6.12.15

świat jakby powoli wymykał mi się z rąk

Cóż to był za intensywny tydzień! Począwszy od koncertu happysadu, gdzie to jak zwykle, niemal tradycyjnie doczłapałam się na sam przód, o dziwo nie zostałam rozdeptana, a jedynie wdałam się w niebezpieczne przytulaski z barierką (jakaż twarda ta cholera!), miałam Jakuba na wyciągnięcie ręki (prawie), wysłuchałam chyba pierwszy raz na żywo 30 raz Nostress i jak zwykle wyszłam wniebowzięta ;)
Tego samego dnia, a w zasadzie wieczoru tylko kilka godzin później przyjechała do mnie K., która musiała się ze mną przez ten tydzień użerać. Przyznaję, miałam swoje humorki, tym bardziej cenię ją za to, że wytrzymała. Spędziłyśmy miło czas, ja zrobiłam sobie przy okazji wolne od uczelni i od bloga (uff, jednak da się)  i kiedy zrobiło się jeszcze fajniej nadszedł czas rozłąki. Ilekroć się żegnamy – choć wiemy, że spotkamy się następnym razem – to jakaś łezka w oku mi się zakręci. Taki moment odjeżdżania pociągu, no przyznajcie, to wzruszające!

Poza tym, chyba powinnam dostać medal za podejmowanie decyzji pod wpływem chwili. Doprawdy, to już jest nudne. Znaczy się, w niektórych przypadkach to jest w sumie ok., bo niby nie tracę czasu na zbędne zastanawianie się czy decyzja, którą podjęłam, aby na pewno jest prawidłowa i zgodna z tym, co tam sobie myślę pod kopułą. Jednak wszystko (chyba) powinno mieć swoje granice. Ja ich jeszcze nie odkryłam. Gdy normalnej osobie się coś psuje, przez tydzień rozpacza, przez kilka miesięcy szuka następcy aż w końcu kupuje. Ja, zupełne przeciwieństwo, ze stratą pogodziłam się szybko, zamiast pisać pracę szukałam nowych modeli… by po minięciu nie całych dwóch tygodni od momentu zepsucia się poprzednika nowe cacko mieć w rękach. Czy to już zakupoholizm? Bo jak co to ja wolę książki, nie żeby coś. I piwo. Bo dostałam od siostry, wyobraźcie sobie, na Mikołaja, książkę i piwo. PIWO. No moja opinia, jak widać, zszargana jest do granic możliwości!

A tak szczerze, to jakoś ostatnimi czasy jest mi smutno z niewiadomo jakiego powodu. Wstaję rano, robię to co robiłam dotychczas, ale jest jakoś inaczej. Nudno. Cicho. Spokojnie. Grono osób, do których przysłowiowo mogę otworzyć gębę powoli maleje, każdy zaczyna swoje życie, każdy ma swoje sprawy, rzeczy na głowie o wiele ważniejsze od bzdur, o których czasem chciałabym porozmawiać. Powoli czuję, że ciążę niektórym samym jestestwem –pragnieniem chwili rozmowy i tym podobnych. Nie chcę nikomu niepotrzebnie zabierać  czasu. Obawiam się, że ktoś nie jest mi w stanie powiedzieć „a dajże mi święty spokój”, więc mimo wszystko jest, ale jakby go nie było. Nie lubię takich kłopotliwych sytuacji. Najlepiej jest udawać, że nie wie się o co chodzi, ale to też wymaga wiele. Poza tym uczelnia – termin oddania pierwszego rozdziału zbliża się wielkimi krokami a ja doprawdy nie mogę się zabrać za pisanie. Pomijając ten zabiegany tydzień, mialam w planach zmianę tematu, popukałam się jednak w czoło wiedząc, że prawdopodobnie tylko pogorszę swoją sytuację. W tym momencie nawet brzmienie tematu mnie odsuwa od sakramentalnego otwarcia Worda i zapisania pierwszego zdania. Pani promotor powiedziała swojego czasu, że najlepiej zacząć od cytatu, szkoda jednak, że nie powiedziała od jakiego, byłoby o wiele, wiele, łatwiej. Bo ja mam mnóstwo cytatów, ale czy są odpowiednie do pracy licencjackiej? No właśnie.

Jest mi więc strasznie nijako. W głębi duszy marze tylko o tym, by przeżyć jakoś w miarę sprawnie te dwa tygodnie, które dzielą nas od świąt. Później, od osiemnastego grudnia niemal do dziesiątego stycznia będę w domu, poukładam sobie wszystko powoli… albo przynajmniej mam taką nadzieję, że uda mi się to zrobić.  Świat powoli wymyka mi się z rąk, a ja nie wiem jak go znowu złapać i czerpać z niego radość.


wierz mi albo nie, sam się dziwię ile można znieść...



43 comments:

  1. Pewnie, że wszystko się uda Skarbie. Tylko powolutku, na spokojnie :* A może jeszcze przed świętami się przejaśni? Głowa do góry, no :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. przed świętami to się trzeba porządnie zmobilizoać i dać z siebie wszystko... jakoś to może będzie :)

      Delete
    2. Musi być dobrze, no :)

      Delete
  2. Im dalej w grudzień tym będzie jaśniej, ja wierzę,że to magiczny miesiąc rozpędzający wszystkie smutki!
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Obyoby! Żeby też jakoś mobilizował do pracy!

      Delete
  3. A ja jakoś...lubię decyzje podejmowane pod wpływem chwili. Czy nie z nich właśnie najczęściej rodzą się najlepsze wspomnienia?:)
    Ej, piwo to zawsze dobry prezent, nie marnuje się:D Tak samo jak książka:D
    Jesienno- zimowa deprecha? A może...to przedsmak zmian? On zawsze przywołuje jakąś niechęć i zmęczenie, przynajmniej ja mam takie wrażenie. I uda się poukładać, musi:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chyba tak, no ale nie wiem czy to aż tak dobrze :)
      No ba, nie narzekam :D Tylko mnie to rozśmieszyło :D
      Przydałyby się chyba jakieś zmiany... czekam na nowy rok jak na zbawienie:)

      Delete
    2. A to dlaczego?
      Bardziej adekwatny były świąteczny grzaniec, co?:D
      Symoliczna zmiana, wiadomo. Może pociągać za sobą kolejne:)

      Delete
    3. Nie wiem, tak sobie gdybam tylko:)
      A właśnie nie, próbowałam i jakoś mi nie podszdł XD
      Otóż to:) Jedną z nich było... skrócenie, znów, włosów. Tak moje zapuszczanie się konczy:)

      Delete
    4. A, myślałam że jest jakiś powód konkretny:)
      Nie lubisz grzańca? O matko jedyna! :D Jestem w szoku:D
      Spoko, też się wybieram na cięcie tak powoli :D

      Delete
  4. Ty się ciesz, że masz chociaż temat pracy i mniej więcej wiadomo o czym masz pisać. :P JA mam jutro wybrać promotora, spośród całego grona osobników, których totalnie nie znam! No i jestem przerażona, bo po drugie - nie mam pojęcia o czym chciałabym teraz pisać. :((((
    Tylko mnie stresują te studia, nic więcej. :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trzymam kciuki za to, że podejmiesz mądrą decyzję :* sama wiem, jaki to misz masz był, jak wybieraliśmy.... oj, mnie też, uwierz ;P myślałam, że po ukończeniu szkoły to już z górki.. jakaz byłam głupia xD

      Delete
    2. Wybrałam, tylko mamy problem, bo w jednej sekundzie zapisało się do niego 21 osób, a jest tylko 15 miejsc. :P I teraz pani dziekan nie ma pojęcia co zrobić. XD
      Ale fajny nagłówek masz!!! <3

      Delete
    3. pierwszeństwo zapisów? jeśli oczywiście wpisana jesteś gdzieś na początku listy :D
      dziękóweczka :3

      Delete
    4. Nie wiem gdzie jestem zapisana, bo zapisywał system, a lista jest ułożona alfabetycznie (co mi jest na rękę, bo gdyby tak była prowadzona selekcja, to się zmieszczę xD).

      Delete
    5. No i zmieniła się cuś sytuacja? :)

      Delete
  5. Piwo to w sumie taki miły podarek :D chociaż ja takowego nigdy nie dostałam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lepsze to niż czekolada, której osobiście nie lubię więc piwo okazało się lepszym wyjściem :)

      Delete
  6. I tak masz trochę lepiej - ja nie mam do nikogo otworzyć gęby :)

    ReplyDelete
  7. Też czasem tak mam, że nie wiem czemu ale jest mi jakoś dziwnie, nudno i ponuro. Nawet jeśli otacza mnie spore grono znajomych. Bo i tłumie możemy się czuć samotnie ;) Ale to już chyba inna bajka..
    Ja na koncercie Happysadu jeszcze nie byłam i szczerze to się sobie dziwię, bo znam teksty Ich piosenek na pamięć, a i okazje na koncerty też były. Jak się bawiłaś? Każdy kolejny raz na Ich koncercie jest nudniejszy, czy nadal równie wspaniały?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zupełnie inna, jeszcze smutniejsza bajka..
      Jaki nudniejszy :) Za każdym razem czerpię z nich taką energię, że nie umiem tego ubrać w słowa. Widzieć ich na żywo, mieć na wyciągnięcie ręki, patrzyć w oczy i śpiewać to wszystko, co w tej aktualnej chwili wydaje się być... mocniejsze, wyraźniejsze i najbardziej szczere... latałam przez dwa dni nabuzowana emocjami. Dlatego uwielbiam chodzić na kolejne koncerty :)

      Delete
    2. Wiesz co.. zachęciałaś mnie bardzo! Bo widzisz.. Nie wiem czy kojarzysz Domowe Melodie, ale odkąd byłam na Ich koncercie, to słuchając Ich piosenek wydają mi się takie.. płaskie. Bo na koncercie brzmiały tak genialnie! I właśnie na Ich kolejny koncert poszłabym na pewno :) Więc pewnie tak samo jest z Tobą i Happysadem :D

      Delete
    3. Kojarzę :-) Wiesz co, odnoszę po każdym koncercie takie samo wrażenie - wprost nie mogę słuchac tych płyt. Dlatego, przyznam się, jestem na koncercie tym człowieczkiem, który macha telefonem i sobie nagrywa, bo jednak wersja piosenki studyjna czy koncertowa... niebo a ziemia :) Musisz się wybrać na hs!

      Delete
  8. Mnie też jest nijako, niestety ;/ Ale na weekend przyjeżdża do mnie przyjaciółka, to może to jakoś przełamie ten marazm.
    Ja bym chyba wolała winko dostać od Mikołaja :D Ale piwo nie jest złe przecież :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja muszę przez weekend pisać pracę. Tak się urządziłam to mam :) Ale koleżanka była u mnie cały zeszły tydzień, teraz balowanie trzeba odrobić :)
      Ależ ja wcale nie narzekam :) Winko było dziś:)

      Delete
    2. Ojoj, to będę kciuki za Ciebie trzymać, żeby Ci wyszło to pisanie :D No, przez tydzień to musiało być niezłe balowanie :)
      I co, dobre? :)

      Delete
    3. Na swój własny sposób, tak :)
      Pyszniutkie. Różowe, och ach:)

      Delete
  9. Och, jak tu u Ciebie świątecznie! :D
    Też tak mam. Tylko dla mnie 2,5 tygodnia to już długo xD Także nie martw się, albo podejmowanie decyzji pod wpływem chwili jest normalne, albo jesteśmy dwie xD

    ReplyDelete
    Replies
    1. christmas is coming, my dear! :D
      pjona więc! <3

      Delete
  10. eee piwka to ja bym się napiła. Od razu jak weszłam do Ciebie na bloga, rzucił mi się w oczy nagłówek. Pachnie tu świętami :) uporasz się ze wszystkim, a wiesz dlaczego? bo łebska z Ciebie dziewuszka! :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. piwko zawsze dobre! (np. z soczkiem malinowym *.*) bo już myślami nimi żyję;) dziękuję za wiarę <3

      Delete
    2. o to to to z soczkiem malinowym najlepsze :D wiesz co dobre moja droga :* nie ma za co. po coś tu jestem hehe

      Delete
    3. i bardzo mnie Twoja obecność tutaj cieszy :)

      Delete
    4. oho! buźka mi się cieszy na te słowa ;-)

      Delete
  11. Jak świątecznie i miło tutaj :)
    Życzę Ci dużo siły i spokoju na poukładanie tego co ważne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cieszę się bardzo <3
      Nie dziękuję :)

      Delete
  12. 30 raz <3 tak bardzo kojarzy mi się z moim licealnym chłopakiem, z którym właśnie ze 30 razy się rozstawaliśmy :P
    a decyzje podejmowane pod wpływem chwili są najlepsze :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja się jakoś wyjątkowo w niej zakochałam na ostatnim koncercie, jakoś wyjątkowo fajnie zagrali :P
      chyba racja :D

      Delete
  13. Jaki zakupoholizm? Osobiście uważam, że jak coś się psuje, a jest niezbędne do funkcjonowania codziennego, to najlepsze jest działanie :D
    I pomimo, że ten post już trochę ma, to Ci nakopię do tyłka, że nic o Twoim stanie nie wiedziałam! Bo wiesz, Lu, Ty mi się nigdy nie znudzisz :)
    I ja już wiem, ja już wiem, że rozdział wysłany i zatwierdzony, hue hue hue :D

    ReplyDelete