14.9.15

Moje przeszkody i wyzwania [6/30]


To chyba najgorszy podpunkt wyzwania; podpunkt, nad którym ‘męczę’ się drugi dzień i nadal nie wiem, co chcę napisać.

Do tej pory doszłam do wniosku, że moją główną przeszkodą jestem ja sama, bo to ja na siebie wszystkie ograniczenia zsyłam. Staję się poniekąd swoją własną niewolnicą, bo gdy już mi się wydaje, że mam siłę i chęć do działania okazuje się, że jakaś siła ciągnie mnie na dół do jakichś niestworzonych przestworzy, które mnie zjadają, kęsek po kęsku, a z nimi spada moja motywacja.  Jestem zbytnim leniuszkiem, zbytnią aspołecznicą, która powinna zacząć wychodzić do ludzi ze swojej kryjówki, jednak na niekorzyść tego pomysłu działają fakty – za każdym razem gdy komuś zaufam, człowiekowi, ten człowiek mnie opuszcza w dość bezduszny sposób, więc tu pojawia się pytanie, czy warto swoją duszę ludziom okazywać, starać się, skoro i tak wyjdzie jak zawsze. Nie powinnam się też poddawać, chociaż to ostatnimi czasy dzieje się coraz rzadziej. Podsumowując, przeszkody, które mnie męczą i dręczą ja sama sobie wytwarzam. Zmagam się z nimi na własne życzenie, więc jeżeli do kogokolwiek mogę mieć pretensje – to tylko do samej siebie.

Wyzwania, które sobie stawiałam i stawiam nadal sprawiają, że jestem jaka jestem. Od momentu ukończenia zmieniłam się diametralnie, na korzyść oczywiście. Sama dla siebie stanowię wyzwanie – odkąd skończyłam lat szesnaście, a było to pięć lat temu, powoli otwierałam się na ludzi, nadal to robię. Otwieram się na to, co ludzie mi proponują, otwieram na to, co ja  mogę innym zaproponować. Przyjmuję inne dusze, w zamian liczę na to samo. Niekiedy spotykam na drodze kogoś, kto na to nie zasługuje, jednak ważne jest, by z każdej sytuacji umieć wyjść z twarzą. Moim wyzwaniem, a może moim trofeum, zdobyczą  jest to, że ‘dzięki’ gimnazjum uzyskałam jedną umiejętność – ignorowanie ludzi, którzy są w stosunku do mnie wrogo nastawieni. Wszelkie przytyki, przezwiska i bezsensowne sytuacje które kończyły się u wychowawcy (który oczywiście nie był w stanie nic wskórać) doprowadziły do sytuacji, że naprawdę nie obchodzi mnie, co kto o mnie mówi. Gdybym miała się tym zamartwiać przysięgam, że zawału serca dostawałabym raz w tygodniu. Z tego jestem chyba dumna najbardziej, choć jest jeszcze matura, którą zdałam, studia, które jakoś się wiodą – więc może te wyzwania, które przed sobą stawiam, nie idą na marne?


Choć moja ‘historia’ nie jest jakaś spektakularna wiem, że w ciągu tych pięciu lat osiągnęłam wiele. Przezwyciężyłam wiele przeszkód, wygrałam z wieloma wyzwaniami. Nie chodzi o to, by chwalić się niestworzonymi rzeczami, nie chodzi o to by usilnie pokazywać, że jest się od kogoś lepszym… bo po co mi to? Każdy ma swoje życie, i powinien prowadzić je w taki sposób, by samemu być z niego zadowolonym, a nie by  zadowalać nim kogoś innego. 

[Ciągle wiatr w oczy. Po dwóch tygodniach zastanawiania się czy powinnam obciąć włosy czy nie, po każdym kolejnym dniu, w którym budziłam się z coraz to większą szopą na głowie, w końcu dzisiaj zdecydowałam się pójść do swojego fryzjera, który mnie nie skrzywdzi. Ucieszona, że pozbędę się tego chłamu z głowy (planowałam sporej długości się pozbyć) zachodzę do salonu, otwieram drzwi, przestępuję próg, kiedy... współpracownica mówi mi, że mojego pana akurat dzisiaj nie ma. Obróciłam się na pięcie powtarzając: serio? serio? serio? Jadę jutro. ]

62 comments:

  1. też planuję iść do fryzjera, ale jakoś nie mogę się zmobilizować... od dzisiaj mam urlop i co? od piątki jestem chora... piękny urlop się zapowiada, serio ...

    ReplyDelete
    Replies
    1. moją mobilizacją jest to, że aktualnie wyglądam jak pół dupy zza krzaka, i jedyne, do czego moje włosy się nadają to do tego, by związać kitkę na czubku głowy XD
      ojć :(

      Delete
    2. kondycja moich włosów jest dokładnie taka sama... może jak wyzdrowieje to się wybiorę do mojej fryzjerki ;)
      ojć... właśnie.. a taka piękna pogodna nad morzem teraz..

      Delete
  2. Też w sumie tak od 15/16 roku życia zaczęłam otwierać się na ludzi. To chyba właśnie "ten" wiek :)
    Miałam podobną sytuacje z fryzjerem! Kiedy postanowiłam już w końcu, że chce obciąć włosy (a decyzja wcale do prostych nie należała, bo zapuszczałam je tak długo...) poszłam do mojej fryzjerki i okazało się, że dzisiaj nieczynne. Potem przyszłam tam jeszcze raz i dowiedziałam się, że zwinęła interes. Ze smutkiem już wielkim wyruszyłam do innego salonu, gdzie usłyszałam, że wszystkie terminy zajęte. Potem poszłam jeszcze raz i znowu to samo. Aż pewnej środy po ukąpaniu się stwierdziłam, że wykorzystam zdolności siostry i.. ciach. Straciłam jakieś 16 cm. Początek był masakryczny, bo zmiana ogromna. Ale teraz słyszę, że jest mi dużo ładniej, więc i Ty przezwycięż siebie! :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja raz poszłam do innej fryzjerki z podcięciem grzywki, bo ten nie miał miejsc. No, pożałowałam od razu po tym, jak babka nie zrozumiała różnicy między "tylko troszkę" a "wypie*dolę ci pół grzywki i będziesz łaziła z czołem jak idiotka" XD wow, 16 cm duża zmiana! ja mam do ramion a chcę na boba :) dzięki :*

      Delete
    2. To też szykuje się niezła zmiana :D Często słyszę o takich lekkich podcięciach grzywki. Jak to dobrze, że jej nie mam :P

      Delete
    3. Wracam na stare śmieci :P przez wakacje się zaniedbałam :D hahaha no nie powiem, byłoby łatwiej gdybym jej nie miała, ale bez wyglądam dziwnie :P

      Delete
    4. Ja w sumie chciałam jakąś zmianę na głowie bo nie cierpiałam mojego siana. Cieszyłam się, że chociaż było długie, a nie lubiłam go głównie przez to że moje włosy się kręcą co jeszcze powiększało szopę na mojej głowie. Teraz przy krótkich włosach często sięgam po prostownicę, więc trochę się Firanka odmieniła :P I chyba powoli skłaniam się ku farbowaniu..

      Delete
    5. Jak się raz zacznie farbować, to już się nie da przestać, potwierdzam :D ja też potrzebowałam zmiany. poza tym włosy zawsze odrastają więc... ha! też lubię prostować, tylko jestem leniuszkiem, któremu się nie chce tego robić.

      Delete
    6. Wiem właśnie i siostra mi cały czas to powtarza, więc może jeszcze trochę się powstrzymam od farbowania.. Nie wiem jak długo wytrzymam :P Jaki masz kolor na włoskach? :D

      Delete
    7. Swój własny mam jasny brąz, a od jakichś sześciu/siedmiu farbuję na czekoladowy brąz, ciemny brąz, a teraz ufam fryzjerce która mieszka kilka odcieni :D ale wiesz no, jak Cię kusi to spróbuj :)

      Delete
    8. Haha, żółwik jak stąd do Ciebie! Ja też mam jasny brąz i strasznie mnie czekoladowy kusi właśnie :D

      Delete
    9. Aaa to w takim razie to nie zatrzymuję Cię! od tego farbowania moje własne włosy ściemniały na tyle, że odrosty widać już coraz mniej :D

      Delete
    10. Serio tak się da? :D Mnie te odrosty tak bardzo odrażają jak je tak widać bardzo..

      Delete
    11. Nie mam zielonego pojęcia, ale tak jest, coraz słabiej widać te odrosty XD a te niekiedy mam, bo studiuje w innym mieście, niż mam fryzjera no i jest problem żeby się do niego umowić xD

      Delete
    12. A sama nie próbowałaś nigdy zafarbować je sobie? :)

      Delete
    13. Próbowałam, ale więcej farby lądowało na meblach/ciuchach niż na głowie, no i szybko mi się spłukiwały ;) a jednak pani fryzjer jakieś farby lepsze ma :)

      Delete
    14. No i fach w ręku :D Kurde.. ostatnio zbieram opinie od ludzi i mówią mi żebym nie farbowała włosów bo taki kolor mam super. Chyba póki co się jeszcze powstrzymam, jednak kusić mnie to będzie ciągle.

      Delete
  3. Czyżby to był znak, żeby nie iść do fryzjera? Oczywiście żartuję, od czasu do czasu się przyda... Sama muszę się wybrać, bo powoli zaczynam wyglądać jak jaskiniowiec.
    Najważniejsze jest nigdy się nie poddawać, wtedy przezwycięży się wszystko! Moim golem na razie jest matura, ty już go zaliczyłaś, więc możesz być z siebie dumna.
    Co do ludzi... warto ufać. Niektórzy mogą skrzywdzić, to fakt, ale jeśli nie zaufasz to nie znajdziesz tego jednego jedynego, który nigdy cię nie skrzywdzi. Ja takiego znalazłam i choć jeszcze nigdy nikt mnie nie skrzywdził, myślę, że nie można zamykać się na ludzi. Czasami boli, ale warto.
    Jak zwykle pięknie napisany, poruszający i nakłaniający do rozmyślania wpis.
    W wolnej chwili zapraszam do siebie, a tymczasem pozdrawiam i życzę mnóstwa weny, ale widzę, że jej ci nie brakuje, choć jak napisałaś, męczyłaś się z tym podpunktem dwa dni (nie widać)! :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja już od dwóch miesięcy idę! ale rok akademicki się zbliża, trza wygladać jak człek xD
      zawsze coś :) i Tobie się uda!
      po części masz rację, ale niekiedy blokadę, ktora mi się wytworzyła, trudno pokonać.
      dziękuję <3
      byłam, zaglądałam ale tematyka opowiadania jednak zupełnie nie moja :(

      Delete
  4. Jakbym czytała o sobie, słowo w słowo....
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Witaj moja mentalna bliźniaczko :-)!

      Delete
  5. Ja myślę, że człowiek jest tak skonstruowany, że mimo wszystko będzie ufał, tylko że pewnego dnia zobaczy po co to tak naprawde było i że było warto mieć parę wpadek po drodze.
    PS: Czy ja gdzieś wyczytałam, że Ty umiesz się opiekowac szablonami na Blogspot? :> Bo ja jestem tutaj totalnie zielona...

    ReplyDelete
    Replies
    1. To wiadomo :) Tylko już czasem się jest tym wszystkim zmęczonym.
      Jestem samouczkiem, więc coś tam ogarniam :> służę pomocą :>

      Delete
    2. Zmęczenie naturalna rzecz, ale sądzę że gdzieś tam czeka nagroda w postaci swego człeka :)
      A to ja bym jej potrzebowała, gdzie się zgłosić, bo chciałam wyjaśnić o co mi chodzi i pewnie jest to łatwe, ale nie dla mnie :P

      Delete
    3. Oby:)
      To pisuj na n.pierwiastek.nielad@gmail.com , postaram się pomóc :)

      Delete
    4. Joanna, u mnie wyczytałaś! :P

      Delete
  6. Wiesz co... Bo to tak chyba jest, że człowiek sam sobie stwarza najwięcej przeszkód. Mimo że czasem właściwie tych przeszkód nie ma albo nie są takimi prawdziwymi przeszkodami.
    A z tym fryzjerem... to był znak! Że nie powinnaś ścinać włosów :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszystkoo w głowie siedzi, że tak powiem po fachowemu.
      :<< ale wyglądam jak pół dupci zza krzaka!

      Delete
    2. Coś w tym jest...
      To jak chcesz... W sumie ja też ostatnio ścięłam z 15cm XD

      Delete
    3. ano :)
      ja piętnaśćie może nie, ale trochę tak XD

      Delete
  7. po pierwsze, super są te sowy :D
    po drugie - przybij piątkę, też już dawno zauważyłam, że największe przeszkody to sobie sama stwarzam. jest chyba nawet takie przysłowie, ze człowiek sam dla siebie potrafi być największym wrogiem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. dziękuję!
      szkoda, że nie można uznać tego jak jakiś talent XD a to raczej tylko na naszą niekorzyść działa.

      Delete
  8. Czyli masz tzw. słomiany zapał, można rzec? I jak to mówili? Jesteś dla siebie największą przeszkodą, ale i przecież największą szansą:) Tylko czasem trudno w tym się rozeznać i po prostu dobrze wybrać.
    I atakuj fryzjera, atakuj! Nic tak nie poprawia kobiecie humoru, jak nowa fryzura XD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trudno, bardzo trudno. Ale przynajmniej coś się dzieje.
      Aaa! obcięłam! przez trzy miesiące powtarzałam fryzjerowi, że zapuszczam, i jak mi spory kosmyk uciął to mu powiedziałam, "tak, to jest właśnie zapuszczanie włosów by Aleksandra" - mało biedaczyna nie padł, jak moja skromna osóbka działa na ludzi :P

      Delete
    2. Cóż...ja przynajmniej nie twierdzę, że zapuszczam, stale mam krótkie wlosy. Ot, praktyczne XD

      Delete
  9. Ja sobie stawiam wyzwania krótkoterminowe, bo na dłuższą metę... ech, lepiej nie mówić :p.

    ReplyDelete
    Replies
    1. no w sumie lepiej te krótkosiężne działają i wpływają na człowieka ;p

      Delete
  10. Dobrze powiedziane że szanse i przeszkody tkwią w nas samych i to od nas tak praktycznie zależy czy podejmiemy jakiekolwiek działanie czy wciąż będziemy się zastanawiać "co by było gdyby".

    ReplyDelete
  11. Niektórymi słowami uderzasz w samo sedno :)
    Absolutnie tak! Każdy powinien żyć dla samego siebie, a niestety coraz to więcej ludzi robi wiele rzeczy, by zadowolić gawiedź, albo nie wiem, pochwalić się swoim super życiem, informować o codziennych szczegółach, zaimponować, poczuć się lepiej.
    Uznanie innych jeszcze rozumiem, ale w granicach rozsądku.
    Podziwiam Cię za to, że udało Ci się nie przejmować. Gimnazjum to nie był dobry okres - ten tłum nastolatków, z których każdy walczy o swój skrawek przestrzeni, manifestując swoją osobowość, szukając uznania rówieśników.
    Malowanie paznokci i chodzenie do fryzjera to rzeczy, do których nie umiem się nigdy zabrać :D
    Pozdrawiam,

    http://lama-break.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. I jeszcze są z tego zadowoleni!
      Czasem łatwiej powiedzieć :)
      Gimnazjum to według mnie porażka :D hah, ja do paznookci się szybciej zbieram, jak widzę, że są w opłakanym stanie, a do fryzjera nigdy mi nie po drodze :D

      ściskam gorąco! :)

      Delete
  12. Nie przejmować się- cenna i przydatna umiejętność :D Warto mieć dystans do siebie i świata ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cenna, ale i trudno się ją zdobywa :) dokładnie :)

      Delete
    2. Tym bardziej szacun, że Ci się udało :D Ja w sumie uczę się tego każdego dnia. Bo to też trochę taki proces według mnie.

      Delete
  13. Nasze życie ma być piękne dla Nas samych, a nie innych...

    ReplyDelete
    Replies
    1. czasem tylko trudno to w życiu zastosować :)

      Delete
  14. Bo tak naprawdę to. ..Wszystko jest w naszych głowach. I wszelkie przeszkody to tylko wytwory naszych myśli - a je na całe szczęście możemy zmieniać :)
    I w ogóle. . I podziwiam co do "odwagi" w sprawie ścinania włosów - mnie moja opuściła wraz z końcem gimnazjum xD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale trudne toć to jest!
      Czy odwagę... Obcinam co półtora miesiąca od roku, a teraz jakoś się zaniedbałam, zarosłam, więc trzeba było wrócić do normalności :D krótkie są najwygodniejsze :D

      Delete
  15. Fryzjerzy są źli! Nie mam do nich zaufania ;p . Najważniejsze, żeby starać się zmienić i dążyć do tego.. wracając na chwilę do przeszkód...to prawda, my siebie blokujemy..strach jest w naszej głowie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja do innych też nie mam ;p dlatego chodzę tylko do jednego xd ano właśnie. i czasem największym trudem jest go zwalczyć.

      Delete
  16. powiem szczerze, że nie pierwszy raz spotykam się z refleksją, iż gimnazjum przystosowało kogoś do życia. mnie samą również. z tym, że ja mam (można to tak ująć) gdzieś co mówią o mnie inni, choć to także chyba można podciągnąć pod ignorancję :)

    uuu, a ile cm chcesz ściąć tych włosów? :>

    ReplyDelete
    Replies
    1. czy przystosowało? nie powiedziałabym. po prostu "dzięki" temu co tam się działo, łatwiej przychodzi mi ignorowanie ludzi ;)

      koło dziesięciu ściełam, miałam do ramion, teraz nieco poza brodę :)

      Delete
  17. SÓWKI! <3 Widzę, że tak za mną tęskniłaś, że aż sowy są na nagłówkowym XD
    O, i bardzo mądrze o tych przeszkodach piszesz, bo właśnie często jedyną barierę stawiamy sami przed sobą. Ale czytając znów o wyzwaniach to kurczę...wcale nie jesteś aż tak wielką przeszkodą dla siebie, skoro raz po raz otwierasz się na ludzi i świat :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. no dokładnie XDDd może nawet Cię zmotywowałam do napisania notki, tak jakoś wiesz, o, natchnęłam Cię nieświadomie XD

      kiedyś w końcu trzeba się otworzyć, c'nie? :D

      Delete
  18. Życiowe, bo wszyscy walczymy z nami samymi. Ja też, zwłaszcza ostatnio, kiedy nawet otwarcie oczu było przeszkodą... Sama widzisz, że możesz być z siebie dumna, małymi krokami najskuteczniej dojść do sukcesu, o czym dobrze wiesz :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. czasem tylko trudno się zmotywować do zrobienia tego kroku, ale wszystko jest dla ludzi :)

      Delete
    2. Jednak, gdy go zrobimy, już jest z górki - zacząć najtrudniej :)

      Delete
    3. Tak jak we wszystkim początki najtrudniejsze ;)

      Delete
    4. Poza moim pisaniem, początek dobry, potem zwykle tragedia xD

      Delete
    5. Aż tak źle to chyba nie xD

      Delete
  19. No i jak ładnie Ci poszło. :)
    Powiem Ci, że ja też uodporniłam się na wszelakie przezwiska i przytyki, chyba właśnie dzięki gimnazjum. Więc jeśli miałam odnaleźć jakiś jasny punkt z tego właśnie okresu to fakt, że mam totalnie gdzieś opinie innych na mój temat - wszelkie dogryzanie itp. spływają po mnie jak po kaczce.

    A co do fryzjera - podziwiam Cię, że ufasz jakiemukolwiek. xD Ja nie potrafię. :P

    ReplyDelete