11.5.14

było, nie ma... i nie będzie...

Życie bywa przewrotne. Ludzie przychodzą, by odejść niezauważonym. Nawiązują z tobą kontakt po to, by za chwilę go ot tak urwać. Są, ale jakby ich nie było. Już na serio. Było nas w liceum cztery. Od pierwszej klasy po trzecią - nierozłączne, siedzą razem, gadają razem, nie odstępują się na krok. Ktoś coś chciał przekazać? Powiedział jednej, po chwili reszta wiedziała. Koniec liceum. Ależ oczywiście, będziemy wszystkie studiowały w Krakowie, będzie super, będziemy się spotykały... Oczywiście! Jedno spotkanie przed wynikami matur, drugie w szkole. X, Y, Z i ja. Nierozłączna czwórka. Hah. Do czasu. 

Tak wynikło, że wszystkie, chcąc nie chcąc, wylądowałyśmy w Krakowie. Dwie na UJ, dwie na UP. I tu można by skończyć, bo jedna koleżanka, powiedzmy, Y, stwierdziła, że w zasadzie po co my jej? Narzeczonego ma, z którym nierozłączna. Studia ma. Siostrę też ma, to po cóż jej koleżanki? Przez pierwsze pół roku wydawało mi się, że okej, zaczyna studia, nie będziemy jej namawiały. Ale wyszła pewna przykra sprawa dzięki koleżance, która studiowała na UJ. Okazało się, że Y chyba nie zasila grona studentów. No ale przecież wciąż zostaje to chyba  i myśl, że „przecież może by powiedziała, gdyby przestała studiować, co nie?”. Teraz, po paru miesiącach mogę powiedzieć, że nie. Nie powiedziałaby, bo najwyraźniej po prostu już nas nie potrzebuje. Dobrze - jej sprawa, ja nie będę namawiała. Nie uwierzę jednak w to, że wiecznie nie ma czasu, bo jakoś pozostała nasza trójka również studiuje i jakoś raz na jakiś czas możemy się spotkać, i to nie jest straszne. 

Smuci mnie po prostu to, że ot tak, z osób które w szkole były nierozłączne, jedna się oddaliła i nie żywi w stosunku do nas... no właśnie, chyba już niczego. Wkurza mnie to oszukiwanie siebie nawzajem: my udajemy, że ona studiuje, ona udaje, że my tego nie wiemy. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim pozostają pewne niesłowności, momenty, kiedy w rozmowie podchwytliwie pytam o uczelnię licząc, że coś jej się wymsknie. Naiwna ja. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że jedna z koleżanek, niech będzie X, do końca wierzyła w dobre intencje Y, w końcu pozbyła się tych mar sennych. Bo to, co już było nie wróci, z tym się pogodziłam. Nie chce z nami kontaktu? Okej, proszę bardzo, nic na siłę. Nie czujesz potrzeby kontaktu z nami - wsjo, rób sobie co chcesz. Ale nie rób z nas idiotek, którymi nie jesteśmy. 

Moim zdaniem jeżeli z kimś się przyjaźnimy, powinniśmy być ze sobą szczerzy. A może moje poglądy są już... staroświeckie? Co sądzicie? 

60 comments:

  1. Szczerze? Nie zaskoczyła mnie ta historia, tak bywa bardzo często.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale człowiek zawsze ma nadzieję, że to nie jego dosięgnie...

      Delete
  2. Miałam prawie tak samo z koleżanką, która teraz nas ignoruje, a wspominałam o tym w poprzednim poście. Tylko że póki jeszcze się z nami spotykała tak raz na pół roku, to zawsze dowiadywałyśmy się, że ona studiuje inny kierunek. To znaczy - co roku zaczynała coś innego, nic nam nie mówiąc, nie mając profilu na FB i sądząc, że my przecież o tym wiemy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. To jest ta koleżanka, o której też w komentarzu pod Twoim postem mówiłam, co tak mi od czapy pisała na fejsie. Ja ludzi chyba nie zrozumiem, bo jak mam do kogoś zaufanie i z kimś się "dogaduję" to liczyłabym na wzajemnosć, a nie okłamywanie się, "bo przecież po co wyłożyć kawę na ławę?" Szkoda gadać...

      Delete
    2. Aha :| Podobno człowiek sam siebie nie jest w stanie do końca zrozumieć, a co dopiero innych. Ale tak na serio - może ta koleżanka traktowała was po prostu jako fajne towarzyszki w liceum, bo łączyła was szkoła, czyli wiele tematów do rozmowy, a teraz już nic was nie łączy, więc twierdziła, że się wycofa z tej znajomości? O takiej "przyjaźni tylko w szkole" ktoś napisał mi komentarz właśnie a propos mojego poprzedniego postu i zaczęłam się nad tym zastanawiać.

      Delete
    3. Wiesz, w sumie jak na to człowiek patrzy tak teraz z dystansu, wiedząc że już się nic nie zmieni (mimo wszystko chciałabym odzyskać mojego pendrive'a, ale jak ją spytałam o której ją mogę spotkać to "codziennie po osiemnastej" i tyle ją człowiek słyszał) to może i tak było. Teraz sobie znalazła nowe towarzystwo, to po co jej my. Ale nie żeby mnie coś to ruszało. Już przestało :)

      Delete
    4. Hahaha, pendrive... :D Ale skoro codziennie po osiemnastej ma czas, to poproś ją o adres (chyba, że znasz) i pójdź do niej specjalnie po tego pendrive'a. Tylko gorzej, jakby jej wtedy akurat nie było. Albo napisz jej, że przychodzisz dziś wieczorem po pendrive'a i przyjdź :P

      Delete
    5. A już marudzę chyba, ale mam jej szeroko... dość, mówiąc ładnie :P

      Delete
    6. Uważam, że niektórzy ludzie są na tyle dziwni, że bez obaw można się na nich poskarżyć i pomarudzić, no bo heloł ;|
      PS Baw się dziś dobrze na happysadzie i na Strachach ♥ :D

      Delete
    7. To było bardzo przewidywalne, że tam będę, co nie? :D ♥ Było świe-tnie! Wprawdzie byłam sama, ale to przemilczmy: dopchałam się pod scenę, ale po jednej piosence kiedy prawie zostałam stratowana na kwaśne jabłko się zdenerwowałam i przeszłam na sam tył, gdzie - jak się okazlao - stał telebim i wszystko ze sceny było widać, a wróciłam zaraz po pierwszej piosence Strachów bo miałam transport. więc no :D świetnie było i nawet Kuba się śmiał, że zaklął pogodę - bo miało nie padać iwyjątkowo nie padało <3 ♥♥

      Delete
  3. Nie nawiązałam w liceum przyjaźni, które jakoś specjalnie chciałam kontynuować, kiedy z niego wychodziłam. Pewnie, było kilka fajnych znajomości, kilka osób, z którymi do dziś rozmawiam, kiedy widujemy się przypadkiem, ale nic poza tym. To, co miało przetrwać było w gimnazjum. I wtedy chyba naprawdę się łudziłam, że kiedy się skończy, dalej będziemy się spotykać. Ale to były złudne nadzieje. Najbliższa z tamtego okresu relacja przetrwała, choć nie jest już tak silna. Mam jednak świadomość tego, że to się rzadko zdarza. Ludzie przychodzą i odchodzą. A ja mam wrażenie, że szkolne znajomości są chyba najbardziej ulotne. Te z piaskownicy są trwalsze ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A widzisz, ja poszłam do nowej szkoły, do nowych ludzi mając przy sobie tylko tą X, o której mowa w notce i która była ze mną w klasie od zerówki i z którą do dziś dnia utrzymuję kontakt. I po prostu mnie to niesamowicie smuci, chyba już nawet wkurzać przestało. A innych ludzi, których poznałam przysłowiowo w piaskownicy, to oni udają, że nie znają mnie, ja - że ich, i tak kręci się karuzela wzajemnego okłamywania się, "bo tak łatwiej". Z nikim nie chcę kontaktu na siłę i po prostu wolałabym postawić sprawę prosto. Bo niektórzy ludzie zostają... A inni moim zdaniem, po prostu nie są tego warci, żeby marnować sobie na nich czas :)

      Delete
    2. Oczywiście masz rację. Ja najlepsze wspomnienia związane ze szkołą mam z okresu gimnazjum właśnie, do którego poszłam nie znając kompletnie nikogo. W dodatku w mieście, w którym zapisując się do szkoły byłam pierwszy raz w życiu. I chyba właśnie dlatego, że trafiłam tam na takie perełki łudziłam się, że te relacje przetrwają. Dzisiaj kiedy o nich słucham odnoszę wrażenie, że moje dobre zdanie o tych ludziach zachowało się tylko dlatego, że żyję z dala od nich. Coś, co miało być silne, dziś jest w zgliszczach, oni znają się od zawsze, a prawie ze sobą nie rozmawiają. Szkoda.
      Za to znajomości z piaskownicy, te od najmłodszych lat, utrzymuję do dziś. I jedną z nich obustronnie staramy się pielęgnować ze wszystkich sił. Te więzi się nie powtórzą.

      Delete
    3. W ogóle to wszystko jest porąbane. Jak już ktoś się zadamawia w naszym życiu, to nie powinien z niego odchodzić sobie ot tak. Szkoda też że może tylko mnie to tak obchodzi, a ona sobie nas teatralnie zlewa. :)

      Delete
    4. Pamiętam, jak kiedyś bardzo zdenerwowały mnie słowa mojej Rodzicielki mówiące o tym, że ludzie zawsze przychodzą i odchodzą, i taka jest kolej rzeczy. Ale niestety taka jest prawda. I przeważnie to jest tak, że ta nieobecność, która nas tak bardzo boli, drugiej strony nie wzrusza. Chociaż mam wrażenie, że z czasem zaczyna. Za szczerymi i silnymi relacjami każdy kiedyś zatęskni. Nikt nie może być "sam" zbyt długo.

      Delete
    5. My z mamą stwierdziłyśmy, że sobie znalazła inne towarzystwo i w tej sytuacji nie ma już chyba czego zmieniać. Stało się i sie nie odstanie :) A jak zatęskni i sobie przypomni to powiem jej, że przegapila swoją szansę - proste :)

      Delete
  4. Wiesz, idealnie jest, gdy ludzie są wobec siebie szczerzy..ale czasem ponoć właśnie przyjaciel pozwoli udawać. Czasem, to są skrajne przypadki, ale jednak...są sytuacje, może nie taka o której piszesz, w których na chwilę trzeba przymknąć oko. Bo niektórym tak się łatwiej może pozbierać, ogarnąć...rozumiesz o co mi chodzi? Nieraz najlepszą pomocą bywa udawanie. Ale nie takie, że udajemy, że nie widzimy że mąż ją bije i tak dalej. To są dziwne skrajne sytuacje, ale jednak istnieją.

    Aczkolwiek to o czym piszesz...nie jest już dla mnie przyjaźnią.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rozumiem, co masz na myśli. Rozumiem też, że może sobie nie radziła, może jej się nie podobało, ale jednego nie jestem w stanie pojąć: dlaczego nam nie powie, chociaż wszystkie znaki na niebie moją tezę potwierdzają? Jak mówię, nie zmuszę nikogo do kontaktu ze mną, bo i ja już nie mam o czym z nią gadać, podobnie jak ona. Boli mnie trochę jak to się wszystko "naturalnie" rozeszło... i cóż.

      A może w ogóle nigdy nią nie było...

      Delete
    2. No tylko mi chodzi o sytuacje bardziej jeszcze specyficzne no.
      Może to po prostu jakiś dziwny wstyd? I tak się zdarza. I jasne, to boli..ale co poradzisz, jak nic nie poradzisz? Trzeba się czasem z takimi rzeczami po prostu pogodzić.

      Nie uznaję powiedzenia jeśli coś się skończyło nigdy się nawet nie zaczęło, wiesz?:)

      Delete
    3. Ależ ja się pogodziłam. Tylko po prostu taki niedosyt czy coś, zostaje.

      Teraz się dowiedziałam :)

      Delete
  5. wiesz co, kontaktu prawie zawsze się rozluźniają w takich sytuacjach :< zdarzało mi się to wiele, razy, na wszystkich etapach edukacji.. najbardziej boli, gdy TObie zależy na zachowaniu znajomości i wzajemnego szacunku, a drugiej osobie nie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak mówiłam, wolałabym aby napisała prosto z mostu, że nie chce mieć z nami kontaktu, wtedy przyjmę to na klatę, zrozumiem, ale teraz - ja po prostu nie rozumiem o co chodzi...

      Delete
  6. ludzie czasem odchodzą, ale na pewno pozostawiają po sobie jakieś ślady w naszym życiu, a każda osoba która się w nim pojawia czegoś nas uczy. przykro jest gdy jednak Ty chcesz utrzymać znajomość i starasz się o nią, a druga osoba ma to gdzieś, bo poznała już innych znajomych.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie... Ja też poznałam nowych znajomych, ale to nie sprawiło że zapomniałam o tych, z którymi przeżyłam wiele fajnych chwil :)

      Delete
  7. Jeśli byłaby to przyjaźń lub nawet gdyby traktowała was jako dobre znajome powinna mówić was o takich rzeczach - nie zawsze jest czas, nie zawsze ma się ochotę na spotkanie z innymi, ale są granice.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie. Ja rozumiem, że przez dwa tygodnie może nie mieć czasu, bo zaliczenia, bo projekty, OK, sama jestem czasem zalatana. Ale przez pół roku? Ani pół godzinki na spotkanie?? Nawet w piątek? Chyba tracę wiarę w ludzi.

      Delete
  8. Też byłyśmy w liceum w cztery nierozłączne i też nam się drogi rozeszły. Ale chyba nam siebie zaczęło teraz brakować, bo kontakty zaczynają się odnawiać. Może potrzeba czasu, żeby pewne sprawy docenić.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Może... Czas pokaże :)

      Delete
  9. Wiesz, miałam taką przyjaciółkę, z którą chodziłam do klasy. No i trzymałyśmy się razem, właściwie w czwórkę, taka zgrana ekipa. A teraz została trójka, może ktoś inny się dołączył. Tylko dlatego, że ta osoba zmieniła szkołę. Nadal mamy do siebie tylko te 5km, a jednak się nie widzimy, wymieniamy tylko kilka słów,jakieś cześć, przelotny buziak w policzek, to wszystko. Szkoda, bo pamiętam, kiedy mogłam z nią pogadać prawie o wszystkim. Ale tak to już jest. Trudno to teraz cofnąć...

    PS Rozdział ósmy, zapraszam :3 (Sinusoida-Emocji)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale ty się chociaż z nią widujesz. A ja jej od pół roku nie widziałam. No, dobra, od trzech miesięcy. I to jeszcze łaskawie się spotkałyśmy. Bo był interes z jej strony. A teraz z mojej no cóż, po co? Skoro nie czuje takiej potrzeby, ja przeżyję. Odeszła od nas, trudno się mówi. Ale tak łyso troszkę :)

      Delete
  10. Ja miałam tak w gimnazjum, 3 lata przyjaźni, poszłyśmy do innych szkół i kontakt się urwał, kiedyś przyjaźniłam się z dziewczyną ode mnie z bloku, teraz nie mamy tylu tematów do rozmów, jest ode mnie młodsza dwa lata, kiedyś nie było widać tej różnicy, teraz aż za bardzo... żeby przyjaźń przetrwała muszą chcieć dwie osoby, nie tylko jedna...

    ReplyDelete
    Replies
    1. I tym bardziej nie ma sensu ciągnięcia tego na siłę. Bo to marnowanie czasu po prostu.

      Delete
  11. Dzięki dzięki ;*
    Jutro zostala mi chemia, jakos sie nia nie przeimuje i za bardzo nawet mi nie zalezy, 4 lata technikum w klasie chemicznej ale co z tego jak chemie mialam ostatnio 2 lata temu a na laboratorium zajmowalismy sie calkiem czyms innym, pol klasy od nas ją zdaje bo tylko tak wypada, w tym jeztem ja... :) Oprocz tego jeszcze polski, juz nie trzese portkami tak jak w przypadku angielskiego, bo juz mam jakies obycie ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Podziwiam Cię za zdawanie chemii, ja byłam w tym totalnie zielona i wiem, że ktoś kto to umie, to ma po prostu mądre rozumowanie ;D Wiesz no, chociaż tyle, bo u mnie klasa humanistyczna i większość wyrażała chęć pisania rozszerzonego polskiego, z czego pani od polskiego zdała sobie sprawę dopiero... na początku kwietnia i było takie zdziwienie, kiedy pół klasy podniosło rękę że chcą zdawać :)

      Delete
  12. PS. wybacz za bledy, jestem na telefonie ;*

    ReplyDelete
  13. Faktycznie, chora sytuacja. Ta dziewczyna powinna być z Wami szczera, a nie takie cyrki odwala.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No cóż no, najwidoczniej wg niej jesteśmy głupie i tyle...

      Delete
  14. Dlatego mi osobiście z trudem przychodzi nawiązywanie jakichś bliższych relacji z kimś. Nauczyłam się, że ludzie przychodzą i odchodzą. Przywykłam do tego. Mam kilku takich znajomych... można nawet powiedzieć, że przyjaciół, z którymi mam dobrą relację mimo, iż nie jest ona intensywna, bo potrafimy nie rozmawiać ze sobą długi okres czasu a i tak po tym czasie mamy do siebie ten sam stopień zaufania, na który pracowaliśmy latami. Czujemy się przy sobie dalej tak samo swobodnie i nie martwimy się o to, czy jeszcze jesteśmy dla siebie ważni, czy nie, bo wiemy w głębi serca, że tak jest i będzie mimo wszystko.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja właśnie chyba za bardzo się do ludzi przywiązuję, i później jak oni odchodzą, to mi pozostaje taki niesmak, że to co było to już przeminęło i nigdy nie wróci. Z niektórymi gadam non-stop, z innymi znowu raz na jakiś czas i mimo wszystko mamy dobry kontakt, bo są to takie relacje niezobowiązujące, ale są. A tu proszę, coś było, przez dłuższy czas i od czarodziejskiej różdżki się skończyło, kaput :P

      Delete
    2. Ja zaczęłam to do siebie dopuszczać jakiś czas temu i szczerze - ciężko to zaakceptować. Niestety, tak to życie jest zbudowane. Ja się cieszę, że miałam okazje niektóre osoby spotkać, przeżyć z nimi chwile, które jakoś sprawiły, że czułam się szczęśliwa. Cała sztuka w tym, by umieć to dostrzec, docenić i się tym cieszyć, miło wspominać :)

      Delete
    3. Ale czasem musi po prostu trochę czasu upłynąć, żeby można doceniać to, co stracone a co było dla nas tak ważne. :)

      Delete
    4. Oczywiście, w moim przypadku to też była kwestia czasu.

      Delete
  15. ja od jakiegoś czasu wyznaję zasadę, że czas wszystko zweryfikuje. i jeśli wychodzą potem takie (albo inne) kwiatki to cóż - mówi się trudno i żyje się dalej. mnie już nawet nie szkoda, chociaż przez prawie 7 lat byłyśmy nierozłączne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mi już teraz nie szkoda, choc już swoje na ten temat przemyślałam i się ustosunkowałam, bo dlaczego to ja mam się zamartwiać jak koleżance najwyraźniej nie zależy? nie jestem aż taka naiwna :)

      Delete
  16. Wiesz co? "zawsze" w takich znajomościach nie istnieje. To cholernie smutne, ale nauczyłam się nie przywiązywać się do ludzi...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale to jest trudne. BO przecież wciąż są tacy, którzy naprawdę przy nas są wtedy, kiedy tego oczekujemy.

      Delete
    2. Ja bym sobie zadała pytanie: "na jak długo?" - przepraszam, że tak pesymistycznie do tego podchodzę, ale trochę przeszłam z różnymi ludźmi, no... ;)

      Delete
    3. nie pesymistycznie tylko realistycznie bym powiedziała, a mi tego realizmu brakuje ;)

      Delete
    4. Powiedziałabym, że życzę Ci, abyś się go nauczyła, bo się przydaje w życiu. Ale jego "nauka" jest często dość przykra i nieprzyjemna. Niech po prostu przyjdzie z czasem :)

      Delete
  17. Licealne znajomości zawsze się rozsypują.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie zgodzę się - nie wszystkie.

      Delete
    2. No dobra: większość ;]

      Delete
    3. Mimo wszystko smutne to wyliczenie :)

      Delete
    4. Może zajmijmy umysł czymś weselszym? ;>

      Delete
  18. To chyba jakaś zasada - przyjaźnie często kończą się zaraz po zakończeniu jakiegoś etapu edukacji. Chociaż wyjątki są zawsze. Mam nadzieję, że z moją przyjaciółką będziemy utrzymywać kontakt nawet na studiach, w końcu znamy się tyle lat... A zachowanie tej Y rzeczywiście jest, hm, niepoważne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. W takim razie to strasznie głupia zasada, niektóre rzeczy powinny trwać dopóty dopóki tego chcemy. Albo po prostu łatwiej byłoby nie zaprzyjaźniać się z osobami, które przy pierwszej okazji sobie od nas odejdą, kiedy okażemy się aż tak nieprzydatne :) Cóż no, jej strata, ja się tam przejmować nią nie będę. Każdy ma swoje życie, swoje sprawy i swoje zmartwienia, a czuje że jeszcze kiedyś do nas zagada - ale tylko wteyd, jak będzie czegoś chciałą :)

      Delete
  19. ja myślę, że z niektórych znajomości po prostu wyrastamy. zamiast próbować je odgrzewać trzeba zwyczajnie iść do przodu i nie oglądać się za siebie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. może. ja już w zasadzie straciłam nadzieję, że uda mi się to odgrzać. i w sumie chyba dobrze. lepiej może poznać nowych ludzi.

      Delete
  20. Wiem, że tak się nie postępuje z przyjaciółmi, szczególnie jeśli wcześniej byliście jak papużki nierozłączki. Ale pomyślałam, że może dla niej ta przyjaźń się wypaliła i zwyczajnie nie ma odwagi Wam tego powiedzieć... Ja kiedyś zakończyłam przyjaźń milczeniem. Miałam powód, ale nie miałam odwagi tego wypowiedzieć prosto w twarz. Nie jestem z tego dumna, ale wiem, że czasem tak jest.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cóż no, każdy wybiera inny sposób na zakończenie przyjaźni, mnie znowu zabolało dzisiaj że po pół roku ignorowania odzywa się ot tak i myśli, że ja akurat mam ochotę z nią gadać kiedy mnie zlewała przez ileś tam czasu. Cóż no. Nie będę płakała, bywa i tak :)

      Delete