6.5.12

Chora jestem

Marudna jestem, zapewne, dla tych, którzy nie lubią wysłuchiwać żaleń zakochanej niepoprawnej romantyczki, której los cały czas kłody wrzuca pod nogi, niespecjalnie niby. Sama z dnia na dzień mam dość samej siebie, tego swojego chorego marudzenia, jak to mi źle i niedobrze, ale nie umiem udawać, bo po co? Nie potrafię wyrzucić z głowy chwil, które chcę zapamiętać na zawsze. Może nasze drogi nie splątają się znów w tym stopniu, w którym splątały się kiedyś, może nie będzie nam dane być ze sobą, różnie to się układa. Chciałabym, by było inaczej. Uzależniłeś mnie od siebie, nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo, to przez ciebie nie mogę się na niczym skupić, to przez ciebie wspominam wszystko to, co się wydarzyło;  szukam zapachu twoich perfum, by poczuć się bezpiecznie jak wtedy, gubię się w tym, że nie mam twoich ramion, bym mogła się  w nich zgubić, gdy jest mi źle,  tak bardzo pragnę tego, byś mnie znalazł, byś znów coś do mnie poczuł. Może to nie jest koniec naszej bajki, może ona dopiero się rozpoczyna a my nie zdajemy sobie z tego sprawy? Może jesteśmy kukiełkami, kierowanymi przez kogoś tam wyżej, może wysłucha moich błagań? Jestem chora. Wiesz na co? Na Ciebie.

202 comments:

  1. myślę, że jedynym lekarstwem będzie czas i nauka zapomnienia....chociaż w sumie nie wiem czy jest jakiś lek, nigdy nie byłam zakochana...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zapomnienie nie było by takie trudne, gdyby nie fakt, iż Mężczyzna ten mi na to nie pozwala. Sam przyznał, że go uzależniłam, i to jest najgorsze.

      Delete
    2. Aaa... no to tak się nie da. Dopóki On nie pozwoli Ci tak do końca odejść to nie ma co nawet próbować zapominać. Skoro oboje jesteście chorzy na siebie, nie możecie dać sobie jeszcze szansę?

      Delete
    3. Możemy. Tylko chyba oboje się boimy siebie stracić. Bo może wyjść, i będziemy szczęśliwi, albo i nie - i wtedy nawet przyjaźń nie będzie miała prawa bytu. Chora sytuacja, nieprawdaż? ;)

      Delete
    4. Nie chora. Normalna na tyle, że normalny jest strach związany z niepewnością. Życie to wieczne ryzykowanie. Podejmowanie decyzji, nie zawsze tych najlepszych. Ale trzeba próbować.

      Delete
    5. Ano, spróbować trzeba. Tak samo jak trzeba mieć nadzieję, prawda? Może nie powinnam się tak denerwować?

      Delete
    6. no, i gitara gra. trza wrzucić na luz... najwyżej czas zadecyduje za was.

      Delete
    7. obawiam się, że nie będę miała wtedy prawa głosu, jeżeli zdam się na czas.

      Delete
  2. wydaję mi się, ze musisz myśli zająć czymś (lub kimś :>) innym... to powinno pomóc... przynajmniej tak mi się wydaje!

    ReplyDelete
    Replies
    1. powinno ;> ale się nie da.

      Delete
    2. wsyztsko się da, tlyko trzeba bardzo chcieć :)

      Delete
    3. jakbym nie chciała ;) znaczy, po częśći nie chcę, po części się rozglądam, ale wszystko wraca, więc oddalam poszukiwania i mknę w tej codzienności.

      Delete
  3. Miłość wyleczy tylko czas... Nikt inny. Od uczuć nie da się uciec.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety. Czasami miło powspominać, niekiedy... szkoda gadać.

      Delete
    2. A ja myślę, że kiedy się czuje jeszcze coś tam, to na wspomnienia nie można sobie pozwolić.

      Delete
    3. To nie jest ode mnie zależne. Chciałabym o tym nie myśleć. Mieć chociaż jeden dzień wolny od chorych przemyśleń, ale nie da się, nie umiem, nie potrafię.... nie chcę?

      Delete
    4. Czas leczy wszystkie schorzenia, również te na duchu i na niego trzeba liczyć. Chyba, że faktycznie nie chcesz.

      Delete
    5. Nie wiem, czego chcę, a czego nie, to jest najgorsze.

      Delete
    6. Jesteś młoda, masz czas.

      Delete
    7. niby tak. ale nie potrafię inaczej.

      Delete
    8. Ja też wielu rzeczy nie potrafię, ale trzeba to jakoś akceptować... akceptować siebie.

      Delete
    9. Może to przychodzi, ta akceptacja, z czasem?

      Delete
    10. Wydaje mi się, że przychodzi z ludźmi.

      Delete
    11. to może do mnie kiedyś też przyjdzie?

      Delete
    12. I do mnie przy okazji.

      Delete
    13. Do nas obu! Mam nadzieję, że już niedługo :)

      Delete
    14. jak przyjdzie, to niech już zostanie :)

      Delete
    15. nie mam zamiaru nigdzie jej puścić.

      Delete
    16. Jak zechce sama się wyrwie...

      Delete
  4. Czas, potrzebujesz go teraz. Bardzo dobrze, że nie kryjesz swoich uczuć- jeśli cierpisz, po co udawać, że jest inaczej? Nie warto oszukiwać samego siebie, a cierpienie i tak odejdzie, nie w najbliższym czasie, ale odejdzie na pewno.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem czy chcę, żeby odchodziło. Bo może to być jedyną pamiątką po tym, co mnie spotkało.

      Delete
    2. Wchodzę na liczne blogi i wszędzie spotyka mnie ta sama tematyka cierpienia. Aż sama zaczynam cierpieć, a aktualnie bardzo cierpię.
      Złączmy się wszyscy!

      Delete
    3. Ooo, jestem za! :D Taki klub to fajny będzie, kilka smutasów, łączmy siły. To ja przepraszam, że cierpisz przeze mnie :(

      Delete
    4. Nie musisz mnie przepraszać. Wiesz, to miłe, że można znaleźć kogoś, kto przeżywa to samo...

      Delete
    5. I można się podzielić spostrzeżeniami, pocieszać.... oj, dzięki za wszystko, że mogłam się wygadać.

      Delete
    6. Nie ma sprawy. Zawsze chętnie wysłucham. Inni blogerzy z pewnością też. :)

      Delete
    7. Mimo to, dziękuję. Nie wszyscy chcą wysłuchiwać wiecznych narzekań.

      Delete
  5. dlaczego ta bajka miało już swój pierwszy koniec?

    ReplyDelete
    Replies
    1. kryzys słowny, niemoc dogadania się, chyba to. miesięczna przerwa, miesiąc bez rozmów, spotkań sprawił, że i on i ja stęskniliśmy się chyba, odnajdywać się później znów zaczęliśmy, i jakoś to jest chyba, ale znów jednostronnie, chora sytuacja.

      Delete
    2. jednostronnie? co to znaczy?

      Delete
    3. że jak zwykle ja się zadurzyłam, zakochałam, a on? nadal nie wiem co do mnie czuje.

      Delete
    4. dlaczego nie spróbujesz się tego dowiedzieć? :-)

      Delete
  6. Nie staraj się o tym wszystkim zapomnieć. W złych chwilach niech będzie to Twoja siła, nawet gdy to wszystko boli.
    A marudź ;) To pomaga

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie potrafię zapomnieć, wszystko się dzieje wbrew mnie, wbrew temu wszystkiemu, w co niby wierzę.

      Delete
  7. Nie wiem, co powiedzieć. żeby nie zabrzmiało banalnie. Sprawy związane z miłością zawsze mnie onieśmielały.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Onieśmielały? Czemu?

      Delete
    2. Głównym powodem jest to, że mimo ukończonych dwudziestu jeden lat nigdy nie byłam w związku. Kilka pomniejszych też by się znalazło.

      Delete
    3. Jeszcze będziesz miała czas i okazję, po prostu czekasz na tego wyjątkowego :) Lepiej czekać niż tak jak ja liczyć na cud :)

      Delete
    4. W moim przypadku to trochę równoznaczne z czekaniem na cud, ponieważ mam wysokie wymagania i nieco staroświeckie podejście :P

      Delete
    5. nieco staroświeckie podejście jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a skoro nie znalazłaś żadnego faceta, to znaczy, że żaden godzien Ciebie jeszcze się po prostu nie odnalazł :D

      Delete
    6. Przedstawiłaś optymistyczną wersję, w którą bardzo chciałabym wierzyć :D

      Delete
    7. To uwierz :D Może to będzie pierwszy krok do tego, by powolutku kogoś tam szukać? :D

      Delete
    8. Nie należę do poszukiwaczek, wszak uczucie przychodzi niespodziewanie :)

      Delete
    9. więc w takim razie może ktoś Ciebie znajdzie :D

      Delete
    10. Mimo wszystko nie tracę nadziei, a to podstawa :D

      Delete
  8. Marudzenie zawsze spoko. A czasami już tak jest, ze bliskie osoby odchodzą, takie życie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. marudzenie najlepsze, wiem. odchodzą, wracają. trudno, ale nie umiem się pogodzić. albo nie chcę, kto wie?

      Delete
    2. Pogodzić się z tym zawsze jest trudno. Na szczęście czas to wszystko osłabia, jeśli tylko nam nie zależy, żeby ta osoba nadal była ważna.

      Delete
    3. Tu jest pies pogrzebany, bo chyba mi za bardzo zależy...

      Delete
    4. Może kiedyś Ci minie ;)

      Delete
    5. Może, kiedyś, coś, liczę na cud.

      Delete
    6. A cuda się zdarzają.

      Delete
    7. no na to liczę, że się zdarzają :D inaczej to marnie będzie.

      Delete
    8. Grunt to pozytywne myślenie :D

      Delete
    9. jedynie to mi pozostaje, o ironio :D

      Delete
    10. Oj tam, oj tam. Będzie dobrze. Musi być, bo jak nie to wpier*piiiip* :D Zawsze tak z koleżanką mówimy.

      Delete
    11. Chyba sobie zapożycze powiedzonko, ale wiesz, ja jestem raczej optymistką, która widzi wszystko na czarno, dziwnie.

      Delete
    12. Powiedzonko się przydaje. Potem zawsze się śmiejemy ;)
      Tak dość oryginalnie.

      Delete
    13. Ale jak skutecznie. Ja też mam kilka swoich powiedzonek, czasami takie poprawiacze nastroju są potrzebne ;)

      Delete
    14. Ponoć ja jestem jednym wielkim poprawiaczem humoru :D

      Delete
    15. tak? :D to wiedz, że teraz Ci nie odpuszczę, zostaniesz moim poprawiaczem humoru? ;> :D:D

      Delete
    16. Oczywiście :D Ale nie wiem, jak to będzie działało na odległość. Chociaż, w sumie i tutaj zdarza mi się mieć głupawkę i pieprzyć trzy po trzy, będąc trzeźwą :D

      Delete
    17. dla chcącego nic trudnego, co to odległość ;>

      hah, też mam czasem takie dni :D

      Delete
    18. A przypomnisz mi, skąd wgl jesteś? ;>

      Delete
    19. To nawet nie tak daleko, wiesz? :D Bo ja jestem ze śląska ;)

      Delete
    20. Very. Może kiedyś wbije do Ciebei, haha :D

      Delete
    21. zapraszam, zapraszam, Kraków jest spoko :D:D

      Delete
    22. Pewnie tak, ale ja jakoś nie przepadam za tym miastem, choć zupełnie w nim nie byłam. Mnie bardziej ciągnie w druga stronę - do Wrocławia :D

      Delete
    23. Tak czy siak - zapraszam, z bliska Kraków jest całkeim przyjemny i zjawiskowy ;)

      Delete
    24. Na pewno kiedyś odwiedze ;) Najpewniej pojade na wycieczke z historii :D

      Delete
  9. Jeśli on nic do Ciebie nie czuje, to dla swojego dobra powinnaś postarać się wyleczyć z niego. ale domyślam się, że to nie łatwe.

    ReplyDelete
    Replies
    1. właśnie nie wiem, co on do mnie czuje. raz jestem dobrą przyjaciółką, a drugi zaś kimś, do kogo czuje coś większego niż przyjaźń i się gubię. i tak, nie jest łatwe. trudne cholernie.

      Delete
    2. to widzę chłopak nie może się zdecydować czego chce.

      Delete
    3. podobnie jak ja :) się dobraliśmy.

      Delete
    4. byłoby łatwiej, gdyby chociaż jedno z was wiedziało czego chce :)

      Delete
    5. ano, o ile łatwiej, to nawet nie myślę ;) wiesz, to jest tak, że ja z jednej strony chce czegoś więcej, ale z drugiej boję się, że przez to go stracę a tego nie chcę.

      Delete
    6. może porozmawiajcie o tym szczerze ?

      Delete
    7. Zawsze kończy się na tym że 'może, coś, nie chcę cię stracić' i tyle.

      Delete
    8. rozumiem. trudna sytuacja.

      Delete
    9. trochę skomplikowana. oboje czegoś chcemy i oboje boimy się zaryzykować.

      Delete
    10. czasem warto zaryzykować.

      Delete
    11. wiem, mimo to się boję. na to chyba nie ma sposobu.

      Delete
    12. trudno przezwyciężyć strach.

      Delete
    13. bardzo trudno. czasami wręcz niemożliwie. wiem tyle, że nie chcę go stracić.

      Delete
    14. kurcze, trzymam za Was kciuki, żeby to wszystko się jakoś wyprostowało.

      Delete
    15. nie dziękuję, może nam się uda, pozostaje liczyć na cud.

      Delete
    16. cud ? no chyba nie jest, aż tak źle. poradzicie sobie bez cudu. pomogą Wam moje kciuki :p

      Delete
    17. a więc zdaję się na twoje kciuki. będzie dobrze, prawda? :(

      Delete
    18. pewnie, że będzie dobrze, ja w to wierzę. nie smuć się - nie pozwalam :)

      Delete
    19. powiedzmy, że postaram Ci uwierzyć ;)

      Delete
    20. no jak mogłabyś mi nie wierzyć :p

      Delete
    21. w sumie nierealne, emanuuje od ciebie taka pozytywna energia :D

      Delete
  10. A po co w ogóle udawać? Nie można się po prostu wziąć w garść i brnąć do przodu?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Brnę. Ale nie umiem przestać o tym rozmyślać.

      Delete
    2. Znajdź sobie jakieś wyzyskujące zajęcie, to na pewno przestaniesz myśleć o czymkolwiek ;D

      Delete
    3. Hah, pisanie znalazłam, ale jest jeszcze gorzej. Marudna jestem i tyle ;)

      Delete
    4. Bardziej chodziło mi o jakąś pracę fizyczną.

      Delete
    5. to chyba nie dla mnie. tak się pogrążę w myśleniu że to się może dla mnie źle skończyć ;) xD

      Delete
    6. A czemu od razu źle skończyć?

      Delete
    7. z moim szczęściem to nigdy nie wiadomo.

      Delete
  11. Jak to mówią : "tego kwiatu jest..." :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. ...pół światu, wiem. Najpierw muszę się wyleczyć, ale skutecznie mi to ktoś utrudnia ;)

      Delete
    2. Oto chodzi, że nie. Niestety, bo tak byłoby łatwiej.

      Delete
    3. To mu powiedz, żeby Ci wreszcie ten spokój dał.

      Delete
    4. jak? "cześć, odpieprz się w końcu ode mnie, skoro nic do mnie prawdopodobnie nie czujesz?" chyba tak nie potrafię.

      Delete
    5. Skoro nic do Ciebie nie czuje, a nadal zawraca Ci głowę, to nie powinnaś mieć skrupułów, żeby mu to właśnie powiedzieć. Przecież to Ty czujesz się źle z powodu jego obecności.

      Delete
  12. Też częściowo jestem romantyczką, so. I niby mówią, że nie warto się poddawać, jeśli jest chociaż mała szansa na szczęśliwe zakończenie, ale ja jestem zdania, że trzeba umieć poddać się w odpowiednim momencie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A kiedy wyczuć, że to odpowiedni moment by się poddać? A może właśnie trzeba zrobić na przekór wszystkim i wszystkiemu, i dzielnie walczyć o swoją szansę?

      Delete
    2. To chyba zależy od konkretnej osoby, ale ja umiem wyczuć ten moment.
      Czasem (choć nie zawsze, oczywiście) takie postawienie się na przekór jest bezsensowne.

      Delete
    3. Ja tego nie opanowałam. Nie umiem, nie potrafię. Moze niepotrzebnie na coś czekam?

      Delete
    4. Nie wiem. To już zależy tylko od Ciebie.

      Delete
  13. Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie walczy się o ludzi, którzy odeszli i ja się z tym w stu procentach zgadzam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie posiadam niestety takiej umiejętności. Może nie lubię się zawodzić na ludziach?

      Delete
    2. Po prostu myślę, że ''trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym''.

      Delete
    3. prawdopodobnie się z tym zgadzam, ale nie umiem zejść niepokonana.

      Delete
    4. ciągle żyjesz nadzieją, że coś się zmieni?

      Delete
    5. to nie głupota tylko naiwność, nie przejmuj się. minie.

      Delete
    6. mam nadzieję, choć dziwnie sie z tym wszystkim czuję.

      Delete
  14. Wszystko przez facetów. Mogłabym Cię pocieszać, mówić, że ja też tak miałam, ale na pewno nie poprawi to Twojego samopoczucia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Poprawić nie poprawi, ale sprawi chociaż, że nie będę się w tym swoim marudzeniu czuła samotnie ;)

      Delete
    2. oko ;) marudzenie jest ok.

      Delete
    3. Czasami można, a nawet trzeba... ;)

      Delete
    4. inaczej się po prostu nie da ;)

      Delete
    5. oj, z tym to już jest gorzej, ze znalezieniem umiaru :D

      Delete
    6. skłonności do przedłużania mamy ;p

      Delete
  15. Jak ja to znam... Jedyne co mi przyszło na myśl czytając ten post [nie wiem skąd to skojarzenie] to modlitwa. Może ona nam da to, czego pragniemy?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myślisz, że może się udać?

      Delete
    2. Kurwa. Myślę, że nie. Wczoraj straciłam nadzieję.

      Delete
    3. Ja też. Nie będzie 'jakoś się ułoży'. po prostu będzie co ma być, a ja nie mam na to najmniejszego wpływu, niestety.

      Delete
  16. Aż trudno uwierzyć, że tak wiele nas łączy, że tak podobne jesteśmy - niepoprawne romantyczki z żalem do świata i ze wspomnieniami, których za nic w świecie nie chcą oddać. Mogę dodać do "Ukochanych"?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pewnie, że możesz ;)

      Hah, tak to z nami kobietkami jest, że się zakochujemy, tęsknimy, a oni? Nic...

      Delete
    2. i najgorsze jest to, że nie potrafimy kochać tych, którzy na to na prawdę zasługują... Też tak masz?

      Delete
  17. Oczywiście ;) Nie potrafię pokochać kogoś, kto może i kocha mnie, a zakochuję się w tym, który - przez chwilę - coś tam do mnie niby czuje, a później 'nie wie'. I jeszcze ten parszywy zegarek - co spojrzę, to jakaś 12.12, 13.13... masakra!

    ReplyDelete
  18. To chyba najgorszy rodzaj "choroby". Najdotkliwszy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I brak sposobu na wyleczenie się.

      Delete
    2. Sposób zawsze jest, tylko na pierwszy rzut oka człowiek nie chce go dostrzec...

      Delete
    3. to może nie dostrzegam... jak myślisz, co mogłabym zrobić?

      Delete
  19. Replies
    1. dokładnie. sytuacja bez wyjścia.

      Delete
    2. trzeba zrobić coś, żeby zapomniec. tylko co ?

      Delete
    3. nie ma przepisu na zapomnienie.

      Delete
    4. i to taki wielki i potworny KLOPS. wali się, wali i tyle.

      Delete
    5. może niedługo się przestanie walić. ;)

      Delete
  20. Na taką chorobę powinni znaleźć lekarstwo! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. centralnie :D

      nie wiem co mam robić.

      Delete
    2. Wynajdziemy je razem? :D

      Chciałabyś z nim być?

      Delete
    3. możemy! :D

      tak, chyba tak... nie umiem wyobrazić go sobie jako nikogo innego..

      Delete
    4. Fantastycznie :D

      Skąd ja to znam... ale coś stoi na przeszkodzie, żebyście byli razem?

      Delete
    5. A mówią, że to kobiety są tymi niezdecydowanymi i ciągle zmieniającymi zdanie.

      Delete
    6. Jedna z wielu łatek, które do nas przylgnęły, a tu okazuje się że faceci wcale lepsi nie są.

      Delete
  21. też jestem chora, a wyleczyć może mnie tylko on. i mam nadzieję, że wyleczy, a nie wykorzysta i zostawi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. mnie też może wyleczyć tylko on. i to jest najgorsze.

      Delete
    2. nie lubię być zależna od kogoś.

      Delete
    3. ja też nie, ale tak już jest, nie umiem z tym niczego zrobić.

      Delete
    4. ja też nie, ale cały czas się staram :)

      Delete
    5. a masz jakiś sprawdzony sposób?

      Delete
    6. zajmuję myśli czymś innym i po prostu robię to na co mam ochotę. ;)

      Delete
  22. świadomość lub chociaż minimalna szansa, że to nie jest jeszcze koniec wszystko diametralnie zmienia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. właśnie. więc się nie poddaję, tylko naiwnie wierzę.

      Delete
    2. mam nadzieję, że uda się :)

      Delete
    3. też mam taką nadzieję, choć coś mi się wydaje, że tym razem mnie zawiedzie.

      Delete
    4. nie wiem, jakoś tak, odruch.

      Delete
    5. więc może będzie niespodzianka :)

      Delete
    6. najmilsza z najmilszych ;) oj, aż się rozmarzyłam, hehe.

      Delete
    7. hehe marzenia są dobre :)

      Delete
  23. wg mnie jak sie nie uklada wczesniej to potem tez sie nie bedzie ukladalo, moj pierwszy zwiazek to byly ciagle klotnie, bezsensu kompletnie, a trwal ponad 8 miesiecy, teraz mam zajebistego faceta, jestesmy razem juz ponad 11 miesiecy praktycznie wcale sie nie klocimy i jest idealnie

    ReplyDelete
    Replies
    1. możliwe, ale czasem trudno zrezygnować z kogoś, do kogo coś się czuje nawet, jeśli widać, że nie ma szans żeby coś z tego było.

      Delete
  24. znajdziesz dobry antybiotyk, odczekasz trochę i przejdzie ci może. a z czasem wrócą objawy choroby, ale nie tak silnie. jakiś katar, lekki kaszel. i znowu przejdzie. chyba, że nie będziesz stosować się do ulotki ^^ w końcu coraz szybciej nauczysz się przed tym bronić. i odporność ci się poprawi..kwestia czasu. wiem coś o tym ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. to trzymam Cię za słowo, mam nadzieję że już niedługo się z tego, a właściwie - z niego - wyleczę :) masz jakieś sprawdzone sposoby żeby sobie z tym radzić?

      Delete
    2. brak czasu na myślenie to dobry sposób :) czytaj kryminały, fantasy, Pottera - omijaj romansidła. Posłuchaj muzyki, idź na koncert. Rysuj, biegaj, zadbaj o siebie. Rób wszystko dla siebie i tylko dla siebie. Nie pozwól myślom przejąć kontroli nad Tobą. Zrób tak żeby nie mieć czasu na myślenie o tym. Biust do przodu, głowa do góry. Gnaj przez życie i obwieszczaj światu swą zajebistość :)

      Delete
  25. This comment has been removed by a blog administrator.

    ReplyDelete
  26. Kolejna osoba zakochana. No cóż, cierpienie jest nieodłącznym partnerem tego stanu. Mam nadzieję, że szybko z tego wyjdziesz. :)

    ReplyDelete
  27. Ja już zdążyłam przyzwyczaić się do swojego marudzenia i czasem mi się to podoba... czasem :p

    Zapraszam na bloga mojego i mojej przyjaciółki:
    siedemnastolatki.blogspot.com

    ReplyDelete
  28. Może Wasz czas jeszcze nie przyszedł? Ten taki dojrzalszy, jeżeli wiesz co mam na myśli.

    ReplyDelete