7.11.14

Bo kiedy brakuje już słów

Króliku kochany, 
Pewnie nie chciałbyś takiego rozgłosu, wobec tego co się stało, gdybyś był tu wśród nas. Los jednak chciał inaczej, a ja po prostu czuję, że muszę powiedzieć kilka słów, żeby nie zwariować. No, i przede wszystkim jestem Ci to winna po tym, co dla mnie zrobiłeś.

Nie podoba mi się, że tak szybko Cię zabrakło. Ktoś powiedział mi, że „najwidoczniej przyszedł na niego czas”, a ja się z tym nie zgadzam. Bo na to nigdy nie ma czasu. Nie, gdy ma się 27 lat, Króliku. Nie, gdy ma się przed sobą całe długie, zwariowane życie. Ale wiesz co? Po tym szoku, który mnie ogarnął, przez który na chwilę zaparło mi dech w piersiach, a łzy stanęły w oczach, pomyślałam, że... może to i dobrze. Bo przecież liczy się to, że Cię nie bolii, że nie cierpisz. Tam, gdzie jesteś, tam, skąd na nas patrzysz, na pewno jest Ci lepiej. Należy Ci się to jak nikomu innemu. Spokój. I odpoczynek, od bólu, od cierpienia.. od wszystkiego.

Byłeś takim pozytywnym duchem, który we wszystkim (i wszystkich) dopatrywał się dobrego. Jak mi się na narzekanie wzięło, to widocznie tak musi być. I wiesz, że jak dzisiaj wstałam rano, zobaczyłam, że na deszcz się zanosi, i ogólnie jest nieciekawa aura, już miałam zacząć narzekać, bo to takie w moim stylu, to sobie przypomniałam, że Królik by powiedział, że tak musi być. No to tak musi być. Dzisiaj deszcz, a jutro słońce.... I będę się starała żyć tym mottem, że czasem tak musi być. Jedyne, czego żałuję, to tego, że się nie spotkaliśmy. Że nie odwiedziłeś Krakowa, że nie mieliśmy okazji się kawy razem napić. Za to zostaje mi wiele wiadomości, które będę czytać, aż mi się znudzą (czyli pewnie nigdy). 

E-mail bez odpowiedzi, w którym gadaliśmy o tych książkach, co mi je miałeś dać, ale nie zdążyłeś. Esemes, na którego nie dostanę odpowiedzi... Bo wtedy Cię już nie było...

Ale będziesz w pamięci mojej i wielu innych osób. Czyli tak naprawdę nigdy nie umrzesz - nie w nas. A te łzy, które wylewamy, wybaczysz? Gdziekolwiek jesteś, trzymaj się... A ja będę starać się żyć najlepiej jak potrafię, nie tylko dla siebie, ale i dla Ciebie.

Króliku, do zobaczenia....


56 comments:

  1. Kordian na pewno wyróżniał się w blogosferze i to nie tylko kilometrowymi postami. Jego sposób pisania, niewątpliwie prosto z serca, jego podejście do życia, ludzi...Nie wiem, czy w ogóle na świecie znajduje się drugi taki człowiek. Czytając pierwsze słowa ostatniego wpisu na jego blogu pomyślałam, że to jakiś żart. A jednak nie. Przecież był jeszcze taki młody...Na zawsze zapamiętam te "XD" w komentarzach.

    ReplyDelete
  2. Nie potrafię sobie z tym poradzić, z jego odejściem. Najważniejsze, że na zawsze pozostanie w naszych sercach, a jego wspaniała osobowość i życie zostało na kartach bloga i zawsze będziemy mogli wracać do jego słów, podejścia do życia i ludzi.

    Odpisałam na maila.

    ReplyDelete
  3. Czytam drugi wpis na ten temat, i niestety muszę przyznać, ze sama tego chłopaka (czy raczej mężczyzny) nie kojarzę... Ale mimo wszystko przykro mi

    ReplyDelete
    Replies
    1. wobec czego zapraszam na Jego bloga, który to zostaje wśród nas, i w wolnej chwili polecam zapoznać się z postami... ach, no, Lusiu, nie płacz... po prostu warto :)

      Delete
  4. Nie wiem co powiedzieć. Nie znalazłam dobrze tego mężczyzny, ale każda stara boli. Podobno miał jeszcze tyle życia przed sobą, ale Bóg zadecydował inaczej. Oby było mu tam lepiej...

    ReplyDelete
  5. Mam nadzieję, że będzie mu tam dobrze. Żałuję, że nie miałam okazji go poznać :(

    ReplyDelete
  6. Tyle pożegnań, które przecież nic nie zmienią, a które jednak ma się potrzebę napisać, szczególnie dla kogoś tak wyjątkowego, jak Królik. Niech żyje dalej w nas i ma się dobrze.

    ReplyDelete
  7. Replies
    1. i tak sądzę, że nie wyraża nawet połowy tego, co chcialabym mu jeszcze przekazać :)))

      shit, i znowu mam łzy w oczach, no Kordian!

      Delete
    2. Ciężko wyrazić to, co czujemy, myślimy w tak trudnym temacie. Z doświadczenia mówię. Mi ciągle mało jest...
      :* Trzymaj się.
      Wiesz, nie chcę być nieczuła, ale łzy tutaj nic nie pomogą już..

      Delete
    3. Ale to już nam musi wystarczyć, poza tym, każda z nas ma jego cząstkę w sobie i jeśli ją będziemy pielęgnować, to zawsze będzie wśród nas :)
      Dzięki, Ty również :*
      Ja wiem, że nie pomogą... Ale chyba każdy godzi się z jego odejściem w inny sposób.. Ja muszę to chyba wypłakać :)

      Delete
    4. W takim razie płacz ile wlezie ;) Kochana! :*
      W razie czego służę pomocą - rozmową - czy tutaj czy prywatnie.
      Pozdrawiam

      Delete
  8. Jestem u Ciebie pierwszy raz, ale kiedy zobaczyłam wpis o Kordianie - musiałam go przeczytać.
    Ciągle trudno mi uwierzyć w to, że on już niczego nie napisze..
    Ale tak jak pisałam dziś u siebie - on nas wiele nauczył, zostawił w każdym z nas cząstkę siebie i to jest pocieszające..
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. wiesz co, nadal to do mnie nie dochodzi, i nadal czekam aż mignie ikonka, że nowa notka, albo nowy e-mail, albo nowa wiadomość na telefonie odnośnie tego, że "widocznie tak musi być", on był strasznie ze wszystkim pogodzony, z każdym aspektem swojego (za krótkiego) życia...

      Delete
    2. Cholera, ja też wciąż na to czekam...

      Delete
    3. nawet mi się skurczybyk przyśnić nie może, a tak bym go chciała zobaczyć!!

      Delete
  9. "A te łzy, które wylewamy, wybaczysz? Gdziekolwiek jesteś, trzymaj się... A ja będę starać się żyć najlepiej jak potrafię, nie tylko dla siebie, ale i dla Ciebie." - pięknie to napisałaś... Miałam już nie płakać, ale znowu oczy chcą wylewać łzy... Boże, on dla tak wielu ludzi stał się bliską osobą... Był niezwykły. I ten jego permanentny optymizm... Nie da się zapomnieć o takim człowieku. O tak pięknym człowieku...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Proszę Cię, ja od trzech dni sobie obiecuję, że nie będę płakać a nie potrafię...

      Delete
  10. Ja też żałuję, że się z Nim nie spotkałam. A wiesz co sprawia, że ten ból jest silniejszy? To, że tak jak On - większość czasu siedzę w Poznaniu, że mogłam, że miałam z milion okazji. Wystarczyło się uprzeć i postawić na swoim... Ale, ja chyba za bardzo szanuję zdanie innych i nie potrafiłam narzucić mu swojego CHCĘ, gdy pisał, że "jeszcze nie teraz...". Asik pisała, że "widocznie tak miało być..." widocznie, tylko niech mi ktoś wyjaśni - dlaczego??

    ReplyDelete
    Replies
    1. "Żadna łaska i nikt w momencie bólu nie potrafi wmówić, że to część większego planu. Ja osobiście, też rzekłbym, pierdolić taki plan" wobec czego Kordianie, ja pierdolę taki plan, pierdolę blogosferę bez Ciebie. A to cytat z jego notki, które to wczoraj wszystkie przeczytałam i podczas czytania których beczałam jak bóbr. Zdając sobie sprawę, że to... Koniec... Cholera to jego "widocznie tak miało byc", na każdym kroku mi to powtarzał i tak musiało się jego życie skończyć "bo tak", tylko jak sam napisał, ja pierdzielę taką kolej rzeczy... I wybacz kochana za przekleństwa...

      Delete
    2. Wybaczam. Każdemu z nas puściły nerwy.
      Ten Jego spokój mi pomaga jakoś... z czasem. Mniej płaczę i staram się wspominać radosne momenty oraz jakoś celebrować Jego osobę, postępując tak, jak On by chciał.
      Wiesz, ja w piątek włączyłam sobie Jego pierwszą notkę... " Mam taki kaprys. Chwilowy, tymczasowy. Może paromiesięcznym, może parodniowy, może paroletni. Może." - słowo PAROLETNI wywołało u mnie kolejny napływ złości i niezrozumienia, dlaczego już odszedł... Przecież nie minął nawet rok...

      Delete
    3. Dokładnie, tak możemy mu podziękować za to, że był, że pojawił się w naszych życiach i że był takim Promyczkiem Szczęścia :-)
      A widzisz, ja znowu weszłam w komentarze pod swoim postem, i coś gadaliśmy o pogodzie. Powiedziałam mu, Króliku, ale na listopad zapowiadają beznadziejną pogodę. A on napisał, że to "burzy moje plany"... on miał plany na ten listopad.. on chciał coś zrobić.. I nadszedł ten przeklęty listopad i wszystkie plany poszły się.. poszły się po prostu walić.

      Delete
    4. Jego odejście boli mnie bardziej, gdy pomyślę sobie o tym, jak bardzo chciał żyć. Jak często o tym pisał. Był pogodzony z możliwością śmierci, ale bardzo chciał żyć. To mnie boli - że nie zdążył załatwić wszystkich spraw, o których pisała Frida... Już nie patrzę na to jakoś tak "egoistycznie", że nie będę JA go widzieć, czytać itp. Tylko, że On nie zdążył wszystkiego zrobić... Chociaż może teraz będzie mógł powiedzieć wszystkim, to co chciał - ukazując się we śnie?

      Delete
    5. No właśnie, to boli najbardziej. Że odszedł, zostawiając coś w rozsypce, że może coś miał w czwartek zrobić, może z kimś wyjść w sobotę, tą, za tydzień, za dwa, że może coś pisał, może coś miał dokończyć... I tak odszedł..A to wszystko zostało. I tu nie ma żadnego sensu w tym. W tym, że go nie ma. Cholera, no nie ma go i nie będzie.. Dziwne..

      Delete
    6. Gdyby mógł, to na pewno udowodnił by nam, że jakiś sens jest. Ciężko się pogodzić z odejściem takich osób, zwłaszcza takich. Spójrz jak intensywnie żył, miał tyle planów - masz rację, że to bez sensu, iż Bóg zabrał Go ot tak - teraz i koniec.
      A tak zazdrościłam mu planowanej podróży do USA, nawet miał mnie zabrać w walizce. xD

      Delete
    7. Właśnie mówiłam Carrie, że On, nawet pomimo tego fragmentu jego notki, co go tu wkleiłam, że On pierdoli taki plan, to zaraz po tym by nam zaczął tłumaczyć, że "dziewczyny, to ma sens, tak po prostu musiało być, przeżyłem dużo, spędziłem moje życie dobrze... po prostu tak musiało być." I w takim razie tu chyba nie ma co z nim polemizować xD
      Teraz to może sobie być wszędzie, gdzie chce... więc cóż, miejmy nadzieję że zamiast USA wybierze nas! :D

      Delete
    8. Też zaczynam widzieć, że to zdarzenie dało nam coś nowego - spójrz, nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy, nie byłyśmy na swoich blogach - a to, że rozmawiamy to tylko Jego sprawka. Nie zostawił nas samych, a dał nam siebie nawzajem. :)
      Zabierał nas w tyle miejsc swoimi opowieściami - teraz my możemy Go wszędzie ze sobą zabierać. :)

      Delete
    9. Aż pozwolę sobie na stwierdzenie, że Kordian łączy(ł) ludzi! :)
      Dokładnie - trzeba mu się jakoś za to wszystko... odwdzięczyć :)

      Delete
    10. Tak... On w ogóle każdego człowieka potrafił zrozumieć. Każdego. Pamiętam, że zawsze się dziwiłam, gdy opowiadał jak to rozmawia z bezdomnymi, jak w każdym stara się widzieć "tylko człowieka"...
      Nie wiem czy będę w stanie się mu odwdzięczyć za to, jak zmienił moje podejście do życia, do ludzi... Ale będę się starać.

      Delete
    11. No właśnie, "tylko człowieka", ja bym powiedziała, że "aż człowieka"..

      Ja chyba nie potrafię... Nie wiem, nie wiem..

      Delete
    12. Dokładnie, w Jego oczach bycie człowiekiem, to było coś wielkiego. I jak przypominał zawsze, iż każdy zasługuje na rozmowę - bo wszyscy jesteśmy tacy sami, jesteśmy ludźmi. Ach... Można by tak całe wieki wspominać. :)

      Delete
    13. I mniej więcej dlatego, On tak naprawdę nigdy nie odejdzie, bo my zawsze będziemy Go wspominać :)

      Delete
    14. Oj tak. Po Twoim mailu na pewno będę Go wspominać tylko z uśmiechem na twarzy. :)

      Delete
    15. I o to chodzi, nie da się inaczej :)

      Delete
    16. Ogólnie już czuję się chyba dobrze, a jak Ty się trzymasz? :)

      Delete
    17. Wiesz co, coraz lepiej :) Ogólnie dobrze, ale mnie nieraz złapie taki smutas, ale to go już umiem zwalczać, bo wiem, że jest dla kogo :*

      Delete
    18. Oj tak, ten uśmiech rozbraja wszelkie smutki. :)
      Musimy żyć szczęśliwie, dla Niego - bo na tym Mu najbardziej zależało. :*

      Delete
    19. Żebyś wiedziała :) Jakoś się uspokajam, gdy je widzę :)
      Jakie zależało?! Nadal mu zależy :))) :*

      Delete
  11. Regularnie śledziłam bloga Królika choć rzadko komentowałam. Wydawało mi się, że zawsze pisał wszystko, co się dało i za każdym razem pisać"zgadzam się" jest raczej mało rozwijające... I teraz chyba też pozostaje się tylko zgodzić, że tak musiało być...
    Tylko że to okrutnie trudne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tyle, że ja się nie potrafię z tym pogodzić. Ja czerpałam od niego tyle energii, mądrości, radości życia... I mnie boli chyba nadal to, że on tak bardzo chciał żyć... a tak bardzo nie było mu to dane. Daj spokoj, niekiedy czułam się taka maluśka przy tym, co mowił, przy tym co się u niego działo.. a on jednak zwracał na mnie uwagę, na nas, na wszystkich... I sam napisał, w pożegnaniu, że "tak musiało być" tylko mi się to kurde nie podoba. I tyle...

      Delete
    2. Nie powiedziałam, że ja się z tym pogodziłam. Był niesamowitym człowiekiem (niedopowiedzenie stulecia) i wątpię, że kiedyś będzie mi dane napotkać kogoś podobnego. Ech! Bezsens.

      Delete
    3. To słowo "był" nie może przejść przez usta, co nie?
      Totalny bezsens...

      Delete
  12. Był taki uroczy, mądry. Zapamiętam go jako bardzo pozytywną osobę, patrzącą na świat optymistycznie, mimo choroby i przeciwności losu...

    ReplyDelete
    Replies
    1. bo on w tym wszystkim widział sens...

      Delete
  13. Ej, wiesz co? Mnie chyba bardziej boli, że Kordian nie napisze nam już niczego nowego niż to, że nie miałam okazji go nigdy zobaczyć, poznać, popatrzeć mu w oczy i się uśmiechnąć. Bo to właśnie do tego, co pisał się przywiązałam...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz, ja już bym wolała po stokroć, zeby był, ale żeby nawet rzucił tego bloga w cholerę (czego by, rzecz jasna, nie zrobił), tylko żeby nie odchodził.. ech...

      Delete
  14. walnęło mną niesamowicie jak się dowiedziałam.. taki wrażliwy człowiek, takie nesamowite posty.. mam nadzieję, że jest szczęśliwy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. też na to liczę, że jest mu tam dobrze :) i że będzie nad nami czuwał, Włóczykij kochany :)

      Delete
  15. Czytałam już dawniej, ale nie byłam w stanie komentować. Ale z Tobą sobie porozmawiałam na różne sposoby i w sumie rozmawiam nadal, a to bardzo pomaga wiesz? :*
    Jasne, że jest szczęśliwy. Jak to napisał, nie chodzi teraz, a lata. A latać jest przecież cudownie :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dlatego też napisałam do Ciebie w piątkowy wieczór, bo czułam, że muszę się komuś wygadać, żeby nie zwariować :* Poza tym, Kordian byłby, ba - jest! - z nas dumny:D

      Ma tam pewnie swoje skrzypce i sobie gra, i sobie na nas patrzy i w ogóle ;*

      Delete
    2. I bardzo dobrze zrobiłaś :) Pewnie, że jest z nas dumny! :)
      Skrzypce i bębny i harmonijkę i gitarę... A nawet pianino, którego nienawidził XD
      :*

      Delete
    3. Ale wiesz co, tych piosenek co mi we wtorek wysłałaś, nie mogę słuchać. Przesłuchałam dwa razy i płakam, ale przepiękne są :) No niechby spróbował nie być! :P

      Kurde no, tak bardzo chciałabym w to wierzyć, że jest jak ta pani w tej pierwszej piosence, co tak chodzi po łące. :*

      Delete
    4. A ja już nawet mogę :) Chociaż coś tam ciągle kłuje.

      Więc wierz :) Bo ja myślę, że tak właśnie jest :)

      Delete
    5. Ja chyba muszę sobie jeszcze odnośnie tego dać czas, bo ogólnie... to lepiej trochę mi :)

      Musi :)

      Delete
  16. Kordian, nasz Włóczykij w ciągu tych 27 lat przeżył tyle, czego większość ludzi nie przeżyje przez całe swoje życie. Umarł młody, ale szczęśliwy. Łzy są dobre, wbrew temu co mówił. Będziemy za nim tęsknić, ale musimy wierzyć w to, co mówił, że tam gdzie jest na pewno jest mu lepiej.

    ReplyDelete