Naprawdę, w większości po prostu jesteśmy tchórzami, nawet wtedy gdy chcemy uwierzyć, że tak nie jest. Podobno wpajane przez długi czas kłamstwo, w końcu staje się prawdą. I my wyznajemy tą beznadziejną prawdę. Poddajemy się, i tyle z naszych marzeń i postanowień. Sięgamy dna z własnej nieprzymuszonej woli, nadal mając żal do całego świata.

...TYLKO WYDAJE SIĘ NAM, ŻE ONO NAM NIE PRZYSŁUGUJE...

Skoro Ktoś dał nam życie, wiedział, że damy sobie z nim radę. A skoro Ktoś tak założył, to my też w to powinniśmy wierzyć. Świat od stuleci należy do odważnych ludzi. By żyć pełnią życia, musimy spełniać marzenia. No chyba, że całe życie chcemy spędzić na jęczeniu, jak to nam źle i niedobrze, ale to prowadzi do nikąd. Żeby w końcu na naszej twarzy gościł uśmiech, musimy wyzbyć się złych przeczuć, które siedzą w nas, w środku i tłamszą pozytywne emocje. 
Wielu osobom wydaje się, że szczęście nie jest dla nich. Zostali wprowadzeni w błąd - na całe życie. Trudno wyzbyć się przekonania o swojej beznadziejności. Wierzymy tym, którzy mają na nas zły wpływ, którzy mówią o nas złe rzeczy. Wolimy wierzyć w negatywy na swój temat, niż pojąć że jesteśmy naprawdę dobrzy w tym, co akurat robimy. Każdy z nas ma pasje, coś, co robi dla przyjemności. A w ilu wypadkach wypieramy się tego, bo tak będzie lepiej? NIE, nie będzie lepiej! 

Trzeba wziąć własne życie we własne ręce i robić to, co się kocha. Nawet wtedy, kiedy wszyscy mówią, żeby tego nie robić. Nawet, jeśli wydaje się to nieopłacalne - prędzej czy później się to zmieni. Lepiej robić to, co się kocha - i robić to na tysiąc procent, niż tykać się rzeczy, których się nienawidzi. Nie warto marnować swojego życia na bzdety, użalanie się na sobą czy płakanie, jak to jest źle i niedobrze. To nie ma sensu. Przeżyje ten, kto ma siłę i moc. Moc jest związana z pozytywnym myśleniem na swój temat. Jeśli brak pozytywnego myślenia, to nic sie nie zrobi. Można mieć największe chęci do podbicia świata, jednak prędzej czy później nasza dołująca, i niestety dominująca część wyłoni się gdzieś z otchłani umysłu i zburzy wszystko to, co sobie budowaliśmy. Z uśmiechem na twarzy, pewną postawą, pewnym krokiem podbijajmy świat własnych marzeń i bądźmy szczęśliwi, bo mamy do tego predyspozycje. 

Ogólnie rzecz biorąc to o tej porze i tego dnia nie mogło wyjść ze mnie nic normalnego i sensownego, aczkolwiek ten temat chodził za mną od dawien dawna i mam nadzieje, że nie zawiodłam. W głównej mierze ten temat, bo oglądałam One day, i zrozumiałam, że życie jest bardzo ulotne i tak bardzo wszystko zależy od nas. Poza tym - w tym tygodniu wystawienie ocen i... jakoś leci. Tymczasem macie jeszcze melodię - po prostu się w niej zakochałam. 

103 comments:

  1. Pięknie to napisałaś! Przepięknie wręcz :).
    Niedawno doszłam do identycznego wniosku. Przyjemne to nie było, bo zmusiło mnie do drastycznej zmiany planów na najbliższe parę lat, ale... wreszcie czuję się wolna.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A dziękuję, dziękuję! ;)
      Nic co "mądre" nie jest przyjemne, ale po prostu czasem przychodzi czas, kiedy trzeba ogarnąć dupę i zacząć działać. I dobrze, że tak się czujesz - to odpowiednia postawa :)

      Delete
    2. Zasłużyłaś ^^.

      Odpowiednia dla mnie, niekoniecznie z punktu widzenia innych - od reszty do najwyżej usłyszę, że oszalałam i pcham się w bezrobocie :D.

      Jak tam przygotowania do rozsz. angielskiego? Pytam, bo właśnie wstukuję do programu fiszki - słówka z repetytorium, mogę się podzielić, jak masz ochotę zapamiętywać te wszystkie dziwactwa xD.

      Delete
    3. Oj tam :D

      A ile mi osób tak mówi! Żebym się przemianowała z tej humanistki, bo nie zarobię! No cóż, taka moja dola :D

      Ej, bardzo chętnie! Poślesz mi na gadu? :D

      Delete
  2. No i cholera masz rację mądra Luthien! Muszę w końcu wziąć się w garść i nauczyć próbować, bo tak dziwnie byłoby wygrać nie grając, ha! Może nie dziwnie, ba, nierealnie! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lu też może być, Luthien tak strasznie sztywno brzmi :D
      A dziękuję! :D Szkoda tylko, że samej zajęło mi trochę czasu, by tą prawdę zrozumieć. Damy radę!

      Delete
  3. Wszyscy są tacy mądrzy ;_;

    ReplyDelete
  4. Czasami tej wiary brakuje, ale poddawać się nie wolno.
    Kurde czytając to to trochę widzę siebie, ale na szczęście to wszystko zmieniam jak najszybciej się da :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No pewnie, że się nie wolno, bo tak to się nic nie zdziała :)

      Delete
    2. Wiara czyni cuda i u mnie poczyniła :)

      Delete
    3. Trzeba się na nią tylko otworzyć :)

      Delete
    4. To też jest bardzo ważne :)

      Delete
    5. Jeśli się będzie siedzieć na dupie, to sama wiara nic nie zdziała...

      Delete
    6. Ale jak jest wiara, to i do działania lepiej.

      Delete
    7. To jest jak system naczyń połączonych - jeśli jedno nie zadziała, to reszta na nic się zda.

      Delete
  5. Świetny post i uwielbiam czytać to co piszesz naprawdę! :)
    Ja kiedyś miałam podejście tchórza, ale na szczęście się to zmieniło i teraz nawet porażki nie wywołują u mnie chęci przestania. Trzeba walczyć o to co się kocha i nie zwracać uwagi na innych, bo oni zawsze będą krytykować, tych którzy chcą być szczęśliwi :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aż się zarumieniłam - dziękuję! :)
      Ja mam niestety tak, że jak mi coś nie wyjdzie, to zamiast tym bardziej spiąć dupę, to ja się zaczynam użalać, że jestem beznadziejna. Aczkolwiek nie daję sobie w kaszę dmuchać i jak cos chcę zrobić, to będę to robiła mimo wszystko, nawet przez łzy :D

      Delete
  6. Czytam sobie Twoją notkę, czytam i dochodzę do smutnego wniosku - jestem w stanie zawalczyć o wszystko czego chcę... oprócz uczuć. Chciałabym tak po prostu umieć podejść i zagadać do pewnego dżentelmena, maturzysty który po głowie chodzi mi od dobrego miesiąca, który może też coś do mnie czuje ale jestem zbyt tchórzliwa, żeby się o tym przekonać. Po prostu boję się, że to, w co wierzę w jednej chwili pryśnie jak mydlana bańka, że nie będę miała już do kogo wzdychać, że nie będę miała na kogo patrzeć na korytarzu. Fakt, znamy się, rozmawialiśmy ze sobą kilka razy, byliśmy razem na kilku domówkach i jednej imprezie, przytulał mnie, tańczyłam z nim nawet (fakt, że razem z przyjaciółką, w sensie tańczyliśmy we trójkę XD ale w sumie liczy się, to był dzień, w którym go poznałam więc...) uśmiechał się, na korytarzu zauważam jak zerka w moją stronę a jego przyjaciel wręcz perfidnie się na mnie gapi, mimo że przed tym, jak ich poznałam, nigdy tego nie robił. Zawsze próbuję w jakiś sposób się ogarnąć i zrobić cokolwiek w kierunku zwykłej rozmowy ale w momencie kiedy go widzę jedyne na co mnie stać to krótkie cześć i lekki uśmiech (a nawet na to czasem brak mi odwagi i po prostu bezgłośnie go mijam, głupia ja -,-). Nie martwiłabym się, gdyby był w moim wieku, niestety jest starszy a za 3 tygodnie zakończenie roku maturzystów więc zaczynam trochę panikować. Jakieś rady? :DD

    ReplyDelete
    Replies
    1. No kurde... Mam tak samo, niestety. Cały czas gram odważną, ale jak przyjdzie co do czego, jak widzę chłopaka do którego pasowałoby zagadać (znaczy, 'pasowałoby' - czyli chciałabym, ale oczywiście nie mogę) to kolana mi miękną i ani me, ani be nie powiem. Oczywiście radzę Ci, abyś do niego zagadała - skoro kończy za trzy tygodnie szkołę, to jeśli nie wyjdzie, to nie będziecie musieli się widzieć. Aczkolwiek zawsze może wyjść z tego coś bardzo miłego, to po co niepotrzebnie tracić szansę na coś pięknego? Wykorzystaj to, że pewnie jest spietrany przed maturą, więc to i owo może mu ot tak umykać :D Zagadaj... I będzie miło! :)
      (I musiałaś mnie uświadomić, że tylko trzy tygodnie?!)

      Delete
    2. Taka bezsilność jest okropna. Może zagadałabym, gdyby choć jedną przerwę spędził sam, ale on zawsze jest w towarzystwie kolegów :c Fakt, że kilku z nich znam, ale i tak głupio mi tak podbić ni z gruchy ni z pietruchy, chyba że któryś z nich sam by mnie zawołał (raz już to zrobili, w sensie "może podeszłabyś pogadać?", jak brzmiała moja błyskotliwa odpowiedź? uśmiechnęłam się i kulturalnie powiedziałam "nie", brawa dla mnie!). Swoją drogą głupio mi przed jego przyjacielem, on ciągle się gapi, to bardzo niekomfortowe jest, taki przeszywający wzrok all the time ;o

      W przyszłym tygodniu być może spotkamy się na domówce, postaram się jakoś z nim porozmawiać albo coś, trzymaj kciuki, ja z Ciebie też będę trzymała, i w przypadku matury (przepraszam że Cię uświadomiłam, to nie było celowe :DD) i w przypadku tego chłopaka "do którego pasowałoby zagadać" ;)

      Delete
    3. Oezu, czekać tydzień? A co to koledzy? Poprośże kolegę na boczek, pogadajcie i później to już on sam będzie się do Ciebie odzywał :D odkładanie tego w czasie jest najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić - działaj teraz i już! To nie patrzaj i nie patrz jak on na Ciebie patrzy :D wszystko jest tysiąckroć prostsze, tylko nie powiększaj sobie problemów, których nie ma :D

      Rozumiem, tak zażartowałam :D seriously, bardzo mało czasu zostało, aż żal :D

      Delete
  7. Ja już od długiego czasu o tym myślę, o życiu, ulotności, przemijaniu. Dobija mnie to, że my - większość - prawie wszyscy, nie potrafimy docenić życia, chwili, niczego niemalże. A to wielka szkoda. Bo tracimy cenne minuty na gderanie, zrzędzenie, narzekanie i użalanie się nad sobą. Zamiast tak jak mówisz - wziąć los w swoje ręce i coś zmienić, czymś się zająć, czymś co nas usatysfakcjonuje. Chciałabym żyć pełnią życia, nie zawsze się udaje, przez mój pesymizm. Aczkolwiek staram się z całych sił.

    Nieprzeciętny film, zresztą uwielbiam Anne :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie? Chcemy od razu dojść do czegoś, co wymaga czasu. Nie zauważamy wszystkiego, co jest gdzieś po drodze, jednocześnie tracąc jakąś cząstkę codzienności, która jest nam niezbędna - jak się później okazuje - do życia. Nie powinniśmy się smucić, narzekać, jęczeć, że źle, że to, że tamto, tylko postawić wszystko na szali - działać, działać i działać. Wtedy pewnie wszystko wyjdzie tak, jak ma wyjść ;)
      No, ona jest genialna. Ja czytałam książkę, ale film równie genialny :)

      Delete
    2. Bo chcemy żeby nam ktoś podał szczęście na tacy, dał przepis na idealne życie, czytamy poradniki jak żyć/cieszyć się/być szczęśliwym/ znaleźć miłość. A wystarczyłoby zrozumieć, otworzyć się na świat, opuścić cztery ściany. Rozejrzeć się dookoła. Jest tysiąc powodów do uśmiechu. Ale łatwiej pomarudzić.

      Delete
    3. Oj, jakby taki poradnik istniał, to pewnie byłby najlepiej sprzedającym się bestsellerem. A pewnie, że wystarczyłoby... tylko, że jak już sama wspomniałaś - zawsze chcemy mieć wszystko na tacy wyłożone, żeby nie trzeba się było wysilać. Sad but true.

      Delete
    4. Ciekawe tylko czy wtedy ludzie byliby zadowoleni. Bo sądzę, że nawet jeśli mieliby w swoim własnym mniemaniu życie idealne, skonstruowane z pomocą poradnika, znaleźliby powód do marudzenia i gderania. Taka nasza natura. Chcemy czegoś -> dostajemy to - i nagle zamiast się cieszyć i nie być zachłannym, narzekamy i chcemy więcej i więcej.

      Delete
    5. To jest najgorsze. Najpierw nie masz nic, później, gdy coś zdobywasz, to nadal nie zaspokaja to Twoich wymagań i wciąż i wciąż chcesz więcej, piąć się w górę. Z drugiej strony nie wiadomo, czy gdyby dostali to, co chcą jakby na to zareagowali. Mogliby nic już w życiu nie robić, albo liczyć na cud :D

      Delete
    6. Z jednej strony to dobrze, że chcemy piąć się w górę. Ale jeśli o kwestie zawodowe czy wykształcenie chodzi - samorealizację. Ale materializm? Co to, to nie. A ludzie chcą mieć, posiadać, chwalić się tym. Twierdzą, że życie doskonałe jest wtedy, kiedy ma się jak najwięcej. Ale czego? Rzeczy? Willa, super autko za kilkadziesiąt tysięcy? Żałosne.

      Delete
    7. Jestem pewna, że człowiek zrobiłby wszystko wszystko, gdyby miał tylko zapewnienie, że dostanie za to kasę. Niestety chęć do zdobycia jak największej gotówki jest chora. No i też, mieć kasę, kasę, samochód, telewizor, wszystko co najlepsze, ale w pewnym momencie to co się ma nie liczy się gdy przychodzi choroba, nie daj boże. Wyznawanie zasady mieć czy być jest dla nich jedna odpowiedź - mieć. A już z dwojga złego to lepiej zwiedzać świat a nie kisić się z małostkowymi ludźmi.

      Delete
  8. Taaa... większość ludzi żyje niemalże jak zwierzęta... bez żadnego wyższego celu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokładnie. A później mają pretensje do całego świata, ze im nie wychodzi.

      Delete
    2. Wariatów dużo, a normalnych to ze świecą szukać :D

      Delete
    3. Tak na dobrą sprawę, to nikt nie jest w 100% normalny.

      Delete
    4. O tej normalności to mówiłam tak w przenośni, ale masz rację - każdy ma swoje odchyły :D

      Delete
    5. Że też nie pomyślałam, że takie pytanie może paść :D No nie wiem, piję herbatę tylko z dwóch ulubionych szklanek, z innych mi nie smakuje, muszę mieć pomalowane paznokcie, nawet na bezbarwne, bo nie zdzierżę, i ogólnie wszystko muszę mieć rozplanowane, bo tak się gubię :D
      Teraz Ty się pochwal! ;>

      Delete
    6. Podobnie mam z paznokciami i planowaniem! ;D Poza tym, zawsze jak wieje jakiś silniejszy wiatr, jest burza, czy coś, to zawsze na noc sobie ustawiam przy łóżku wszystkie rzeczy, które zabrałabym ze sobą w razie ewakuacji ;D

      Delete
    7. Czyli może nie jest ze mnie takie kompletne dziwadło :D Teraz to brzmi śmiesznie, aczkolwiek ja prawie kiedyś się ewakuowałam... Nikomu tego strachu nie życzę! :D

      Delete
    8. Przerażające ;P Mnie raz ewakuowała karetka, bo się gazem zatrułam ;|

      Delete
    9. U mnie powódź była i strasznie dużo wody było, a ja, po naoglądaniu się tego wszystkiego w tv tworzyłam własne masakryczne scenariusze ;/ oj, coś robiła?

      Delete
    10. Dlatego lepiej nie mieszkać w takich miejscach ;P U nas zawsze rzeczka wylewała i sobie facet inteligentnie dom pobudował - taka górka była, trochę ją jeszcze podrasował i dom na tym postawił. Jak woda wyleje, to gość może się czuć jak na wyspie.
      Babcia kurki z gazem porozkręcała.

      Delete
    11. Wiesz, tak groźnie to pierwszy raz od kilkudziesięciu lat się stało, więc tym bardziej wszyscy byli zdziwieni. Zawsze wylewała woda trochę na drogę, a tu proszę bardzo jak poszarżowała. Omatko.

      Delete
    12. Woda jest nieobliczalna ;]

      Delete
    13. Totalnie. Mimo wszystko wolę ją na bardziej rekreacyjne sposoby ^^

      Delete
    14. Na przykład ^^
      Cóż by się bez... trunków zrobiło D:

      Delete
    15. Ja niestety już tylko woda :(

      Delete
    16. Oezunciu, współczuję!

      Delete
  9. Mam wrazenie, że bardziej sluchamy innych ktorzy nam wmawiaja zebysmy robili nie to co chcemy. I dlatego rezygnujemy z wlasnych marzeń, po to zeby zadowolic innych a nie samego siebie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I to jest najgorsze. Nie boimy się porażki w sensie tym, że może nam nie wyjść, a tylko przed innymi nie chcemy okazać swojej słabości, i to jest wg mnie chore...

      Delete
    2. No jest to chore, bo zamaist pojsc wlasna droga dajemy sie manipulowac tym ktorzy od nas uwazaja sie za lepszych badz wiedza lepiej jak mamy zyc. A nikt nie powinien nam mowic jak mamy zyc.

      Delete
    3. Ano pewnie, że nikt nie powinien, tyle że do nas dochodzi to dopiero po fakcie xd

      Delete
  10. Do odważnych świat należy! Ja jestem odważna tylko do tego co nie potrzebne. Jednak nie ma rzeczy, których żałuje, że nie zrobiłam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahaha, ja tak samo! Albo po prostu zawsze doradzam innym, a sama mam siebie w powszechnym uszanowaniu.

      Delete
  11. To, co kocham, związane jest zazwyczaj z podążaniem pod prąd i... czasem się łamię, bo współczesny świat mówi, że to nie tak ma wyglądać. Szydzi, wykpiwa. Daję się w to wciągnąć, a potem żałuję. Dzięki temu wpisowi zdecydowałam się wrócić do mojego opowiadania i pisać aż do przyzwoitego zakończenia - choćby dla własnej ambicji.
    Dziękuję :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojej! Cieszę się, że jakoś mogłam pomóc! :* I to ja dziękuję za to, że jesteś kurcze! :*
      Trzeba dążyć do tego, co się kocha. Prawda jest taka, że ludzie gadali, gadają i zawsze gadać będą, więc nie ma sobie co życia przez ich bzdury marnować :)

      Delete
    2. Sama nie wiem, czemu tak przejmuję się opinią ludzi. To chyba chorobliwe :P

      Delete
    3. Swojego czasu też tak miałam, ale w liceum się wyleczyłam. Przecieżbym zwariowała psychicznie, jakbym się innymi przejmowała xd A to, że gadają o mnie to tylko znaczy, że nie mają swojego własnego życia, więc w ich kierunku ślę współczucie i sama mam ich szeeroko :P

      Delete
    4. Jesteś lepsza ode mnie. Studiuję, a nadal mam tego fioła... Ciągle czyjś oddech na plecach. Wynika to chyba z potrzeby akceptacji. Nie będę się tu rozwijać, Ty wiesz, o co chodzi.

      Delete
    5. Wiesz, idzie się tego pozbyć :) Tylko pomyśleć, że inni nie mają swojego życia, skoro cały czas gadają o innych... I naprawdę, nie ma co się na idiotów czasem oglądać ;)

      Delete
    6. Ale tych idiotów jest wręcz nadmiar :P

      Delete
    7. Tym więcej osób, z których można się śmiać :P

      Delete
    8. Fajnie podejście, wiesz? ^^

      Delete
    9. A dziękuję. Wiesz, tak jest łatwiej. Robię to co chcę, a krytykę idiotów.. No cóż, niech sobie wsadzą nie powiem gdzie ^^

      Delete
    10. Dobrze prawisz, polać Ci! Podnosisz mnie na duchu coraz bardziej :)

      Delete
    11. Oto chodzi :) Naprawdę by mnie do nerwicy doprowadzili tacy ludzie, co szepcą mi za uchem, że mam tego nie robić, no bo jak, bo wstyd i wszystko co najgorsze.. a sami robią nielepiej :) brak własnego życia daje się im we znaki :)

      Delete
    12. Skąd w Tobie tyle pozytywnej energii? :D Każde zdanie to całkowita racja :S

      Delete
    13. Jakoś tak. Bo ja jestem cholernie pozytywnie nakręcona :D Nie raz mi to wyszło na złe, ale this is the life. Wolę mieć uśmiechniętą mordkę i zlewać wszystkich, bo tak jest... no po prostu lepiej :D

      Delete
    14. Fajnie spotkać taką optymistkę w zalewie malkontentów i smutasów :*

      Delete
    15. Od tego jestem :D
      jak co to wal śmiało, zawsze coś zapodam żeby uśmiech się pojawił :D

      Delete
  12. O, piosenka z filmu "jeden dzien"... aczkowiek ja jestem na etapie ksiązki - nie wiedzialam jak to napisać :)

    Wg mnie inaczej się mówi i pisze a inaczej robi. Bo kiedy mamy do czynienia z porażką i mnóstwo w nas emocji czasami cięzko podjąc dobrą decyzję i od razu się podnieść... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja książkę czytałam z dwa lata temu, zakochałam się, a tu patrzę, a w tv film leci :) nie mogłam oderwać oczu.

      Po części też tak jest, ale małymi kroczkami trzeba przełamywać strach :)

      Delete
    2. Kurcze, a może film też widzialam i nie pamiętam :> :D

      Delete
    3. A jeśli nie, to polecam gorąco :D

      Delete
  13. Dobrze napisane, ale ja na przykład nie wiem co chcę robić. Nie mam marzeń, pasji, nic mnie nie interesuje. Ciężko wziąć się za siebie. Może gdybym wiedziała czego chcę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To już inna sprawa, pisząc posta myślałam głównie o tych, którzy w miarę wiedzą, jakim torem ich życie ma sobie iść :)

      Delete
    2. a o takich jak ja to już nie pomyślałaś ! :p

      Delete
    3. Bo wydawało mi się, że mniej więcej każdy wie, czego chce w życiu :P

      Delete
  14. Bardzo madry cytat na obrazy z boku. Od dzisiaj bedzie to moja zlota mysl ;)

    ReplyDelete
  15. Pierwsze co, to obłędny nagłówek! <3

    Twój post, to instrukcja dla sfrustrowanych swoją głupotą leniów, którzy wszystko zwalają na "zły los".

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję, też zakochałam się w tym obrazku <3

      Ano, tylko że najlepsze jest to, że oni nie widzą winy w siebie, tylko w innych xD

      Delete
    2. I dlatego ja od takich ludzi trzymam się z daleka. Ich życie - ich sprawa co z nim zrobią.

      Delete
    3. Teoretycznie tak, ale czasami to jak ja patrze na takich ludzi, co mi się non stop żalą, to nóż w kieszeni się otwiera :P

      Delete
    4. Bo nie trzymasz się od nich z daleka właśnie :p.
      Jeśli ktoś mi smęci i narzeka, jak to jest niesprawiedliwie potraktowany przez los, to wtedy ja też wylewam swoje żale i miło już nie jest.:p

      Delete
    5. No tak, ale jak mam sie trzymać z daleka, jak na przykład jest to ktoś znajomy, kto - poza tą jedną negatywną cechą - jest wspaniały? ;) nie rezygnuje się z przyjaźni z tak błahego powodu, trzeba się akceptować i niektórych tematów po prostu nie poruszać ;) ale w moim wypadku to działa w dwie strony, bo ja wielokrotnie przed jakimś ważnym sprawdzianem czy coś łażę i paplam, że nie umiem ite pe ite de, a później wychodzę z pozytywną energią, więc to zależy od podejścia.

      Delete
  16. Da się żyć :) Muszę tylko stosować dietę.
    / Coś tam się zawiesiło i nie mogłam normalnie odpowiedzieć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spoczko. Też mi się tak czasem zawiesza.
      To chociaż tyle. Ale długo tak masz? :D

      Delete
    2. Wcześniej myślałam, że to takie moje fanaberie i jedzenie tłustych potraw boli mnie psychicznie, a przed świętami się taka żółta zrobiłam i cały czas mnie bolało.

      Delete
    3. Ojej. No to niefajnie. Ale da się to jakoś.. wyleczyć, wyeliminować?

      Delete
    4. Ale i tak na diecie muszę chyba być.

      Delete
    5. Przynajmniej chyba nie trzeba się będzie przejmować tyciem/ nie tyciem :D

      Delete
    6. U mnie niestety jest wielka skłonność do tycia ;/

      Delete
    7. To niedobrze. Ale przecież da się jakoś nad tym pieczę trzymać chyba :)

      Delete
    8. Ale ile wyrzeczeń trzeba...

      Delete
  17. O ho, i co? Wszystko stosujesz w życiu? ;)
    Nie do końca zgodzę się z tezą, że wszystko zależy od nas, ale domyślam się, że chodziło Ci, że to czy jesteśmy szczęśliwi zależy tylko od nas ;).

    One day - jeden z najbliższych memu sercu filmów. Jest absolutnie cudowny.

    ReplyDelete
  18. Jest coś w Twoim pisaniu, w Twoim blogu tak intrygującego, że kursor bezwiednie zjechał do opcji obserwowania. Nareszcie ktoś zdaje się dostrzegać więcej niż czubek własnego nosa. :)

    ReplyDelete