2.10.14

październik pełną parą, czyli o studiowaniu, i o Gazecie mej kochanej


I tak sobie minęły pierwsze dni października. Zupełnie gdzieś obok mnie, chociaż przecież biorę w tym wszystkim udział. Pierwsze niby zajęcia były super, bo pan prowadzący myślał, że skoro Instytut Psychologii nie miał tego dnia zajęć, to wydział Filo Polskiej również, wobec czego po odsiedzeniu dwudziestu minut, po prostu zwinęliśmy się do domów. Ja do tego nowego, tego, co jest blisko. Ale oczywiście, żeby nie było, znałam połączenie z uczelnią tylko teoretycznie. Bo w praktyce nie jeździłam. Więc, żeby sobie drogę umilić i jednak z głodu nie paść, zahaczyłam o Galerię, a później dopiero wróciłam na mieszkanie. W którym to, dokładniej rzecz ujmując, mieszkam z jedną dziewczyną (nomen omen, właścicielką tegoż). Jest duże, całe białe i ogólnie świetne. Pokój już wygląda jak mój, po naklejeniu plakatu i multum innych dupereli. Koleżanka, którą dziś zaprosiłam, spojrzała na pięknego kwiatka stojącego w równie pięknej Ikeowskiej doniczce, i tak się na niego patrzy, patrzy i nic. Ja mówię, że co, nie widać, że sztuczny?? A ona zaś przetarła oczy ze zdziwienia i sobie pozwoliła pomacać. Otóż, drodzy państwo, ja nie nadaję się do pielęgnowania kwiatków. A taki sztuczny, to inwestycja na lata. Poza tym ładnie się prezentuje. 

Taka mnie naszła znowu refleksja, że - nie umniejszając mieszkaniu, w którym mieszkałam w zeszłym roku akademickim - tutaj jakoś bardziej swojsko się czuję, chociaż: a) wtedy mieszkałam z kuzynką, teraz z obcą osobą i b) owa obca osoba ma chłopaka, który chyba stanie się naszym trzecim lokatorem. Niemniej, oprócz tego, że nie pamiętam jego imienia (co muszę obczaić), jest w sumie spoko. Jakoś ten pokój, w porównaniu z tamtym pokojem jest bardziej mój. Mogłam pozwolić sobie na więcej elementów (chociażby regał, i tryliard pierdółek), a może to tylko moje nastawienie. Wracając do trzeciego prawie-współlokatora,  to dzisiaj sobie, we czwórkę (oni dwoje i ja z koleżanką) jedliśmy obiad w kuchni. I gadaliśmy. Więc to już chyba zacieśnianie więzi jest, nie? :) Boże, jaka ja się społeczna zrobiłam!

weheartit.com


Dzisiaj zaś byłam w Gazecie, wykorzystując długą międzyzajęciową przerwę. I panowie, jak zwykle, mnie nie zawiedli; zaszłam, wszyscy mnie przywitali, spytali co tam, jak tam, przyszedł szefo, walnął parafki gdzie trzeba, wypełnił nawet dzienniczek (zawołał Kolegę do współpracy, wszystko bardzo ładnie pisali, łezka mi się kręci w oku, naprawdę pięknie to pisali, nawet głupie wycinanie jakiś durnych kuponów czy pocztówek brzmiało tak mądrze (chyba sobie to skseruję na pamiątkę i zostawię) już do dwóch ostatnich dni nie mieli pomysłu, co wpisać, to przypomniałam o Kinie Kijów, że byłam w komisji i już dwa dni zajęte :P), później poprosiłam, żeby mi Kolega machnął krótką opinie, którą czytając kilka chwil później miałam się ochotę rozbeczeć, bo tak pięknie napisał (a jak pisał, to, tradycyjnym zwyczajem dał mi jakieś papiery, żebym sprawdziła, czy się zgadzają, i nie, to nie były moje papiery odnośnie praktyk, kilkukrotnie wspomniałam, że ja mam czas, mam chęci więc niech dzwonią - pomogę!) i jak już miałam wychodzić, to się kapnęłam, że ciołku, przyszedłeś w zasadzie odebrać umowę i co, poszłabyś ciołku do domu, bez niej?? W związku z czym dostałam pozwolenie na prześwietlenie biurka Szefo, w celu znalezienia jej. Ale jej nie było, więc usiadłam przy moim starym biurku, i przyszła pani od sponsora, która jak mnie zobaczyła to się spytała uradowana: czy to znaczy, że do nas wracasz?? Ja odpowiedziałam najgłośniej jak potrafiłam, że otóż chciałabym! No to przyszedł Szefo, wręczył mi tą umowę gdzieś znalezioną, Kolega sobie gdzieś poszedł, to podeszłam do Kolegi M., prosząc, coby mi otworzył drzwi, bo pan starszy portier nie był łaskaw mi dać gościnnej plakietki (a młodszy mi dał! i nawet do Szefo nie dzwonił, czy ja byłam umówiona!) i jak wstał, i podszedł, i mnie przytulił na pożegnanie i otworzył te drzwi, to znów miałam ochotę się rozbeczeć. Jak ja ich kocham!

I jakoś podskórnie czuję, że mimo tych cholernie miłych słów, które między sobą wymienialiśmy, to oni mnie tam nie chcą :( A, okazało się, że muszę znać strukturę zdobywania awansów w Gazecie, bo to mi się pani spyta na Uczelni, wobec czego w poniedziałek będę dzwoniła do Kolegi G., coby był łaskawy, jeśli mu to wyślę na mejla, mi napisać. Bo ja już chyba nie przeżyję tam kolejnej wizyty... Ech. Chciejcie mnie tam, panowie, nie pamiętacie tych muffinek dobrych??


84 comments:

  1. Widzę, że uczelnia kochana daje popalić, klasyka gatunku :D
    Przykro mi to mówić, ale nie lubię sztucznych kwiatów, kiczem mi zalatują :P
    No i... jaka Gazeta? Czy ja o czymś nie wiem?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szczerze, to już mnie nie zdziwiło, człowiek się przyzwyczaja :D Za to sekretariat *dusi* Ty podlegasz pod filozoficzny wydział, więc pewnie pana J. nie znasz z sekretariatu filo ;-;
      Zaraz znajdę jakieś zdjęcie i Ci na mejla wyślę, bo toć to ten kwiatek naprawdę nie wygląda źle, sztucznie, a po prostu postawiłam go na regaliku zeby pięknie było :P

      A bo byłaś nieobecna! Miałam Ci ja przez 3 tygodnie na przełomie lipca/sierpnia praktyki w najlepszej Gazecie, i miałam wspaniałych ludzi, było tak super i zajebiście, że jak kończyłam, to się popłakałam, jak kolega w międzyczasie szedł na Urlop, to też mi było smutno i dopełniałam teraz papierkowej roboty, i liczę, że się odezwą, bo z panią B., się dogadałam, że może byłaby szansa na umowę o zlecenie, bo mam dużo czasu więc bym tak sobie z nimi była, a i trochę kaski by wleciało :) Jak widać po tym co napisałam to kocham ich.

      Delete
    2. Ano kojarzę, kojarzę. Dziwne, że jak opowiadasz o tej uczelni, nic nie czuję. Sentymentu żadnego, tęsknoty, ba!, niekiedy wręcz ulgę, że aż do obrony jej progu nie przestąpię. Złe wspomnienia chyba przeważyły :P
      Wysyłaj, ciekawam czy zwrócę Ci honor :)

      To mi przypomina sytuację z Twojego opowiadania, jako żywo! Jakiś przystojny Tymon się tam nie kręcił koło Ciebie? :>

      Delete
    3. Mnie to zalewa krew, jak mam ganiać za papierami tam. W ogóle byłam po zaświadczenie, że studiuję bo tam do ubezpieczenia mi potrzebne, i widząc swój indeks (mam charakterystyczną okładkę) pytam się, czy można je odebrać, skoro gotowe? Pani odpowiedziała, że nie ma problemu, a jak powiedziałam Starościnie, że skoro mamy cały dzień zajęcia bez przerw, więc i legitki też by podbiła (pani się również zgodziła) to na mnie wyjechała, no żal :P
      Wysłane :)

      Hahahaha, był, mój Kolega, który jednak jest żonaty i ma dwójkę dzieci :P aczkolwiek miło mi się spędzało czas, wiesz, nie brali mnie jako głupiej studenciny, tylko jak normalnego pracownika i to mi się podobało :)

      Delete
    4. Zabierasz Starościnie robotę, to co się dziwisz? Wszak ona powinna myśleć za wszystkich i być taaaka ważna :P
      Zwracam honor, wyjątkowo udana podróba, też bym się dała nabrać :D

      Takie docenienie ze strony starszych i mądrzejszych zawsze cieszy, wiem coś na ten temat :)

      Delete
    5. Tsa.. Wydaje mi się, że połowa mojego roku ma przerost ambicji ;P okazuje się, że nie ma zajęć, więc wszyscy normalni się ubierają i lecą na busy/tramwaje do mieszkań, a te zołzy siedzą i czekają, a najlepiej to by szły po profesora i siłą go przyciągnęły :P raz przełożyłam zajęcia, za zgodą CAŁEJ grupy, bo w piątek przed świętami do 15 nikt siedzieć nie chciał. A taka jedna do mnie, ze jej się o zdanie nie pytałam :D pfff
      Więc widzisz, chociaż sobie ozdoba stoi :D

      Dokładnie :) I mimo, że przez pierwszy tydzień zalewałam ich milionem pytań, "dlaczego tak a nie inaczej" , "gdzie jest ten pokój, a gdzie tamten" i czy "mogę iść tu / tam" to nie mieli mnie dość. Także no, smutno trochę mi, bo jak tam zaszłam i znów wsiąkłam w tą atmosferę to jeju...

      Delete
    6. To chyba mutanty jakieś w przebraniu studentów albo zakamuflowani kosmici xD Takie odpały były dobre za czasów podstawówki, wyrazy współczucia!

      Tym bardziej trzymam kciuki,żeby jednak przyjęli Cię pod swe skrzydła :) Czym konkretnie się zajmowałaś?

      Delete
    7. Dzięki! Już mnie czasem szlag trafia, jak widzę, że możnaby iść do domu, bo kogoś nie ma to one nie! czekajmy!! bo przecież świat się zawali!

      Byłoby niezwykle miło :) kontakty z kontrahentami, pisanie oświadczeń, przygotowywanie materiałów promocyjnych, jakiś plakatów czy ulotek, trochę sprzątałam w składzikach (ale Szefo pomagał), wpisywałam głosy z konkursów, raz nawet siedziałam w komisji w rozdaniu nagród :) nie wiedziałam, że potrafię tak z ludźmi mieć kontakt.

      Delete
    8. Od początku tak było czy odwaliło im po czasie? Wspominając o studiach wcześniej, jakoś się nie skarżyłaś :P

      Atmosfera sprzyja, więc i kontakt łapiesz szybko. Sama marzę o podobnym miejscu pracy :)

      Delete
    9. Powoli narastało, i jakoś mi to nie przeszkadzało, ale kilka razy przegięły i zmieniłam opinię na ich temat :P

      Najlepsze było, że nawet jak już żywcem nie miałam co robić i wcinałam pączka, to do mnie podchodzili i mówili, że "jak mam czas", "jak mam chwilę" jednocześnie "zjedz na spokojnie" to aż mi się dziwnie robiło, że w sensie że widzą że nic nie robię :D

      Delete
    10. Tak czy owak długo byłaś cierpliwa :D

      No bez przesady... mnie w takiej sytuacji głupio byłoby dojeść tego nieszczęsnego pączka :P

      Delete
    11. Ano :D

      No przecież ja wtedy to jedzenie kończyłam, zamaszystym ruchem wrzucałam tego pączusia do torby stojącej pod biurkiem i robiłam to, co miałam :D

      Delete
    12. Nie chodzi w tym momencie o Ciebie, ale o nich: z uprzejmością też można przegiąć :P

      Delete
    13. Nie no, ogólnie mi to nie przeszkadzało, bo czułam się tam komfortowo - sami wobec siebie się tak zachowywali :) tylko musiała minąć chwila bym ja, osoba "spoza" się do tego przyzwyczaiła :)

      Delete
    14. Myślałam, że tak sielanka to tylko w redakcjach filmowych albo serialowych :D

      Delete
    15. Tu kawusia, tu to, tu tamto i tak mijał czas ;D dlatego pewnie nie zauważałam totalnie, że siedzę tam już piątą godzinę. Ach. Chyba za bardzo i za często o tym gadam :)

      Delete
    16. Nie dziwię się... takie fajne wspomnienia. Zresztą ja słucham ich po raz pierwszy :)

      Delete
    17. Jak był mój ostatni dzień, to wyszłam trochę wcześniej, bo musiałam zapłacić dziewczynie czynsz za mieszkanie. No to żegnam się z wszystkimi, oddaję plakietkę i schodzę na dół, a tam, pan portier. I tak mówię mu, no do widzenia. A on, że jak to tak, skoro o tej porze się pracuje. Wymieniliśmy kilka zdań odnośnie tego, że praktyki stanowczo za krótko trwają i jezu, tak mi łzy w oczach stanęły! Jak dwa razy byłam i on był, to mi dał plakietkę i od tak sobie weszłam a ten cyrki robił :P

      Delete
    18. Jak nawet z portierem masz konszachty, to prawie tak, jakbyś tam pracowała :D

      Delete
    19. Trzeba sobie radzić! :D

      Delete
    20. Z takim nastawieniem na bank nie zginiesz :D

      Delete
    21. Wyznaję zasadę, że jak nie drzwiami, to oknem, i też, że oprócz siebie nie mogę na nikogo liczyć, więc trzeba spinać dupę. I być dla wszystkich miłym, bo później oni mogą to docenić, i wiecznie się uśmiechać, bo bardziej zapamiętają mnie jako wesołka, który poprawia atmosferę, niż spiętego kogoś :D

      Delete
    22. Zabrzmiałaś jak autorka bloga motywacyjnego :D

      Delete
    23. E tam, nienawidzę takich blogów :D ja po prostu sama z siebie chcę dobrze z ludźmi żyć, żeby nie miał mi kto świństwa zrobić ;P

      Delete
    24. I to mi się podoba - fajne, zdrowe podejście :)

      Delete
  2. Powiem Ci tak: nie masz się czym martwić - na moich parapetach kwiaty usychają, bo nie mam czasu ich podlać nieraz i muszę je później ratować. A mówią "architekt krajobrazu i o kwiaty zadbać nie umie, taki wstyd" XD No co ja poradzę :<

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ależ ja się nie martwię, po prostu nie mam do tego ręki :D Babcia mi raz wręczyła kwiata, w doniczce... Biedny los jego, mama go wzięła po kilku dniach mówiąc cicho w jego stronę, że ona o niego zadba :P A cóż, ten sztuczny naprawdę na sztucznego nie wygląda, więc kiczu nie ma a ładnie sobie wygląda, zarzucę zdjęcie :)

      Delete
    2. No wiem, po prostu napisałam to ku pokrzepieniu serca, gdyby ktoś Ci mówił, że trzymanie sztucznych kwiatów jest dziwne, czy coś xD A zarzuć, zarzuć :D

      Delete
    3. Dzięki :D W sumie nauczyłam się żyć z ludźmi, w sensie, że już aż tak bardzo się nie przejmuję jak coś w moją stronę mówią :D

      http://i.imgur.com/AC3FAkV.png proszem :D

      Delete
    4. No to mogę Ci pozazdrościć :P

      No gdybyś mi nie powiedziała, że jest sztuczny, to zapewne bym się nie domyśliła :P

      Delete
  3. Jaka Gazeta? :D u nas na uczelni również bałagan, dzisiaj mieliśmy lekcję organizacyjną z kultury antycznej w 150 osób w sali na 50 XD

    ReplyDelete
    Replies
    1. a pewna w krakowie :D
      skąd ja to znam... *myśli* choć nie, u nas nie pamiętam kiedy wszyscy byli na wykładach, to się nie zdarza, więc z salami nie ma problemów :D

      Delete
  4. burdel na uczelni to żadna nowość przecież :D
    a sztucznych kwiatków nie lubię :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. ale mnie to nie dziwi, ja już się przez rok przyzwyczaiłam, że jak jakieś niedogadania, to w większości na UP :P aczkolwiek dziwi mnie fakt, że skoro cała uczelnia nie miała zajęć, to czemu mój wydział miał? :P
      ja też nie przepadam, ale po tym akurat nie widać, że jest nie tak.

      Delete
    2. kochana, nie studiowałaś na polibudzie :D ta uczelnia to jedno wielkie niedogadanie :D
      jak nie widać, to spoko :D

      Delete
    3. proszę Cię, moje UP nie ma sobie w tej dziedzinie równych :D
      :D

      Delete
    4. uwierz, nic nie przebija mojego wydziału :D a jako, że studiuję już piąty rok, to wiem co mówię ^^

      Delete
  5. To dobrze, że tak się czujesz w tym nowym mieszkaniu, bo przecież o to chodzi, spędzasz tam większość czasu, więc ma być swobodnie. I to aż zadziwiające, że teoretycznie w tamtym powinno ci być lepiej a tutaj...jakoś milej:) Aż ciekawe są czynniki, które to sprawiają:)

    I nieraz nie jest tak, że nie chcą, bo mogą chcieć bardzo. Tak jak my np. chcieliśmy jedną stażystę u siebie w firmie zatrzymać, bo to takie słoneczko nasze było, ale nie było nas na to stać. Różnie bywa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też chodzi o to, może, że z tego mieszkania mam niecałe piętnaście minut na uczelnię, a nie prawie godzinę... To jest niebo... W ogóle z kuzynką się nie miło rozstałam, więc może przez to mi się wydaje, że jakoś inaczej było :)

      Ano pewnie, przecież nic nie mówię. Szepnęłam, że jakby kiedyś trzeba pomóc, to niech dadzą znać, ja się postaram... Może się uda :) Nawet jak siedziałam wczoraj i czekałam, to mnie zagonił Kolega do papierów, "no bo skoro już jesteś..." także jestem pełna nadziei.

      Delete
    2. No tak, to też swoje robi, bo nawet podczas okienka możesz podskoczyć jakby nie patrzeć, nawet na kawę, o :) I rozumiem. Czasem też naprawdę lepiej z kimś obcym, bo nie dochodzą np. kwasy rodzinne czy różne wśród znajomych do tych mieszkaniowych.

      To trzymam kciuki w takim razie:)

      Delete
    3. No i bardzo dobrze!! :D To teraz możesz przeczytać książkę, skoro masz odpoczywać! :) I tak, martwiłam się o Ciebie i cieszę się z całego serducha, że jesteś.

      Delete
    4. Teraz mam czas na dużo książek, a jeśli chodzi ci o "Gwiazd" to nawet mam w szpitalu xD Ale jeszcze muszę inną skończyć. xd

      Delete
  6. no tak ... uczelnie (...)
    zazdroszczę Ci praktyk w gazecie - sama zawsze chciałam choć przez chwilę zobaczyć, jak to wszystko wygląda od środka

    ReplyDelete
    Replies
    1. ... i sekretariaty.. .i dziekanaty oj niekończąca się historia.

      i jest pięknie, wprawdzie ja wylądowałam w promocji i marketingu a nie tam gdzie miałabym styczność z pisaniem, ale się okazało że to jest nawet ciekawsze - i więcej się dzieje :)

      Delete
  7. Ojeżuuu, ale wróciłabym na studia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Do sesji jest fajnie :D

      Delete
    2. Sesja też nawet jest spoko.

      Delete
    3. ... gdy nie ma się egzaminów ustnych, np. z filozofii to jeszcze da się przeżyc :D

      Delete
  8. Jakby Cię nie chcieli, to by Cię nie zatrudniali. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz no, oni mnie nie zatrudnili, jedynie odbywałam praktyki :) I to trochę dzięki rodzicom, którzy mieli styczność z pewną panią z gazety, która zgodziła się mnie przyjąć :) Niemniej liczę, że jak będą kogoś potrzebować do pomocy, to się odezwą :)

      Delete
    2. To w końcu nie pracujesz tam? Kurczę, myślałam, że po tym stażu zatrudnili Cię dodatkowo... Wybacz, źle zrozumiałam.

      Delete
    3. Jak skończyłam praktyki, nie, bo wtedy przyszła inna praktykantka :) Ale wtedy gadałam z panią, która mi powiedziała, że umowa o zlecenie nie będzie problemem, zaś Kolega z pokoju stwierdził, że każda para rąk się przyda. Wobec tego, jak bylam teraz, kilkukrotnie szepnęłam każdemu z nich, że jakby co, to ja mam spod mieszkania/uczelni bezpośrednio do nich, więc niech dzwonią i dają znać ja chętnie pomogę. No i jeszcze jak ta pani do mnie wyskoczyła, czy wracam, to aż mi się miło zrobiło <3 A kolega, jak pisałam, chciał wykorzystać mnie czekającą na opinię i już mi coś dał do zrobienia. Więc liczę, że jak naprawdę będą pary rąk potrzebowali, to się odezwą. Moje wielkie marzenie ;)

      Delete
    4. Taka sytuacja... W takim razie trzymam kciuki, żeby się do Ciebie odezwali wkrótce. Dobrze jest mieć pracę, którą się lubi.

      Delete
    5. Nie dziękuję :) Trochę grosika by mi wpadło, a naprawdę mam tyle przerw między zajęciami że chociażbym robiła coś sensownego ;)

      Delete
    6. Kasa zawsze się przyda, w końcu ile można wyzyskiwać rodziców? :D Czyżbyś narzekała na nadmiar wolnego czasu? :)

      Delete
    7. To też ;P miałabym na swoje zachcianki, chociaż sporo mam odłożone (na razie) xD Na nadmiar może nie, ale takie bezsensowne trzygodzinne przerwy miedzy zajęciami (we czwartek mam zajęcia, 3 h przerwy, zajęcia i znów 3h przerwy i znów zajęcia) są nie do zagospodarowania, więc wiesz wpadłabym, coś bym zrobiła itp :) A nie wracała na mieszkanie i przed komputer xD

      Delete
    8. I tak masz dobrze, bo jak ja mam 3 godziny przerwy, to nie opłaca mi się do domu wracać, bo ledwo dojadę, już muszę wychodzić z powrotem. :P

      Delete
    9. Do tej pory tak miałam, bo jak pisałam kiedyś, to zmieniłam miejsce :P Kiedyś dojeżdżałam godzinę w jedną stronę, wobec tego o wracaniu nie było mowy, teraz, jedenaście, dwanaście minut autobusem :P

      Delete
    10. Ech, zazdroszczę. :P Chociaż z drugiej strony przynajmniej nie musiałam się z domu wyprowadzać.

      Delete
    11. Uwierz, tego Ci zazdroszczę :P niemniej, jeśli chciałabym dojeżdżać z domu na uczelnię, jechałabym dwoma autobusami + później jeszcze tramwaj i w dwóch godzinach pewnie bym się nie zmieściła :) Także no. Teraz już łatwiej się przyzwyczaić, że niedziela, poniedziałek i trzeba jechać do Krakowa.

      Delete
    12. Ale z drugiej strony powoli uczysz się żyć na własną rękę. :)

      Delete
    13. Niby tak :) Najgorzej jest jak sobie zapomnę zrobić zakupów i zachodzę głodna na mieszkanie... a lodówa świeci pustkami, ugh!

      Delete
    14. Pocieszę się, że takie sytuacje też mi się w domu zdarzają :P

      Delete
    15. *pocieszę Cię miało oczywiście być.

      Delete
  9. Moja ciocia ma kilka sztucznych kwiatków i zawsze, jak widzę u niej coś nowego, to muszę podejść i zmacać, żeby się znowu nie skompromitować :D
    Jak chłopak współlokatorki jest jakby trzecim mieszkańcem, to jednak musisz się z nim socjalizować. Chociaż raz na jakiś czas :D Takie uroki...
    Skseruj sobie tę opinię, bo później będziesz miała problem z wpisaniem zajęć, jakie wykonywałaś na praktykach do CV. Tak jak ja... Chyba że teraz sobie je stwórz. CV w sensie. Dobra rada starszej koleżanki. No chyba, że już masz, to okok :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czyli dobre te kwiaty, skoro wyglądają identycznie jak żywe :D
      A nawet nie narzekam, już przedwczoraj wbiłam do mieszkania, widzę że są oboje, i spoko się gadało. Kolejna bariera przełamana :D
      Hah, mi bardziej chodziło z kserowaniem, że jest taka pięknie napisana, ale masz rację :) A CV jeszcze nie posiadam.... jakoś tak. :)

      Delete
    2. No i dobrze! Będą jeszcze z Ciebie społeczni ludzie :D
      To też, ale przypomniała mi się moja sytuacja i uprzedzam, żebyś później się nie głowiła, co tam dopisać, jak wszystkie papiery z praktyk oddasz na uczelnię. Bo niestety tej opinii nie dostałam z powrotem po ukończeniu studiów.

      Btw, czemu mi wszędzie ikonka pokasowała, wtf? :(

      Delete
    3. Co się dzieje, kto ukradł i porwał starą Lusię!
      Skserowałam, leżą sobie w biureczku kopie ;) a tu się jeszcze dowiedziałam, że muszę się dowiedzieć o strukturze awansów, bo będę z tego pytana na uczelni,a kiego skąd ona może wiedzieć jak to wygląda! już mi głupio do nich dzwonić ;c

      Tu działa :)

      Delete
    4. Nowa Lusia jeszcze nie jest taka zła :>
      A po co komu ta struktura awansów? ._. Jak już to Tobie się to najbardziej przyda, ale chyba nie potrzebujesz być z tego przepytywana... Smsa albo maila komuś skrobnij może :>

      Tu już mam, bo ją dodałam po raz kolejny... Ale teraz znowu poznikały mi obrazki z bloga. W zasadzie wiem, co zepsułam, bo zmieniłam ustawienia jakiegoś albumu na koncie Google, ale poczekam, bo może akurat mi jakoś na dniach wrócą, a jeśli nie, to wtedy się będę przejmować. Tłumaczę sama sobie swoją głupotę xD

      Delete
    5. "jeszcze" XD
      No ja właśnie nie mam zielonego pojęcia, co jej do tego ;-: ale wiesz, ona jest wredna, więc chyba wezmę do G. maznę mejla, żeby mi dopomógł.

      Ale już się wyświetla xD ja czasem coś człowiek przekombinuje i tyle z tego :D Wiadomo, trzeba sobie tłumaczyć że wcale ale to wcale nie jest AŻ tka źle :P

      Delete
    6. Póki nie przedobrzysz, ale chyba się na to nie zapowiada... Chyba nie, prawda? :D
      Jak niby to jest wymagane, to lepiej miej to w zanadrzu, bo wiesz, żeby później nie było, że nie chcą Ci zaliczyć praktyk przez taką głupotę o_O

      Aka kolejna nauczka, że "jak nie wiesz, o co chodzi, co się stanie, jak coś klikniesz albo odkliniesz, TO TEGO NIE RUSZAJ" XD

      Delete
  10. Bo Ty jesteś społeczna, Lu! Odnalazłaś się świetnie w Gazecie, teraz w nowym mieszkaniu z obcymi współlokatorami, wszędzie między ludźmi i wszędzie Cię kochają :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja jestem żywym przykładem na aspołeczność! Dlatego mnie to wszystko dziwi że otwieram się przed nowymi ludźmi... i się tego nie boję :) Hah, kochają, no przestań, wystarczy jak będą lubić i będą mnie chcieć w Gazecie <3 boże jacy oni są kochani.

      Delete
    2. Hm, a może to właśnie kwestia tego, że masz wokół siebie kochanych, fajnych ludzi i dlatego otwierasz się :)

      Delete
    3. Może :) Sama siebie nie poznaję :)

      Delete
  11. zazdroszczę adaptacji :D:D



    ReplyDelete
  12. Ja też nie potrafię zająć się kwiatami, a sztuczne mi się nie podobają, więc taka pustka u mnie w pokoju jest.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale nie wszystkie sztuczne kwiaty, nawet te w doniczkach, wyglądają jak sztuczne, a wtedy chociaż jest ładna ozdoboa :)

      Delete
  13. ojej :D ale masz fajnie tam .. w tej gazecie, aż na koniec sama do siebie powiedziałam TAK !CHCIEJCIE ją tam :D
    >> NOWA NOTKA zapraszam na mój blog <<

    ReplyDelete
  14. Szybko się odnalazłaś w nowym mieszkaniu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Naprawdę jestem tym równie zdziwiona :)

      Delete
  15. Szczerze mówiąc to ja też bym lepiej się czuła w mieszkaniu z obcą osobą niż z kuzynką :D sama nie wiem czemu. Mieszkasz w Krakowie? Kocham to miasto! I też planuję się tam za rok wybrać na studia ;) Naprawdę podoba mi się Twój styl pisania ;)

    ReplyDelete