27.10.12

Weekend, weekend i po weekendzie!


Jestem totalnym bezproduktywnym leniem i przyznaję się do tego bez bicia. No dobra, może jednak trochę gryzie mnie to, że jestem taka a nie inna, no ale w końcu idzie się po osiemnastu latach przyzwyczaić. Jak zwykle w poniedziałek mam wieelkie nadzieje odnośnie przyszłego weekendu, że boże, czego ja nie zrobię, pokój posprzątam, lekcje odrobię (pierwszy raz chyba..), że zrobię zadania z matmy, że obejrzę wszystkie filmy, że zrobię wszystko to, czego mi się w tygodniu nie chciało... A kończy się na tym, że trudno mnie siłą z łóżka wyciągnąć, bo nawet budzik dzwoniący mnie nie przekonuje, ani nawet rodzinka dumnie hałasująca po całym domu, co to dla mnie! Potrafię przerzucić się na drugi bok i usnąć, a później żałować, że przebimbałam sprawę. Z drugiej jednak strony, te dwa dni od tego są - od bezproduktywnego leżenia, jedzenia i nicnierobienia. W tygodniu wstajemy rano, musimy doprowadzić się do używalności w jakimś tam określonym czasie i iść do ludzi.  
A w weekend? A w weekend nic nie musimy! Możemy wylegiwać się do południa, możemy leżeć, leżeć i jeszcze raz leżeć! Możemy snuć się w piżamie ile nam się tylko chce, nie musimy się malować, w ogóle możemy być takie nieogarnięte. No bo co jest potrzebne do tego, żeby wstać z łóżka, wejść do kuchni, wszamać coś i wrócić z powrotem na miejsce? Powiem wam więcej, nawet nikt nie powinien mieć nam tego za złe! W końcu kiedyś trzeba zregenerować siły, prawda? No pewnie, że trzeba, bo człowiek długo nie pociągnie na zużytych bateriach! Ja to mam jeden sprawdzony przepis na weekend. Ustawiam budzik na godzinę ósmą, budzę się i z tą malującą się satysfakcją na twarzy wyłączam go i stwierdzam, że kurde, ja mogę iść spać! I oczywiście tak robię....  A później - śniadanie przed telewizorem? Why not! Najlepiej w piżamie, pod grubym kocem, z kubkiem herbaty i pyszną kanapką! Czasem potrzeba niewiele, co by człowieka uszczęśliwić... 

Innym faktem jest to, że zakładam coś, czego i tak nie zrobię, więc przestałam to robić. Fajniej podchodzi się do sprawy, kiedy wiem, że nic nie muszę. Jeżeli mi się zachce, ok, mogę zrobić lekcje, mogę posprzątać, ale nie muszę. No ale dzisiaj, to ja miałam kogoś ochotę udusić... Któż wymyśla jazdy o siódmej rano w sobotę? Wstając o szóstej, myślałam, że pozabijam wszystkich, co staną na mojej drodze. Okej, chcę jeździć, lubię to. Na porę też można przymknąć oko. No ale ta pogoda?! Że ja po ciemku do samochodu wchodziłam, a wycieraczki chodziły non stop? No proszę was, to ja bym już śnieg wolała... Ale o pogodzie mówić nie będę, bo chyba każdy widzi, co jest!  Kończąc mój totalnie bez sensu wywód powiem, że resztę dnia, zamiast spędzić na szkoleniu się ze znaków i skrzyżowań, których nie pojmuję, ja oglądam seriale i piszę. Coś widzę, że moja przyszłość z prawo jazdy wyglądaaa czarno, ale jednak jestem z siebie dumna, gdyż miałam dziś tą ostatnią jazdę. I jeszcze jedno - następna notka w moim wykonaniu będzie raczej smętna, więc nacieszcie się tym, co macie :D
I kupiłam sobie bilety na listopadowy koncercik happysadu i mam cudowne zdjęcie Kubusia w nagłówku. Dobra, możecie się zacząć o mnie martwić - to moja mania ;)
I teraz możecie pogratulować mi spostrzegawczości - Morze Słów siódmego października obchodziło półrocze swojego istnienia, a ja, jak ta ciućma ostatnia, zapomniałam!

168 comments:

  1. to jest właśnie najpiękniejsze w weekendzie - że tak naprawdę nic nie trzeba!:)
    gratuluję półrocza:D.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szkoda jednak, że mija tak szybko, ale wydaje mi się, że jest siła w tym odpoczynku, poza tym - teraz czeka nas trzydniowy tydzień szkolny więc :D

      Delete
    2. jest, jest. i zawsze ta myśl, że po siedmiu dniach przyjdą wreszcie te dwa najlepsze! ojeeej, faktycznie, długi weekend! *-* jeszcze to do mnie nie dotarło. ;d

      Delete
    3. hehehe, a ja tylko o tym myślę! ;) żeby przeżyć, a będzie dobrze ;d

      Delete
    4. trzy dni to nie tak dużo. :) gorzej, że już mi na długi weekend dowalili pracy domowej, a to pewnie jeszcze nie koniec. :<

      Delete
    5. jak śmiem twierdzić mi też zawalą, ale jak zwykle odłoże wszystko na ostatnią chwilę, czyt niedzielę :<

      Delete
    6. haha, ja tak samo. :D no, może nie wszystko, bo nie wiem, jak napisałabym dwa wypracowania w 1 dzień. ;/

      Delete
    7. hahaha, ja jestem miszczem! miałam kiedyś do napisania dwa wypracowania - na historię i wos. na historię, na, przykładowo poniedziałek, wos na wtorek. na fejsie się cała klasa zgadała wcześniej, że pani i tak nie pamięta, że historia na poniedziałek, to przynieśmy na wtorek i ja z takim przekonaniem przembimbałam cały weekend, a w poniedziałek - ups - trza napisać dwa! przysiadłam, najpierw odwaliłam z wosu, przemowę o głosowaniu a przy historii siedziałam 2 godziny i przerabiałam coś zasadę kopiuj wklej i o dziwo, pięć i cztery XD a wypracowań z polskiego nam już nie zadaje :C

      Delete
    8. hahah, gratulacje! :D może zacznę z Ciebie brać przykład. :) nie zdaje? dlaczego? na jakim Ty jesteś profilu?

      Delete
    9. human XD w pierwszej klasie, jak miałam inną nauczycielkę, to ona zadawała, tylko wiesz, na dobrą sprawę ja pisałam sama, a większość zrzynała z internetu więc to nie miało sensu :P a tak to teraz piszemy wypracowania maturalne, tyle że w szkole, podczas dwóch lekcji z tekstami, które mamy wykorzystać :D a oni i tak na telefonach internet mają i ściągają, ale co im zrobię, jak sobie nie poradzą na maturze ;P

      Delete
    10. kurczę, to trochę beznadziejnie. sami wybrali human, na którym pisać trochę trzeba, a teraz zamiast wziąć się za siebie i dobrze przygotować do matury, idą po najmniejszej linii oporu.

      Delete
    11. wiesz, wydaje mi się, że oni wybrali human nie dlatego, że im się to podoba i to lubią, a dlatego, że nie mieli innego profilu. No bo oprócz tego mojego jest biol-chem i mat-fiz, a to już niekoniecznie trafia do każdego, a w sumie human, wychodzi na to, że jest 'najłatiwejszy'.

      Delete
    12. bo niestety tak jest, że w humanie nie ma wiele do zrozumienia, właściwie trzeba się wszystkiego wykuć, a jedyne czego może zabraknąć to łatwość pisania. no i praca później. ;p u mnie właśnie na szczęście jest inaczej, wszyscy są klasycznymi humanami, do tego bardzo kreatywnymi. cieszę się, że mam taką klasę, ale czasem ich inteligencja mnie przytłacza. :P

      Delete
    13. Z takimi przedmiotami ścisłymi na przykład - każdy nauczyciel nam idzie na rękę, a to mówimy, że nie chcemy sprawdzianu, a to, że w półroczu przed maturą dali by nam spokoj... I mamy tak, jak chcemy. Dobra, ja historii też nie znoszę, ale z innych przedmiotów staram się jak najlepiej, no bo jednak... Wiesz, może i pracy nie ma po humanie, ale nie widzę w sensu w robieniu czegoś na siłę - pójdę na biol-chem, bo więcej roboty, skoro będę się zmuszać, żeby się uczyć czegoś, czego nie kapuję ;P

      Delete
  2. Ja codziennie dziękuję bogom za to, że stworzyli dla nas - szarych myszek - taki wspaniały okres jakim jest weekend. Oczywiście, w międzyczasie nie mogę też zapomnieć o Hiszpanii, która praktycznie co dwa tygodnie robi jakieś protesty (co oznacza jeden-dwa dni w domu). :D

    Ja od miesiąca zapieprzam w weekendy przy książkach i... da się przyzwyczaić. Dzisiaj nawet sama z siebie wstałam o ósmej... w sobotę... ROZUMIESZ TO?! Coś złego się dzieje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moja ciocia mieszka w Hiszpanii, ale nie udało mi się jej jeszcze odwiedzić :C

      Co do nauki... Maturalna klasa się kłania, a ja się ociągam jak nigdy. W sumie prawdopodobne jest to, że się z ręką w nocniku w marcu obudzę, ale to chyba normalka. Noo, jestem zaniepokojona!

      Delete
    2. NO WEŹ, JAK MOŻESZ! Taka okazja i jej nie wykorzystać? :c A gdzie tak mniej więcej mieszka? :>

      Nie no, klasa maturalna to już poważna sprawa, nie ma co. Spróbuj się zmusić (ewentualnie "zmotywować"), bo czas szybko leci! Mnie matura czeka za rok (hehe, udało mi się przeskoczyć jeden rok), ale powoli zaczynam przygotowania. :D

      Delete
    3. W Barcelonie :D W ślicznym bloku z widokiem ślicznym z balkonu, podobno, Mama widziała :D Wiesz, zaprosiła tylko moich rodziców :C

      Taa... Wolę o niej nie myśleć :D bo mi się wydaje że ją odciągnę w czasie jakoś xD

      Delete
    4. JA TEŻ! To znaczy niedaleko.
      BOŻE, JAK ONA MOGŁA?! To na pewno jakaś konspiracja. Pewnie kłamie z tym blokiem. :c

      Cóż, każdy ma własne metody na radzenie sobie z "problemem". :D

      Delete
    5. NO TO JEST NIE DO POMYŚLENIA, NORMALNIE, poczułam się odrzucona!

      MOŻLIWE! :c i jeszcze kłamie za moimi plecami, no nieładnie po prostu!

      taak, a później w marcu obudze się z przysłowiową ręką w nocniku XD ale co tam.

      Delete
    6. I dobre odniosłaś wrażenie! Ja też bym się tak poczuła. :| Chyba że... szykują ci jakiś domek przy plaży i to ma być niespodzianka. Rozumiesz, ustalali wszystkie plany, żeby podczas twojego przyjazdu nie było żadnej wpadki. c:

      Delete
    7. jak mi szykują taki domek to ich chyba uściskam za wsze czasy! :D

      Delete
  3. Hahaha ;D Garfield bardzo do tego pasuje ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja jestem takim człowieczym garfieldkiem :D

      Delete
    2. Me too ;P A tak swoją drogą, to wiesz, że te linki u góry nie działają?

      Delete
    3. Wiem, próbowałam je naprawić, ale za każdym razem "niby działa", wpisuję adres, zapisuję, wchodzę na główną i jest dalej do dupy. Muszę dzisiaj nad tym posiedzieć :P

      Delete
    4. Ale i tak z profilu można wejść ;P

      Delete
    5. Pomyślę, w ogóle ostatnio blogspot ze mną nie współpracuje :P Może się na mnie pogniewał? :C

      Delete
    6. Mi się kiedyś rozwalił i go naprawić nie mogłam ;P

      Delete
    7. Ja jak wczoraj majstrowałam, to jeszcze chciałam cos zmienić, ale stwierdziłam, że jeszcze mi się zepsuje a nie chciałoby mi się tego wszystkiego powtarzać xD

      Delete
    8. Ale widzisz... zmienić możesz, a mi coś serwerowo poszło. Nawet ramek nie mogłam zmienić, a jak pisałam posta, to musiałam wszystkie HTML'e wpisywać ręcznie. Minęło, jak włączyłam nowy interfejs.

      Delete
    9. Ja to już na nowym interfejsie od dawna lecę, bo w tamtym starym się odnaleźć nie mogę :D Ja kiedyś zaczęłam na innym blogu w htmlu grzebać... Myślałam, że zwariuję :D

      Delete
    10. Jesteś pierwszą osobą, która - tak jak i ja - woli ten nowy interfejs... wszyscy na niego narzekają. Czemu?

      Delete
    11. Nie mam pojęcia, ja złego słowa nie powiem! Idealnie mi się na nim "pracuje", wszystko jest przejrzyściej i wgl :D

      Delete
    12. Jestem podobnego zdania ;D

      Delete
    13. Kiedyś włączyłam stary - nawet nowej notki nie potrafiłam dodać XD

      Delete
    14. Ale podobno jest już ten stary interfejs usunięty na stałe ;D

      Delete
  4. weekend jest od tego, żeby sobie poleniuchować, więc ja cię całkowicie usprawiedliwiam i przyłączam się do lenistwa;d

    ReplyDelete
  5. Ja przedweekendzie spędziłam jeszcze produktywnie, bo udało mi się wstawić rozdział, co jest wydarzeniem na miarę odkrycia Ameryki, w moim przypadku :P
    U mnie jest śnieg. Mnóstwo śniegu. Czemu T________T ?! Przynajmniej temperatura mnie jeszcze tak straszliwie nie straszy jak zazwyczaj, ale i tak średnio na jeża mam ochotę wyjść z domu :P
    A widzisz! A wtedy będziesz w weekend musiała iść na koncert i wyjść do ludzi XD seee? :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. A moim wydarzeniem na miarę odkrycia Ameryki będzie skomentowanie go, bo przeczytałam, ale żeby napisać coś produktywnego.. :P Nie umiem tego ubrać w słowa! Ale, postaram się!
      U mnie dzisiaj też spadł śnieg! Budzę się, a łóżko mam naprzeciw okna, i obracam się na drugi bok, a tu śnieg na oknie! Normalnie poderwałam się tak szybko, ale zrozumiałam, że to był błąd, bo zimno! T___T a ja mam dzisiaj plac! no umrzę!
      Oj tam tam! To jest wyjątek! Przeuroczy wyjątek z wszystkich wyjątków! Dla Kubusia wszystko!

      Delete
    2. Hahahhaah :D Mam nadzieję, że w natłoku zajęć jakoś się uda, bo Nieko kocha komnetarze, a Twoje są zawsze takie motywujące i produktywne, no mniam <3
      Zimno, za zimno - to jest zdradliwe, bo łóżko tak Cię kusi, że możesz spokojnie przespać wykład - za dobrze się znam O.o
      Hhahahaha <3 Okejka, okejka :D

      Delete
    3. Tu chodzi bardziej o brak zdolności do ujęcia myśli słowami :D bo przeczytałam, wiem co chcę powiedzieć, a jak zabieram się za pisanie - pustka :D

      albo spóźnić się w poniedziałek na pierwszą lekcję, albo przespać dzwoniący telefon z uporem maniaka... co to łóżko robi z człowiekiem! :D

      Delete
  6. Mam tak samo, jeśli chodzi o weekend... Z tym, że od czasu do czasu to jednak gdzieś wychodzę, albo ze znajomymi, albo z rodziną, albo do pracy. :P I osobiście uważam, że wstawanie w weekendy przed ósmą powinno być karalne.
    Ach, Kubuś, Kubuś. ♥
    Wszystkiego najlepszego z okazji półrocza istnienia bloga. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja od czasu do czasu też, ale staram się to minimalizować do jakiegoś minimum czasu dla siebie :P I to jak karalne! No bo u licha, kto normalny zaczyna odkurzanie, albo suszenie włosów w pokoju obok o 8 RANO?! no poooo prostu!
      Mój mężulek przyszły, mówię Ci! ♥
      a dziękuję ;)

      Delete
    2. A kto wymyśla pracę od siódmej rano w soboty i niedziele?! Dobrze, że na chwilę obecną nie mam czegoś takiego w grafiku. :P
      Że niby Twój? Ha, ha, wolne żarty!

      Delete
    3. Chorzy ludzie jacyś! :P

      A żadne wolne żarty, tylko prawda!

      Delete
    4. Pff, chyba nie doceniasz konkurencji, patrz: mnie!
      Nie, ja się w Kubusiu nie koffam. Chociaż z koncertu na koncert coraz bardziej mi się podoba. :P Ale jak zobaczyłam ich pierwszy raz w jakimś teledysku, to pomyślałam "Wyglądają jak dzieciaki jakieś!"

      Delete
    5. ależ doceniam! :D

      ale właśnie oni są fajni przez to, że wyglądają jak dzieciaki XD są... wolni, w sensie... nie spinają się, tworzą, bo chcą, bo sprawia im to przyjemność, bo czerpią z tego, że my ich wspieramy, że odwiedzamy każdy koncert :D

      Delete
    6. Przez to właśnie są prawdziwi. Nie cudaczą, nie kombinują, robią swoje.
      I pomyśleć, że zaczęłam ich słuchać po tym, jak kiedyś poszłam na ich koncert tylko dlatego, że przyjaciółka mnie zaciągnęła, no i był darmowy. :P

      Delete
    7. Ja w sumie poszłam na ich koncert też przypadkowo - bilety były chyba po 25 zeta, i Mama moja kupiła, i pojechałam ja, ona, jej koleżanka i córka tej koleżanki. I normalnie tak się wybawiłam! Jadąc tam znalałam góra dwie piosenki, a pół roku później, na następnym koncercie - wszystkie płyty na pamięć :D

      Delete
    8. Na koncertach dają czadu. ;)
      W sumie ja myślałam sobie wtedy, że znam ze dwie ich piosenki, a potem okazało się, że dużo więcej. ^^
      Wkurzali mnie ludzie, którzy stali wtedy w tłumie i narzekali, że im się nie podoba. To po co przyszli? No i jak mogło im się nie podobać?!
      Sama nadal nie znam wszystkich płyt na pamięć, poza Ciepło/Zimno. :P

      Delete
    9. Właśnie, a co o niej myślisz? :D Bo mi na początku nie podeszła, znaczy, przesłuchalam raz i tak sobie myślę, że bez szału, a teraz jak się wkręciłam... :D

      Delete
    10. Sama nie wiem, co o niej myślę tak do końca. Jest inna od pozostałych płyt, ale wciąż słychać, że to ten sam dobry happysad. Cieszę się, że próbują nowych rzeczy, bo bardzo nie lubię, kiedy zespół przez kilka czy kilkanaście lat gra ciągle na to samo kopyto.
      Generalnie piosenki są w porządku, a na żywo brzmią jeszcze lepiej. Tylko nie układa mi się to w całość, jakoś tak niespójnie jest.

      Delete
    11. W miarę czasu to ci się ułoży ;) Też miałam taki mętlik, a teraz wszystko równo podśpiewuję :D

      Delete
    12. Podśpiewuję cały czas. ;)

      Delete
    13. Jak wejdą w główkę, tak wyjść nie mogą :D

      Delete
    14. Zdecydowanie, taka już ich wredna natura. :)

      Delete
    15. bardzo urodna ta wredota w ich wykonaniu ;D

      Delete
    16. Kto by pomyślał, że wredność może być zaletą. ^^

      Delete
    17. W ich przypadku wszystko jest zaletami :D

      Delete
    18. Ależ z nas oddane fanki. :P

      Delete
    19. Inne zespoły na pewno zazdroszczą takich fanek :D

      Delete
  7. A ja ostatnio wszystko odkładam na tą długą przerwę (tą przy Święcie Zmarłych). Kubuś , Kubuś... mój...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też, ale w sumie doskonale wiem, że będę się obijać jak tylko mogę, sooł :D
      Słodziak!

      Delete
    2. Ja też, ale można siebie pooszukiwać chociaż trochę :p
      Ja chcę go do domu...

      Delete
    3. Dlaczego wszyyscy się do mojego męża dowalają? :<

      Delete
  8. Skąd ja to znam. Tyle ambitnych planów było.. i pozostało jedno wielkie zero. Ale zawsze warto mieć nadzieje, że w następny weekend może coś ruszy ^^

    ReplyDelete
    Replies
    1. E tam :D Najlepszym planem jest brak planów, serio :D

      Delete
    2. Wtedy nie ma wyrzutów, że nic się nie zrobiło. Ale jest myśl, że cokolwiek się zrobiło (o ile się zrobiło XD )

      Delete
    3. Huehuehuehue ja się czasem ograniczam zaledwie do pościelenia łóżka, choć to i tak mi sprawia tyyyle wysiłku! :D to się nazywa leń poziom hard.

      Delete
    4. Bo wbrew pozorom pościelenie łóżka wymaga silnej woli. Mnie na to w środku tygodnia nie stać wcale :D W weekendy większe prawdopodobieństwo już.

      Delete
    5. Dlatego też dzisiaj, z racji że silnej woli brak, łóżko leży sobie roznegliżowane, a mi się to podoba bo chociaż przy pójściu spać się nie będę mocować XD

      Delete
  9. "łaskocz czule warkoczem ciepłych słów" - like it:)
    Weekend jest taki super! Nie trzeba się malować (o czym wspomniałaś) i mogę chodzić w swoim rozciągniętym dresie. Ostatnio odkryłam, że wczesne wstawanie jest (niemożliwe) dobrą opcją, jeżeli ma się ochotę na powolne zjedzenie śniadania, a na biurku czeka maaasa zadań do zrobienia:/

    ReplyDelete
    Replies
    1. e tam, ja choćbym miała multum do zrobienia, to przed ósmą z własnej woli nie wstanę :D nawet, jak się obudzę, to idę spać i wstaję o dziewiątej XD jedna godzina mnie nie zbawi, ewentualnie trzy :D

      Delete
  10. Odkąd jestem na studiach, moje weekendy przestały być całkowicie bezproduktywne (zawsze trzeba coś przeczytać, opracować,itd), ale w wakacje i ferie - hulaj dusza, piekła nie ma! Mam tak samo jak Ty :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. wiesz, u mnie też zawsze coś trzeba zrobić, ale ja sobie to wszystko zostawiam na niedzielne popołudnie, ale wtedy też to zostawiam gdzieś na boku i... jest jak jest :P ale co mi tam! kurde, też nam się czegoś od życia należy ;D

      Delete
    2. Jasne, że na słodkie lenistwo też trzeba uskutecznić, ale paradoksalnie, w zbyt dużej ilości zaczyna być męczące :P

      Delete
    3. Jak mi zacznie doskwierać zmęczenie odpoczywaniem to już będzie oznaczało, że źle ze mną xD

      Delete
    4. To się nazywa przemiana wewnętrzna :D

      Delete
  11. Przerażasz mnie, Luthien, naprawdę. Rozumiem weekend, nic nie robienie, ale jak Ty możesz funkcjonować w tygodniu, kiedy cały weekend spędzasz w łóżku? Mnie by to totalnie wybiło z jakiegokolwiek rytmu. Idź że chociaż na spacer! ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja swoim zachowaniem rozwalam system! :D A tak na poważnie, to może i jestem nie do życia, ale siły są ;D Spacer?! Jest :D Z pokoju do kuchni, z kuchni do pokoju, wystarczy XD

      Delete
    2. E tam, to całkiem przyjemne :D wiem po swoim przykładzie XD

      Delete
    3. Ale rozstraja na cały tydzień! xd

      Delete
    4. a raczej daje siły żeby się męczyć cały tydzień :D

      Delete
  12. o niee, przynajmniej jeden taki konkretnie bezproduktywny weekend całkowicie odciąłby mnie od rzeczywistości :d dlatego sobota jest dla mnie dniem sprzątania. o czym ja w ogóle mówię, skoro do niedawna jeszcze co drugi weekend spędzałam w szkole.

    ReplyDelete
    Replies
    1. w szkole? :P aj tam, ja się właśnie odcinam i tak się milo robi, że jednak można jakoś odpocząć ;D

      Delete
  13. Jak chcesz śniegu, to przyjeżdżaj do mnie :D
    I też nic w ten weekend nie zrobiłam.. tym bardziej, że wczoraj byłam w szkole :<

    ReplyDelete
    Replies
    1. Już mam śnieg! :D
      Oj, odrabiałaś przypadkiem piątek po Wszystkich świętych? :D

      Delete
    2. I co najlepsze - cały czas sypie :O
      Niestety, tak.

      Delete
    3. No nie mial kiedy sypać tylko w poniedziałek ;O

      Delete
    4. I już po śniegu. U mnie przynajmniej ;)

      Delete
  14. Ach, cudowne weekendy... Śpię wtedy po kilkanaście godzin dziennie, a jak wstaję to po to, żeby uruchomić laptopa i jeszcze przedłużyć sobie lenistwo... Szkoda, że czas wtedy błyskawicznie mija. Planów żadnych nie mam, bo i po co? Ile lat można się łudzić, że pewnej soboty WRESZCIE weźmie się do roboty? :D

    Jazdy w weekendy miewałam, ale zwykle koło 10-11, ewentualnie wieczorem, więc aż tak mi to nie przeszkadzało. Kolejna Twoja notka będzie pełna radości ze zdanego egzaminu, jestem tego pewna! :P

    Mam ŚNIEG! Normalnie bialutko za oknem :D.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No dokładnie! Ja wiem, że nawet jak coś sobie postanowię, to cholera nigdy tego nie wykonam! No bo dwa dni wolne w tygodniu i jeszcze mam coś w ciągu nich robić? :D

      Taak, teraz mnie tak nerwy zżerają, że sobie nie wyobrażam siebie za kierownicą za kilak godzin :>


      Właśnie, JA TEŻ MAM! nie mógł jutro spaść?!

      Delete
    2. Ciekawe, jak nam się uda teraz, gdy wolnego jest troszkę więcej... Swoje chyba po prostu prześpię ;).

      I jak było?

      No co Ty, faaajnie się jeździ po śniegu... a przynajmniej mając kogoś mądrzejszego obok xD.

      Delete
    3. Jak? Testy zdałam, z placu wyjechałam... i na mieście w wielkim stylu spartoliłam :D

      Delete
    4. Po emotikonce wnioskuję, że pomimo to humor jakiś tragiczny nie jest. I słusznie, następnym razem się uda :D.

      Pochwalisz się, cóż takiego narobiłaś, czy wolisz to zachować dla siebie? ;)

      Delete
    5. Tragiczny? :D Jest wręcz niesamowicie dobry :D Wyszłam z samochodu i idę w kierunku taty, siedzącego w poczekalni. I taka uradowana wchodzę, i on się pyta "zdałaś?!" a ja z takim rozbrajającym uśmiechem "Nie!" :D Wiesz, w sumie za pierwszym razem zdają farciarze, a tak to chociaż się zorientowałam, jak to wszystko wygląda :D

      Nie ma czego chować, wedle myśli egzaminatora wyrosły przede mną światła, a dokładnie czerwone. On uważał, że nie zauważyłam, a ja chciałam podjechać bliżej lini... Świat się nie kończy, następnym razem pójdzie mi lepiej :D

      Delete
    6. Hah :D. No faktycznie, tu w równej mierze chodzi o umiejętności, jak i zwykłe szczęście. Ja jakimś cudem miałam i to, i to... :P

      Głupio, że na takim czymś, ale ważne, że już wiesz, o co w tym wszystkim chodzi ^^.

      Delete
    7. Wydaje mi się, że o zwykłe szczęście, bo kończąc kurs z kilkoma osobami mamy takie same umiejętności, a jednemu się powiedzie za pierwszym, a drugiemu za trzecim :P Mimo to uważam, że miałam fajnego egzaminatora, który pomimo pewnych sytuacji zaraz po wejściu do samochodu nie pożegnał się ze mną, tylko pozwolił mi kontynuować xD

      Delete
    8. No właśnie, sporo zależy też od egzaminatora... W moim WORDzie wszyscy drżeli, żeby tylko nie trafić do L-ki numer 1... Mało kto przy nim zdał. O ile ktokolwiek.

      Delete
  15. Ja zawsze na weekend mam sporo planów, a kończy się podobnie, jak u Ciebie - leżenie, jedzenie, nicnierobienie. Z jednej strony denerwuje mnie taka bezproduktywność, ale z drugiej weekend jest po to, by odpoczywać po męczącym tygodniu, więc moje lenistwo jest chyba usprawiedliwione ;)

    Ja również ostatnio miałam jazdy w deszczu, powiem szczerze, że warunki niezbyt fajne do poruszania się samochodem. No ale cóż, jak mus, to mus.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ależ oczywiście, że jest :) kiedyś trzeba odpocząć :D

      Cofam to co powiedziałam! W śniegu jeździ się jeszcze gorzej ;D Miło, jeszcze nie mam prawka a już w każdej pogodzie niemal jeździłam :D

      Delete
    2. W śniegu jeszcze nie miałam okazji jeździć, ale jakoś mi się nie spieszy :P Byle na egzaminie pogoda dopisała, nie było korków, a egzaminator był w dobrym humorze - tego życzę zarówno Tobie, jak i mi :)

      Delete
    3. korków nie było, egzaminator był fajny i... czekam na drugi termin ;) to był nieodpowiedni dzień do zdawania :D

      Delete
  16. bosz, ja to bym chciała jeden weekend przeżyć w taki sposób :D to nie, bo zawsze mnie ktoś gdzieś wyciągnie :P
    a na happysad chciałam iść, ale się okazało, że akurat wtedy wyjeżdżam... więc nie tym razem, niestety.

    ReplyDelete
    Replies
    1. chcesz, zapraszam do mnie, polenimy się razem :D

      może będzie jeszcze okazja :D ja idę w przyszłą sobotę i już się doczekać nie mogę xD

      Delete
    2. no, ale jak pojadę do Ciebie to też nie poleżę we własnym łóżku ;p
      a czy oni w sobotę nie grają w Krk czasem? :D

      Delete
    3. tak, w Krk :D

      to weź ze sobą łóżko, miejsce się znajdzie ;d

      Delete
  17. Nie musieć malować twarzy i mieć założoną opaskę <3 Za to uwielbiam sobotę! I Listę Przebojów Muzyki Filmowej w RMF Classic. Za o też ją lubię <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. same dobre powody! :D jeszcze jak jest zima i śnieg i ciepło to tak fajnie się w pościeli zakopać <3

      Delete
    2. Yyyy, zima i śnieg są zawsze złe! :[[

      Delete
  18. ale Ci dobrze, że nie musisz nic w weekend robić. ja w każdą sobotę muszę posprzątać u Omy w domu i ewentualnie jeszcze swój pokój, albo i cały dom. ale szczerze? odpowiada mi to. bo jakbym miały cały dzień w domu przesiedzieć to bym zwariowała!!

    pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  19. Po pierwsza: masz przecudny nagłówek *.* mój ukochany!
    Weekendy są fajne. I dobrze w nie odpocząć :> w końcu kiedy, jak nie wtedy?

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja tam baluję cały tydzień... ale chociaż w weekend nie mam żadnych wyrzutów sumienia :D

      Słoooddziaszczy <3

      Delete
  20. Mam to samo... Zawsze wielkie plany, czego ja to nie zrobię, normalnie jakiś drugi świat stworzę, a potem łapu capu poniedziałek! I od nowa.
    Tak! Leżenie, szamanie, snucie się po domu w piżamie, bez makijażu, jest piękne :D Wtedy jestem naprawdę sobą xD

    ReplyDelete
    Replies
    1. o to to! :D Kocham to takie niccccnierobeinie! jak można zregenerować siły! :D

      Delete
    2. No, to teraz mamy 4 dni nic nierobienia ;D

      Delete
  21. oooo, Kubuś :))
    Żółwik, też jestem takim okropnym leniem, że mama to już siły do mnie nie ma :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przesłodziaszczy <3 I to słowo też jest słodziaszcze :D

      Delete
    2. wszystko co z happysadem związane jest słodziaszcze :D

      Delete
    3. Już nie wspominając o samym happysadzie :D

      Delete
    4. Jak tam się zapowiada kolejny weekend?

      Delete
  22. Jakoś ja nie lubię nic nie robić. Wolę poczytać książkę niż siedzieć przed telewizją, w której nawet ostatnio nic nie znajduję.
    Taa, śnieg byś wolała. Dziś u mnie była taka śnieżyca, ze ja przepraszam. A mamy dopiero koniec października. Nie grudzień, nie styczeń i nie luty!
    A co do różnych takich blogowych dat, to nigdy nie mam pamięci ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też nie znajduję, więc albo się lampię w ekran komputera, albo w sufit, jak się w łóżku wyleguję :D

      Huehuehuehuhue ja miałam śnieżycę u mnie jak jechałam na egzamin. Wsiadam jeszcze na placu, co by poćwiczyć i mówię do instruktora "boże, daj spokój! no patrz jakie mam dziś nieszczęście! limit wykorzystany! No taka pogoda?!" XD a jak zajechałam, przestało padać :D

      ja też nie mam, ale w archiwum spojrzałam xD

      Delete
    2. To się nazywa mieć szczęście! :D
      No to chyba, że tak ;)

      Delete
    3. Jakoś się to szczęście nie przedłożyło na jego wynik :D

      Delete
  23. Kochana moja ja się martwię o moją przyszłość na uczelni. Studentka ze mnie nijaka, nic nie robię kompletnie. Czasu zero, weekendy z chłopakiem co się równa 'nicnierobienie' ( no może coś tam jednak robimy ale nie to co trzeba ;p ) I w rezultacie lekturki leżą, notateczki nieprzejrzane a w głowie pustka. I jeszcze mnie chandra dopada przez pogodę, jakby tego wszystkiego było mało.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ej dobrze będzie! I u mnie i u Ciebie! Nie ma bata! :D

      Delete
    2. MUSI. bo nie chcę ponieść porażki. Szkoda tylko, że znów lenistwo i brak motywacji, eh ;|

      Delete
    3. Zawsze tak jest :D ale wierzę, że sytuacja niedługo się odwróci z korzyścią dla nas :D

      Delete
    4. Kiedyś potrafiłam się zmobilizować, kiedy chodziło o coś ważnego. Co się ze mną stało? Im starsza tym głupsza jestem. I zamiast nauki mi facet w głowie siedzi ;p

      Delete
  24. No powiem Ci, że dla mnie sobota i niedziela, to takie same dni jak reszta tygodnia :P. Owszem, w niedzielę się nie pracuje, więc trzeba sobie dogadzać. Jednak ja i tak wstaję o 8:00 i nie jestem w stanie kokosić się w łóżku dłużej niż 20 minut :D.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ło matko, siłą by mnie przed ósmą z łóżka nie wyciągnęli w sobotę :D bo w niedzielę, fakt faktem, wstaję po ósmej, bo do kościoła rano, ale tak... ja potrafiłam w niedzielę tą wstać, pochodzić po domu, zrobić herbatę, wziąć książkę, radio włączylam i godzinę się tak trabaniłam :D

      Delete
    2. Nie lubię takiego barłożenia się...:D

      Delete
    3. E tam, to milutkie całkiem jest :D

      Delete
  25. Jak ja uwielbiam leniuchować.. Leżeć na łóżku owinięta ciepłym kocem, z kubkiem ciepłego kakao w ręce. Żyć nie umierać! Ale czasami przeraża mnie to moje lenistwo, czasami chcę się za siebie wziąć.. Zrobić coś do szkoły, ale jednak rezygnuję, bo przecież jest weekend.

    A co do prawka to ja chciałam się zapisać w styczniu, ale nie wiem czy dałabym radę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Weekend, a teraz czterodniowy, to świętość!

      :D ee tam, dasz spokojnie :D

      Delete
    2. I tak szybko minie, tak tylko na pocieszenie przypominam o tym :D

      Oj każdy to powtarza, a ja i tak się stresuję mimo tego, że nawet się jeszcze nie zapisałam xD

      Delete
    3. hahahaha dzięki :D

      e tam, nie ma się co stresować :P egzamin nie jest taki zły, a jak będziesz miała fajnego instruktora to też Ci minie bezstresowo :D

      Delete
    4. Spoko :D

      No zobaczymy w styczniu jak to będzie :D

      Delete
  26. też jestem totalnym leniem ;D

    ReplyDelete
  27. Korzystajmy z weekendu póki możemy! <3
    Pozdrawiam :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Żeby tak czas stanął w miejscu <3

      Delete
  28. Dla mnie takie czasy niestety już minęły :P Teraz zrywam się w weekend najszybciej jak umiem z łóżka, żeby wyrobić się w porę z całym sprzątaniem itp. ;p Ale raz na miesiąc taki weekend sobie funduję :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja korzystam póki mogę, bo przecież prędzej czy później mi się odmieni :P

      Delete
    2. A raczej spadnie na Ciebie od groma obowiązków ;)

      Delete
    3. ano ;) ostatni rok mi się taki prawdziwy został, więc trzeba korzystać ;)

      Delete
  29. Kiedyś też bardzo lubiłam czytać opowiadania w tym temacie, ale chyba wyrosłam ;) Znaczy chyba bardziej chodzi o to, że nic ciekawego nie umiem już znaleźć.
    Widzę fanka happysadu? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. ależ oczywiście ;) najwierniejsza :D

      Delete
    2. ja szczerze mówiąc, lubię ich muzykę, ale fanką się nie nazywam.

      Delete
  30. No właśnie, bo jak ja trafiam ciągle na opowiadania, które zdje się, że pisze jakaś 10-cio latka, to mi się wszystkiego odechciewa! Kiedyś czytałam takie fajne, ale teraz niestety już sama nie wiem gdzie je znaleźć :/

    ReplyDelete
  31. I za to właśnie kocham weekendy! Mogę się wyspać, spokojnie zjeść śniadanie oglądając telewizję. Nie muszę się przejmować szkołą. Czas w takich chwilach mógłby stanąć w miejscu. :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. O to to! A niestety mknie przed siebie jak szalony :C

      Delete
    2. A my niestety nic nie możemy na to poradzić... Ale jak mknie to znaczy też, że coś się zmienia. Może na coś bardziej fajnego. :)

      Delete
  32. siedzę i zastanawiam się, jak to jest, ze masz tutaj 136 komentarzy, a ja 3

    ReplyDelete
  33. Mnie czeka tym razem ,,olimpijski" weekend.

    ReplyDelete
  34. Choć jestem okropnym leniem, to jednak nie pokazuję tego po sobie. Jakoś udaje mi się dobrze zorganizować czas i zrobić to, co powinnam. Chociaż moja lenistwo najbardziej odbija się na blogu, na którego potrafię nie wchodzić przez miesiąc.
    Za to jeśli wracam do domu na weekend, to potrafię spać 12 godzin :)

    A ja na Happysad miałam iść i nie poszłam.

    ReplyDelete